UWIERZ WE WŁASNY ROZUM

logo UWIERZ WE WŁASNY ROZUM
Jeśli chcesz spróbować zapomnieć na dłuższą chwilę o tym, czego nauczyłeś się
w szkole lub podobnie jak ja, wątpisz w prawdziwość historii naszej cywilizacji, to
 brama

 

Serdecznie dziękuję za promyczki życzliwości Elżbiecie Pietrzak z Krakowa, Joli Chominiec z Kanady,
Casey Wadowskiemu z USA, Sławkowi Jabłońskiemu z Kielc, Michałowi Jaworskiemu, Blues Man’owi,
Tomkowi Wierszałowiczowi i wszystkim innym przychylnie lub podobnie myślącym.

Wstęp

O czym będzie?
Nauka, która nikomu i niczemu nie służy,
do niczego się nie nadaje. prof. A. Lasota

 

Dlaczego dla początków naszych dziejów większość historycznych hipotez przeczy rzeczywistości? Dlaczego od ponad wieku lat usiłuje się wmówić wszystkim, że pochodzimy od małpy, nie dając najmniejszego dowodu? Dlaczego od wielu lat nie można znaleźć odpowiedzi na zasadnicze pytania dotyczące zarania naszej cywilizacji?

tsunami
Nadchodzi przeszłość …

Dlatego, że o tym wszystkim decyduje garstka arogantów mających przemożny wpływ na światową naukę, politykę i media. Pomagają im w tym tysiące wykształconych kontynuatorów, którzy powielając stare dogmaty i dokładając czasem coś od siebie, baczą pilnie by nie wprowadzić nic nowego, co mogło by zachwiać istniejącym monopolem na „najprawdziwszą prawdę”. Z nauki uczynili obowiązującą ideologię, by nie powiedzieć religię. Kontrolują wszystko. Używając wszelkich sposobów, tłamszą w zarodku inaczej myślących nie dopuszczając ich do głosu, wyśmiewając, niszcząc psychicznie, a nierzadko i fizycznie wyrzucając ich ze swego środowiska. To towarzystwo wzajemnej adoracji jest świadome, że prawda dla nich oznacza koniec. Koniec sławy, zaszczytów, tytułów, prestiżu, a przede wszystkim pieniędzy.

Zwykła, robocza hipoteza o ewolucji człowieka, która nie wiedzieć czemu stała się obowiązującą naukową „religią”, zaowocowała gadającą małpą i człowiekiem jaskiniowym uczącym się wszystkiego od podstaw, choć nie wskazano nauczyciela, a najzwyczajniejsze życie podpowiada, że jeszcze nikt sam jeszcze się niczego nie nauczył. Zaowocowała epokami kamiennymi, w których pierwotny człowiek wykazał się ogromnymi zdolnościami naukowymi i technicznymi, przeważnie przerastającymi dzisiejsze. To, że teoria ewolucji jest skłócona z drugą teorią mówiącą o liniowości postępu, jakoś nikomu nie przeszkadza.

Nie ma ludzi nieomylnych i nie ma ludzi, którzy znają prawdę. To nie jest winą zwykłych śmiertelników, że historia naszej cywilizacji jest sklecona z fantazyjnych hipotez opartych do tego na błędnym założeniu. Gdyby gmach historii był zbudowany na solidnych podstawach, to wyjęcie z jego fundamentu jednej zmurszałej cegły nie stanowiło by problemu, ale nasza najstarsza historia jest domkiem z kart i wyjęcie jednej karty, poruszenie jej czy nawet delikatne dmuchnięcie grozi jego zawaleniem. To właśnie dlatego nie wolno niczego zmieniać, bo nikt nie ma odwagi, a jeśli już, to i tak nie otrzyma żadnych sił i środków, by zbudować wszystko od nowa.

Nie mam zamiaru wywracać historii do góry nogami ale chcę pokazać, że zwykli ludzie padli ofiarą naukowego oszustwa, którego celem jest pominięcie prawdy. To prawdopodobnie dlatego antagonizuje się światowe religie oraz ignoruje lub ukrywa przekazy z przeszłości. Chcę pokazać, że prawdopodobnie było inaczej, prościej i logiczniej niż głoszą to dziś bardowie nauki. Odcięcie nauce korzeni starożytnej mądrości zaowocowało złym założeniem, nieprawdziwymi hipotezami i oszukańczymi dowodami. Mój pogląd na historię cywilizacji jest zupełnie inny i chcąc zasiać ziarno zwątpienia w przekazywaną dziś najstarszą historię, twierdzę że:

Na Ziemi w przeszłości istniała wielka techniczna cywilizacja – cywilizacja Bogów, której my ludzie zawdzięczamy swoje istnienie. Cywilizacja, która pozostawiła po sobie wiedzę i wyraźne materialne ślady, a które dzisiejsza historia przypisuje „na siłę” słabemu człowiekowi.

Ziemia co jakiś czas doznawała ogólnoświatowych kataklizmów – „wielkich uskoków skorupy ziemskiej” – niszczących zarówno dorobek cywilizacji Bogów jak i ludzkości. Widoczne ślady, które zostawił ostatni kataklizm są celowo niezauważane i lekceważone, a w zamian serwuje się nam historyjki o „gniewie ludu” czy lokalnym, stosunkowo niedawnym trzęsieniu ziemi.

Atlantyda istniała naprawdę, ale nikt nie kwapi się z jej odszukaniem, gdyż stanowi to ogromne zagrożenie dla dzisiejszej, tak wypieszczonej lecz kłamliwej historii o pochodzeniu człowieka oraz całej naszej historii cywilizacji.

Wprowadzenie do historii super cywilizacji Egiptu, Rzymu czy Chin, nie bacząc że przeczy to głoszonej teorii liniowego postępu oraz przypisanie im budowli nigdy przez nich nie zbudowanych, uważam za oszustwo i bezprzykładne historyczne kłamstwo.

„Od najwcześniejszej młodości przyzwyczajani jesteśmy do tego, by słuchać zafałszowanych wieści, a nasz umysł od stuleci tak bardzo przesiąknięty jest uprzedzeniami, że strzeże fantastycznych kłamstw niby skarbu, tak iż w końcu prawda zaczyna się wydawać niewiarygodna a fałsz prawdziwy.” Powiedział to Sanchoniathon – fenicki dziejopisarz, już ponad 3 tysiące lat temu.

Dzisiejsza wizja historii cywilizacji propagowana w mediach i nauczana w szkołach już ma katastrofalne skutki dla całej naszej cywilizacji i cała ludzkość zapłaci za to najwyższą cenę. „Arki Noego” tym razem nie ma i nie będzie. Czy chcemy tego czy nie, następny ogólnoświatowy kataklizm zbliża się i jest tylko kwestią czasu. Ziemia już pokazała czego się można spodziewać dając „drobny” przykład na oceanie Indyjskim w grudniu 2004 r. oraz pokazała wielkość, pośpiech, a przede wszystkim możliwości niesionej pomocy. Kto i komu udzieli pomocy gdy klęska dotknie bez wyjątku wszystkich?

Trzęsienia ziemi zaczęły występować w miejscach spokojnych od stuleci. Sami stworzyliśmy warunki do drastycznych zmian w ziemskiej przyrodzie. Człowiek, jako teoretycznie najdoskonalszy produkt „małpiej ewolucji” zaczął zmieniać naturę nie mając pojęcia o konsekwencjach. Wyciął już ponad połowę lasów tropikalnych dających tlen, niszcząc przy okazji siedliska zwierząt i ludzi. Nie licząc się z niczym nadal zatruwa własne środowisko zapoczątkowując już widoczną zmianę klimatu. W końcu zaczął nieudolnie naśladować Boga nie przewidując ani korzyści ani zagrożeń.

Poprzez manipulację, a także ignorancję, arogancję, a przede wszystkim przez niedowiarstwo wielkich tego świata straciliśmy kilka wieków, które należało wykorzystać na przygotowania ludzkiej cywilizacji do rzeczy najważniejszej – do przetrwania. Czy jesteśmy przygotowani na światowy kataklizm? Absolutnie nie. Przez ostatnie dwa wieki technika uczyniła wielki krok do przodu, lecz władcy i „szamani” nauki cofnęli nas w duchową ciemność. Czy możemy jeszcze coś naprawić? Być może, choć nie ma pewności. Zabraknie zapewne tych kilkuset lat przygotowań, które zmarnotrawiono szerząc kłamstwa o nas i o naszej przeszłości, wymazując przy okazji z naszej pamięci realną możliwość zagłady. Swój koniec będziemy zawdzięczać małej grupie zarozumialców z naukowymi tytułami oraz tym decydentom, którzy wciąż myślą, że władza automatycznie daje im rozum.

Moja teoria jest bardzo prosta. Oddzielmy w historii wszystko to, co potrafimy wyjaśnić od niewyjaśnionego. Oddzielmy historię cywilizacji człowieka od „cywilizacji Bogów”. Oddzielmy budowle, które mógł zbudować człowiek od tych, których zbudować nie mógł, bo nie miał ani siły ani techniki. Uwierzmy w to, że człowiek to nie ewolucja, a tylko stworzenie i to zamierzone stworzenie. Uwierzmy w to, że nasza Ziemia-Matka jest w stanie zniszczyć wszystko, co się na niej znajduje bez żadnego ostrzeżenia. Jeżeli pójdziemy tym tropem, to może zrozumiemy bardzo wiele niewyjaśnionych spraw i to w sposób logiczny i prosty.

I jeszcze jedno wyjaśnienie. Dzisiejsza historia twardo stoi przy założeniu, że linia brzegowa kontynentów jest niezmienna od tysięcy lat, a jeśli zmiany zachodzą, to tylko w nieznacznym stopniu, powodowane zmiennym stanem poziomu wód światowych. Jeśli jednak uzwględnić hipotezę Hapgooda o możliwości zaistnienia wielkiego uskoku skorupy ziemskiej i przyjąć, że taki zaistniał w przeszłości i to niejednokrotnie, to zmiany w ukształtowaniu terenu mogą być bardzo znaczne, a co za tym idzie, wiele „rzeczy” opisywanych przez starożytnych może znajdować się pod wodą, a niektóre zniknęły pod ziemią naniesioną przez wielkie tsunami.

Określeń „cywilizacja Bogów” czy „Atlantydzi” proszę nie traktować dosłownie, gdyż pod tym pojęciem rozumiem cywilizacje wiodące, o wysokim lub bardzo wysokim stopniu rozwoju nauki i techniki, zdecydowanie przewyższające dzisiejszą. Ziemia, zarówno dzisiaj jak i w przeszłości, nie była zlepkiem odosobnionych ognisk „wybuchających” cywilizacji, a konglomeratem żyjącym we wzajemnej symbiozie i zapewne na różnych poziomach rozwoju. Cywilizacje ginęły i upadały, lecz na ich gruzach, póki istniało życie, zawsze zakwitały nowe nie zawsze dorównujące poprzednim, a nasza jest doskonałym tego przykładem.

Niektóre moje wnioski moga wydawać się niedorzeczne czy wręcz obrazoburcze, dlatego można je przyjąć lub nie, ale są one logiczną konsekwencją uwzględnienia cyklicznych kataklizmów. Końcowe wnioski zawsze zależą od przyjętego podstawowego założenia.

 

 OSTRZEŻENIE !   PRZECZYTANIE NIEKTÓRYCH ARTYKUŁÓW MOŻE PROWADZIĆ DO GWAŁTOWNEJ ZMIANY SAMOPOCZUCIA !

Potop

Potop – czy tylko jeden?

Albowiem zagłada spotka cały świat i przyjdzie wielka fala, i zaleje całą
ziemię, i wszystko co się na niej znajduje ulegnie zagładzie. [Henoch].

Źródła pisane – Starożytni

Z wieścią o Potopie mamy do czynienia już od najmłodszych lat. Stykają się z nią wszyscy, zarówno wierzący jak i dalecy od tego. Wszyscy bez wątpienia zadają sobie te same pytania – czy był naprawdę, kiedy to było, jak wyglądał, czy faktycznie uratowała się tylko para ludzi? Wejdźmy w ten w gąszcz wiadomości na jego temat. Będzie to ciekawa wędrówka choć nie ma pewności czy przy jej końcu ujrzymy chociaż małe światełko.

Stary Testament – A potop trwał na ziemi czterdzieści dni i wody wezbrały, i podniosły arkę ponad ziemię. Kiedy przybywało coraz więcej wody i poziom jej podniósł się wysoko ponad ziemią, arka płynęła po powierzchni wód. Wody bowiem podnosiły się coraz bardziej nad ziemię, tak że zakryły wszystkie góry wysokie, które były pod niebem. Wody się więc podniosły na piętnaście łokci ponad góry i zakryły je. A wody stale się podnosiły na ziemi przez sto pięćdziesiąt dni.


Ale Bóg, pamiętając o Noem, o wszystkich istotach żywych i o wszystkich zwierzętach, które z nim były w arce, sprawił, że powiał wiatr nad całą ziemią i wody zaczęły opadać. Zamknęły się bowiem zbiorniki Wielkiej Otchłani tak, że deszcz przestał padać z nieba. Wody ustępowały z ziemi powoli, lecz nieustannie, i po upływie stu pięćdziesięciu dni się obniżyły. Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Ararat. Woda wciąż opadała aż do miesiąca dziesiątego. W pierwszym dniu miesiąca dziesiątego ukazały się szczyty gór.

Zusiudra (Utnapisztim) – Ziusudra słuchał stojąc podle niego, stojąc po lewej stronie ściany…
Ściano, chcę ci rzec słowo, słowo moje zachowaj, zaprawdę rady mojej wysłuchaj.
Wszystkie siedziby zaleje potop, który przejdzie nad stolicami, aby zniszczyć nasienie ludzkości…
Ostateczny to wyrok, słowo zgromadzenia (bogów), słowo wypowiedziane przez Ana, Enlila i Ninhursang.
[kolejny fragment jest zniszczony]
Wszystkie niszczycielskie wichury i nawałnice razem sunęły ławą,
potop przetoczył się nad stolicami.

gilgam

Po siedmiu dniach i nocach, po potopie, który przewalił się przez kraj,
na wysokiej wodzie wicher kołysał barką.
Bóg Utu pojawił się roztaczając światło na niebo i ziemię.
Ziusudra przebił otwór w barce i promienie boga Utu rozbłysły w niej.
Wówczas król Ziusudra padł na twarz przed bogiem Utu!
Król ubił woły i liczne owce (na ofiarę):
na życie nieba, na życie ziemi, niech będą zaklęci.
An i Enlil, na życie nieba, na życie ziemi niech będą zaklęci!…
Za ich sprawą pojawiły się (znów) stworzenia, które podniosły się z ziemi.
Król Ziusudra padł na twarz przed Anem i Enlilem.
An zaś i Enlil… obdarzyli go życiem podobnym boskiemu,
podnieśli go do wiecznego życia podobnego boskiemu.
Wtedy to króla Ziusudrę, który… nasienie ludzkości ocalił,
osiedlili w krainie zamorskiej, w kraju Diimun, w kraju, skąd wschodzi bóg słońca Utu.

Potop Deukaliona – […] na radzie niebieskiej postanowiono wytępić ród ludzki potopem. Wysłano wiatry, aby zewsząd pospędzały chmury. Z pierwszym gromem spadły wielkie deszcze. Morza i rzeki wystąpiły z brzegów. Najwyższe domy skryły się pod wodą. Nie było granicy między ziemią i morzem. Człowiek żeglował po polach, po których niedawno chodził za pługiem. Nereidy, zdumione i przerażone, pływały po ulicach miast zatopionych. Wszystko ratowało się bezładną ucieczką. Z białych fal wychylały się płowe grzywy lwów, a wilk prowadził trzodę owiec do nie istniejącej przystani. Ptaki znużone lotem, nie widząc nigdzie oparcia, spadały w głębinę. Ziemię zaległa cisza i pustka. Bogowie ze szczytów Olimpu słyszeli tylko oddech bezkresnego morza. Najwyższe góry znikły. Ponad falami wyrastał jeden wierch Parnasu, w Beocji.


Na bezbrzeżnym oceanie kołysało się nędzne czółno, a w nim drżało z trwogi dwoje staruszków: Deukalion i Pyrra. Ich słaby wzrok nie mógł ogarnąć całego bezmiaru klęski. Po dziewięciu dniach i dziewięciu nocach wędrowania czółno stanęło na szczycie Parnasu. Wody zaczęły opadać. Z wolna ukazywały się wzgórza, po nich wyższe płaszczyzny, wreszcie niziny pełne szlamu, w którym leżały trupy ludzi i zwierząt. […] Dookoła świat się odnawiał. Z użyźnionej wielkimi deszczami gleby rodziły się rośliny, ptaki i zwierzęta. Niezmierna, zielona puszcza przykryła ziemię, nad którą śpiewały skowronki, przelatywały bociany i jaskółki. Dopiero z wolna i gdzieniegdzie podnosiły się nieśmiało pierwsze osady. Budowało je plemię wyrosłe z kamieni, a więc zdatniejsze do życia, wytrzymałe na ból i trudy. Deukalion, jak patriarcha, chodził wśród swoich dzieci, nauczał ich rzeczy niezbędnych do życia, krzewił cześć należną bogom i stawiał świątynie. Z okien dworzyszcza olimpijskiego Dzeus widział, jak świat dźwigał się do nowych przeznaczeń. Przekonał się niebawem, że ludzie, niepamiętni kary, jaka spotkała ich poprzedników, bynajmniej nie stają się lepsi, ale już więcej nie zsyłał na nich potopu.

Nie wszystkie źródła pisane podają wprost, że opisują Potop. Możemy tylko wnioskować, że chodzi o Potop na podstawie opisu kataklizmu, choć nie wszędzie występuje tylko woda.

Codex Troano (tłum. Le Plongeon) – W roku 0. Kan, w dniu 11. Muluc miesiąca Zac rozpoczęły się straszne trzęsienia ziemi, trwające bez przerwy do dnia 13. Chuen (trzy dni). Kraj bagnistych wzgórz, kraj Mu, padł ich ofiarą. Dwukrotnie wzniesiony w górę, w ciągu jednej nocy zniknął po nieprzerwanym działaniu podwodnych wulkanów. Ląd unosił się i opadał wielokrotnie. W końcu ziemia się zapadła i dziesięć państw zostało porozrywanych na części i zniszczonych. Zatonęły wraz z ludnością, liczącą 64 miliony, 8000 lat przed napisaniem tej księgi.

Chilam Balam (V część) – …Stało się, gdy Ziemia zaczęła się odradzać. Nikt nie wiedział, co może nastąpić. Spadł ognisty deszcz, spadł popiół, kamienie i drzewa chyliły się ku ziemi. Kamienie i drzewa zostały rozbite… Zerwał się Wielki Wąż z nieba… i spadły na ziemię jego skóra i kawałki jego kości… a strzały trafiały sieroty i starców, wdowców i wdowy, którzy jeszcze żyli, choć już sił nie mieli do życia. I zostali oni pogrzebani na piaszczystym wybrzeżu morza. Wtedy nadeszły potworne fale wody. A wraz z Wielkim Wężem spadło na ziemię niebo i zatopiło ziemię…

Platon – Kritias – Kiedy zaś bogowie czyszczą Ziemię wodami i zalewają ją, wtedy tylko wieśniacy i pasterze, którzy zamieszkują góry, zachowują się przy życiu, podczas gdy mieszkańców waszych miast niosą rzeki do morza. […] Tak, Solonie, w pewnym okresie, wyprzedzającym największą katastrofę spowodowaną przez wodę, miasto Ateńczyków było najlepsze w wojnie, a przede wszystkim było rządzone zgodnie z dobrymi prawami. […] W następnym okresie czasu pojawiły się trzęsienia ziemi oraz powodzie; w ciągu jednego dnia i jednej strasznej nocy cała wasza armia w jednym momencie zapadła się naraz pod ziemię. Podobnie znikła także wyspa Atlantyda, pochłonięta przez morze. Dla tej właśnie przyczyny to morze jest tam jeszcze do dzisiejszego dnia nieżeglowne i nawet niezbadane wskutek przeszkód, jakie stawia dno pełne szlamu i płycizn – szlamu zostawionego przez pochłoniętą wyspę.

Oera Linda Boek – Podczas całego lata Słońce kryło się za chmurami, jak gdyby nie chciało więcej patrzeć na ziemię. Panowała tu wieczna cisza i wilgotna mgła zawisła na kształt mokrego żagla ponad domami i polami. Powietrze było ciężkie i przygnębiające, a ludzie nie wiedzieli, co to radość i wesele. W czasie tej ciszy rozpoczęło się trzęsienie ziemi, jak gdyby zwiastujące jej zgon. Góry zionęły ogniem i płomieniami. Niektóre znów zapadały się w łono ziemi, w innych natomiast miejscach góry wyrosły ponad powierzchnię ziemi. Aldland, nazywana przez żeglarzy Atlan, zniknęła, a rozszalałe fale wzniosły się tak wysoko ponad góry i doliny, że wszystko zostało zniszczone, a ci, którzy uciekli przed ogniem, zostali strąceni do wody…


Nie tylko w kraju Finda ziemia płonęła, lecz także w Twiskland (Germania). Wszystkie lasy płonęły jeden za drugim, a gdy wiatr powiał w tej części ziemi, cały nasz kraj został pokryty popiołem. Rzeki zmieniły swój bieg, a u ich ujścia powstały nowe wyspy z piasku i z tego, co woda naniosła. Trwało tak trzy lata, kiedy nastąpił wreszcie spokój i lasy ukazały się ponownie… Wiele krajów zniknęło pod wodą, w innych miejscach wynurzyły się nowe lądy ponad poziom wody, w Twiskland lasy zostały zniszczone w połowie kraju.

Kronika Akakor – Tatunca Nara opowiada następnie o dwóch globalnych katastrofach, które wyniszczyły niemal całą ludzkość. W roku 10 468 prz. Chr. miał mieć miejsce niewyobrażalny potop związany z drastyczną zmianą klimatu:
„Oto wieść o zagładzie ludzkości. Co zdarzyło się na Ziemi? Kto sprawił, że zadrżała? Kto sprawił, że zatańczyły gwiazdy? Kto kazał wodzie wytrysnąć ze skał? […] Było straszliwie zimno i lodowaty wicher smagał ziemię. Było straszliwie gorąco i ludzie płonęli od swych oddechów. Ludzie i zwierzęta uciekali w panicznym strachu. Rozpaczliwie biegali we wszystkie strony. Próbowali wspinać się na drzewa, a drzewa odrzucały ich daleko od siebie. Próbowali dostać się do jaskiń, a jaskinie zapadały się nad nimi. Co było u dołu, zostało wywrócone do góry. Co było na górze, zniknęło w otchłani […]”.

Koniec trzeciego świata według Indian Hopi – Kaskara „Ojczyzna” lub „Kraj Słońca”. Kontynent na Pacyfiku. Ameryka Południowa dopiero wynurzała się z oceanu. W tym świecie na Kaskarę napadli ludzie z Kraju Wschodu – Talawaiczique. W tym świecie nastąpiła katastrofa, w wyniku której Kraj Wschodu pogrążył się w oceanie. Kaskara także zaczęła pogrążać się w oceanie, ale w czasie dłuższym. Trzeci Świat pogrążył się w oceanie.

Z mapki poniżej widać, że przekazy o potopie (wielkiej wodzie czy wielkiej fali) spotkać można prawie na całej kuli ziemskiej. Zapewne nie są oznaczone wszystkie miejsca, bowiem etnografia jest stosunkowo młodą dziedziną. Pierwsi etnografowie swe wiadomości zdobywali zgoła w ekstremalnych warunkach i zapewne w wolnych chwilach pomiędzy walkami z tubylcami. Nie mamy też absolutnej pewności, czy niektóre przekazy nie zostały celowo „skażone” przez misjonarzy chrześcijańskich.

legendy

Wnioski są jednak interesujące. Przekazy o potopie są znane na całym niemal świecie. Trudno uwierzyć, że w tak oddalonych od siebie miejscach można by wymyśleć identyczną historię. Potop jednak musiał być i to o ogólnoświatowym zasięgu. Białe plamy na mapie (Azja, Afryka, Malajazja, Australia) mogą mieć kilka przyczyn: albo nie znamy przekazów z tamtych stron, albo na te tereny nie dotarły fale powodzi lub też w czasie potopu po prostu nie było tam ludzi, co jest być może niemożliwe ale nie wykluczone.

Co wiemy na temat potopu

Zajmijmy się na początek próbą zdefiniowania zjawiska nazwanego przez nas Potopem. Casey Wadowski zajmujący się problematyką potopu proponuje taki opis:

Krótkotrwałe, nagłe i jednoczesne wystąpienie wszystkich wód na powierzchni Ziemi (oceanów, mórz, jezior i rzek) ze swych stałych „siedzib” i zalanie całej powierzchni Ziemi łącznie z najwyższymi górami, zagłada ogromnej większości rodzaju ludzkiego i populacji zwierząt, zniszczenie prawie całego dorobku technicznego i kulturalnego ówcześnie żyjącej cywilizacji.

Oczywiście nie jest to ostateczna i jedynie prawdziwa definicja, ale nasz punkt wyjścia.

Czy możemy określić kiedy to było?

 

 

Należy chyba przyjąć, że jeden ze znanych nam, ostatnich wielkich kataklizmów prawdopodobnie wydarzył się około 12,5 tysiąca lat temu. Tu nauka mówi o zakończeniu epoki lodowcowej „z wielkim hukiem”, o gwałtownej zmianie klimatu, o bliżej niesprecyzowanym kataklizmie. Także na okres 12,5 tysiąca lat temu Artur Poznansky ocenia czas kataklizmu w Tiahuanaco.

Czy był to jedyny Potop? Prawdopodobnie nie. Według listy królów babilońskich (WB 444) po Potopie, w Sumerze rządziło 23 królów przez około 24,5 tysiąca lat. Zakładając, że mówią o Potopie, ale nie o ostatnim kataklizmie sprzed 12,5 tysiąca lat temu, należałoby umiejscowić go na minimum 37 tysięcy lat temu (24,5+12,5). Drugą „datę” podaje Zecharia Sitchin: pierwszy raz Nefilim odwiedzili Ziemię 450 tys. lat temu. Potop miał miejsce po 120 okrążeniach Nibiru wokół Słońca jakie upłynęły od pierwszych odwiedzin. Obliczenia wskazują na 18 tysięcy lat przed napisaniem tekstu przez Sumerów. Zakładając, że pierwszego opisu tego Potopu dokonano z początkiem panowania królów po Potopie, datę należy przesunąć jeszcze głębiej i to na 55 tysięcy lat temu (18+24,5+12,5). On sam umieszcza Potop na ponad 20 tysięcy lat temu. Gdyby jednak za pierwsze odwiedziny przyjąć datowanie Diodora (473 tysiące lat) Potop odsunie się jeszcze dalej, bo aż na 78 tysięcy lat wstecz i wygląda to dość ciekawie, bo Abu Zaid Al-Balhi budowę piramid umieszcza na 72 tysiące lat temu.

Prześledźmy tok rozumowania. Sumerowie nie mogli pisać o ostatnim kataklizmie, gdyż królowie „po Potopie” panowali około 24,5 tysiąca lat, więc czas od ostatniego kataklizmu jest po prostu za krótki, a i ostatnią cywilizację Sumerów umieszczamy około 5 tysięcy lat temu. Zakładając, że tego typu wydarzenie powinno rozpoczynać historię każdej cywilizacji, to czas zapisu należało by umieścić w początkach tej cywilizacji. Dlaczego te najstarsze źródła nie wspominają o kataklizmie opisywanym przez Platona? Sądzę, że ta cywilizacja nie była świadkiem tego kataklizmu. Jej już nie było lub całkowicie zginęła w tym właśnie kataklizmie.

Stary Testament – I żył Adam sto i trzydzieści lat, i spłodził syna na podobieństwo swoje, i na wyobrażenie swoje, i nazwał imię jego Set. • A Set żył sto lat i pięć lat, i spłodził Enosa. • A Enos żył dziewięćdziesiąt lat, i spłodził Kenana. • Kenan też żył siedemdziesiąt lat, i spłodził Mahalaleela. • A Mahalaleel żył sześćdziesiąt i pięć lat, i spłodził Jareda. • Żył też Jared sto sześćdziesiąt i dwa lata, i spłodził Enocha. • A Enoch żył sześćdziesiąt lat, i pięć, i spłodził Matuzalema. • I żył Matuzalem sto osiemdziesiąt i siedem lat, i spłodził Lamecha. • Lamech żył sto osiemdziesiąt i dwa lat, i spłodził syna. I nazwał imię jego Noe.


Noe miał sześćset lat, gdy nastał potop na ziemi. […] W roku sześćsetnym życia Noego, w drugim miesiącu roku, siedemnastego dnia miesiąca, w tym właśnie dniu trysnęły z hukiem wszystkie źródła Wielkiej Otchłani i otworzyły się upusty nieba;

Potop biblijny nastąpił gdy Noe miał sześćset lat. Noe, według Biblii, urodził się 1056 lat po stworzeniu Adama, a więc Potop na Ziemi miał miejsce 1656 lat po stworzeniu pierwszego człowieka (według Biblii). Czas trwania biblijnego Potopu odbiega także od pozostałych. Według Biblii wody na Ziemi utrzymywały się przez 340 dni (40 dni i nocy padał deszcz, 150 dni wody wzbierały i 150 dni wody opadały), podczas gdy inne opisy wskazują na znacznie krótsze okresy.

Czy można połączyć Potop biblijny z potopem sumeryjskim? Wiemy dziś, że opowieści Starego Testamentu są kompilacją dużo starszych, sumeryjskich tekstów, więc może mówią o tym samym Potopie. Dlaczego więc takie rozbieżności o czasie jego trwania? Tego nie potrafię wytłumaczyć. Możliwe, że czas trwania Potopu biblijnego wyolbrzymiono, by podnieść jego rangę jako wielką karę za grzechy ludzi? Skoro tak, to chyba popełniono błąd. Biblijny Noe nie miał żadnych szans na zmieszczenie zapasu żywności i wody pitnej dla siebie i zwierząt na okres prawie całego roku w małej arce. Autorzy hebrajscy albo źle przetłumaczyli sumeryjski tekst lub po prostu przedobrzyli.

Grecki Potop Deukaliona łączony jest z wiekiem spiżowym (miedzianym, brązowym) ludzkości, w którym to Zeus za nieprawości i upadek moralny ludzi ukarał ich Potopem. Według Owidiusza Giganci pojawiają się w wieku żelaznym, a więc po Potopie Deukaliona. Natomiast walka Zeusa z Gigantami ma miejsce przed wiekiem spiżowym, gdyż w wieku spiżowym panuje on już niepodzielnie. Czy Giganci to nie tylko jeden krótki okres w dziejach Ziemi? Gdzie więc umieścić Potop Deukaliona? Nie wiem, chociaż… Platon w Kritiasie pisze:

Miały bowiem miejsce w ciągu tych dziewięciu tysięcy lat liczne i okrutne potopy. […] Najpierw, Akropol nie wyglądał tak, jak teraz. Teraz mianowicie jedna jedyna noc potopu roztopiła ziemię i obnażyła to miejsce do naga, podczas gdy w tym samym czasie wystąpiły trzęsienia ziemi i trzeci z rzędu zalew wody przed katastrofą z czasów Deukaliona.

Wynikało by z tego, że potop Deukaliona był czwartym w ciągu 9 tysięcy lat (od kataklizmu sprzed 12,5 lat do czasów Platona). Literatura grecka wymienia następujące – potop Megarosa, Ogygesa, Dardanosa i Deukaliona, przy czym Bellamy umieszcza potop Dardanosa za potopem Deukaliona. W roku 1948 Claude Schaeffer, archeolog francuski, wystąpił z tezą o gwałtownych załamaniach kultur Bliskiego Wschodu w latach 2300, 1500 i 1200 r. pne. spowodowanych trzęsieniami ziemi.

Przenieśmy się na tereny rzadko (lub wcale) kojarzone z Potopem. Nie wszyscy zapewne wiedzą, że także Egipt doznał w zamierzchłych czasach katastrofy Potopu. Według przekazów starożytnych Egipcjan:

Kiedy Egipt został zalany wodą pojawił się bardzo wielki Bóg, który już od dawna żył na Ziemi i wydobył kraj z wody i błota, budując groble i tamy na Nilu. Z tego też powodu Egipt nosił nazwę „kraju wydobytego”. Bogiem tym był Ptah.

Cytat przytoczyłem za Arnoldem Mostowiczem. Według Greków, piszących u schyłku ery przed Chrystusem, Egipt nie doznał potopu przez ostatnie 8 tysięcy lat. Czy to wspomnienie może dotyczyć Potopu, o którym piszą Sumerowie i wspomina Biblia?

potop3

Podjąłem próbę naniesienia zdarzeń na osi czasu. Widać wyraźnie różnicę czasu pomiędzy Potopem na Bliskim Wschodzie a pozostałymi. Czy to może oznaczać, że Potopów było kilka? Prawdopodobnie. Wynika także jeszcze jeden wniosek. Z przekazu Platona statystycznie wynika, że kataklizm dotyka Europę co 2-2,5 tysiąca lat. Starożytni Grecy wojnę trojańską umieszczają około 1200 lat pne. Gdzie zatem jest prawdziwa Troja? Odkryte ruiny przez Schliemanna nauka od dawna kwestionuje jako prawdziwą Troję. Czy pozostałości Troi znajdują się gdzieś na dnie morza, a my jesteśmy dopiero w przededniu odkrycia jej ruin? Czy można łączyć jej zniknięcie z potopem Dardanosa? Teoretycznie można założyć wszystko. Potop ten można umieścić w terenie, gdzie być może istniała Troja, w okolicach morza Marmara. Morze to istnieje między dwoma cieśninami – Bosforem i Dardanelami. Oglądając mapę nie sposób oprzeć się wrażeniu, że obie cieśniny wyglądają jak głębokie pęknięcia w skorupie ziemi, a ich przedłużeniem jest podwodny rów przebiegający północnym skrajem morza Marmara. Jak wielkie musiało być trzęsienie ziemi, które to spowodowało? Kondratow w książce Tajemnice trzech oceanów pisze:

Kondratow – W mitologii greckiej mówi się o trzech potopach: Ogygesa, Deukaliona i Dardanosa. Historię potopu Ogygesa przytacza Warron, pisarz rzymski z I wieku pne. Pisał on, że w czasach Ogygea, dawnego króla Attyki, czynne były wszystkie wulkany na Morzu Egejskim i 9 miesięcy panowała noc. Fale potopu zatopiły nawet na jakiś czas Attykę, w której potem przez kilkadziesiąt lat nikt nie mieszkał. Na temat potopu Dardanosa Diodor Sycylijczyk, historyk grecki w I wieku pne. pisał, że zapadła się wtedy część wyspy Samotraki na Morzu Egejskim i niektóre części Azji Mniejszej, a między Morzem Czarnym a Egejskim ukształtowała się łączność, taka jak dziś, poprzez cieśniny Dardanele i Bosfor. […] Geolodzy współcześni uważają, że […] 8-9 tys. lat temu zaczęła się nowa transgresja Morza Czarnego i baseny Morza Czarnego i Śródziemnego połączyły się.

Do diagramu wstawiłem też ery Mezoameryki (zwane Słońcami). Za początek naszej już ery (V Słońca) przyjąłem kataklizm sprzed 12,5 tysiąca lat. Jak widać, przełomy poszczególnych Słońc nie korelują z innymi kataklizmami, chociaż koniec pierwszego „Słońca” wypada w pobliżu Potopu Sitchina. Być może kataklizmy Ameryki Środkowej nie były notowane w Europie. Najprawdopodobniej jednak nie znamy korelacji ich wydarzeń z naszym, europejskim kalendarzem. Z drugiej jednak strony, czy wiek poszczególnych „Słońc” odczytano prawidłowo? Czy ilość podanych lat nie jest jakąś wielokrotnością 52-letnich cykli? Nie uwzględnia się przecież w obliczeniach czwartego kalendarza zwanego „księgą lat”. Wnioski mogą być następujące: albo przekazy mówią o różnych kataklizmach, albo my wiemy o niewielu. Generalnie wróciliśmy do punktu wyjścia. Dzisiejsza wiedza nie pozwala na stworzenie logicznej chronologii nawet dla ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat.

Moja konkluzja to ta, że Potopu sumeryjskiego i biblijnego nie powinno się łączyć z kataklizmem z przed 12,5 tysięcy lat. Z przekazów starożytnych można wywnioskować, że Potop sumeryjski to czas sprzed co najmniej 37 tysięcy lat. Czy to w tych czasach żyli patriarchowie biblijni? Czy cywilizacja istniejąca po tym Potopie była też świadkiem Potopu sprzed 12,5 tysiąca lat? Brak sumeryjskich przekazów z tego okresu skłania do wniosku, że w tym czasie cywilizacja ta mogła już nie istnieć. Przekazy urwały się. Pojawiły się dużo, dużo później już w innej rzeczywistości, lecz bez dopisanego ciągu dalszego. Dlatego być może historia Żydów nie ma odzwierciedlenia w pisanych źródłach Egiptu. Czy miała miejsce tysiące lat wcześniej?

Po Potopie sprzed 12,5 tysiąca lat historia zaczęła toczyć się niejako od nowa. Według Egipcjan w okresie 8 tysięcy lat potopów było kilka, Platon w okresie 9 tysięcy lat wymienia ich trzy plus potop Deukaliona. Biorąc pod uwagę wszystkie źródła starożytnych należy zauważyć, że nie wszystkie „Potopy” to tylko woda. Powinniśmy raczej mówić o okresowych kataklizmach niszczących ludzi i ich dorobek, gdzie woda była jednym z niszczycielskich czynników.

Co mogło być przyczyną Potopu?

 

 

Woda. Banalne, prawda? Ale jak tę wodę zmusić do zatopienia najwyższych gór i do tego jednocześnie i wszędzie? Równomierne zatopienie całego świata nie wchodzi w rachubę. Z prostego wyliczenia wynika, że po prostu zabrakło by wody. Druga metoda to „potrząśnięcie tą wanną”, jaką jest Ziemia lecz Kto lub Co może tego dokonać? Stan mojej wiedzy podparty tezami C. Wadowskiego podsuwa trzy rozwiązania:

    1. Krótkotrwałe działanie grawitacji dużego ciała niebieskiego.
  • Upadek wielkiego meteorytu do któregoś z oceanów.
  • Gwałtowny wstrząs całej skorupy Ziemi, czyli „wielki uskok skorupy ziemskiej”.

Poddajmy to ogólnej analizie.

Krótkotrwałe działanie grawitacji dużego ciała niebieskiego.

Księżyc oddziaływując grawitacyjnie na Ziemię jest w stanie spowodować przypływ o wysokości kilkudziesięciu metrów. Nie stwierdzono znaczącego wpływu Słońca na przypływy, podobnie jak i Jowisza. Jak wielkie musiało by być ciało niebieskie mogące spowodować spowolnienie (lub nawet krótkie zatrzymanie) ruchu obrotowego Ziemi i spowodować przypływ o wysokości kilku kilometrów? Sądzę, że musiało by mieć przynajmniej wielkość Ziemi. Siła wzajemnego oddziaływania grawitacyjnego jest wprost proporcjonalna do mas obu ciał biorących udział w takiej konfrontacji, a odwrotnie proporcjonalna do odległości między nimi podniesionej do kwadratu. Logicznie biorąc, spowodowanie Potopu na Ziemi mogło by spowodować ciało niebieskie wielkości Ziemi (lub zbliżonej) przelatujące w odległości mniejszej niż odległość do Księżyca i większej niż granica Roche’a (2,5 promienia Ziemi – około 15918 km).

Zbliżanie się takiego obiektu do Ziemi nie mogło być nie zauważone i zapewne znalazło by odbicie w źródłach pisanych jako zbliżająca się „gwiazda śmierci”, która z dnia na dzień stawałaby się coraz większa, jaśniejsza i która w końcu wielkością przerosła by Księżyc. Nic takiego w przekazach nie znaleziono. Można by w to włączyć „czarną dziurę” przelatującą w pobliżu naszego Układu. Masa olbrzymia, niewidoczna dla ludzkich oczu. Jednak wtedy ucierpiała by nie tylko Ziemia, ale prawdopodobnie wszystko co krąży w naszym Układzie Słonecznym. Być może nawet doszłoby do „porwania” najodleglejszych naszych planet (np. Plutona). Biorąc wszystkie „za i przeciw” spokojnie taką koncepcję możemy odłożyć na półkę.

Upadek wielkiego meteorytu do któregoś z oceanów.

Możliwe, ale nie tłumaczy jednoczesnego „wylania się” mórz wewnętrznych, jezior i rzek. Musiałoby także nastąpić zróżnicowanie zniszczeń. Przeciwna strona Ziemi powinna by zostać mniej zniszczona. Ponadto, jak pisałem uprzednio, fakt zbliżania się takiego meteorytu nie mógłby zostać nie zauważony. Koncepcja także może zostać odłożona, przynajmniej na razie.

Gwałtowny ruch całej skorupy Ziemi, czyli „wielki uskok skorupy ziemskiej” Hapgood’a.

Gwoli prawdzie, z podobną hipotezą już w roku 1978 wystąpił i to w Polsce Kazimierz Wadowski. Jego hipoteza pod nazwą „Teoria nagłej i krótkotrwałej zmiany prędkości obrotu ziemi jako przyczyna Potopu”, nie tłumaczy jednak (nie jest to przedmiotem rozważań) przyczyn nagłej zmiany prędkości obrotowej Ziemi. Obie teorie konkludują jednak zgodnie – skutki były katastrofalne. Dziś Casey Wadowski mieszka w USA i jak wiem nosi się z zamiarem wydania w Polsce swojej książki. Jednoczesny ruch całej skorupy ziemskiej, jej „poślizg” po płynnym jądrze spowodował by ogromny ruch wody w oceanach, „wytryśnięcie” wód wewnątrz kontynentów (mórz, jezior i rzek) oraz trzęsienia ziemi o niewyobrażalnej sile i czasie trwania. Zapewne uaktywniły by się także wulkany na ziemi i pod wodą. Doprowadziło by to do zmiany kształtu kontynentów, część ich została by na zawsze zatopiona (drogi niknące w oceanach i morzach, zatopione miasta), część wyniosła by się ponad poziom wody (nowe części lądów, nowe wyspy). Prawdopodobnie doszło by do zmiany stref klimatycznych na Ziemi. Wyrównywanie ciśnienia (zmienia się położenie geograficzne lądów, a i atmosfera ma swoją bezwładność) spowodowało by huraganowe wiatry i ulewne deszcze. W dalszym, dłuższym okresie zaczęła by się roztapiać czapa starego lodowca (być może tym tłumaczyć należy powstanie kanionów na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych i Kanady, jako efekt pękania co roku tam lodowych na jeziorze polodowcowym tworzącym się podczas każdego lata – efekt podobny do powodzi na Islandii, choć tu roztopienie lodowca spowodowało uaktywnienie się wulkanu).

Opisywane zjawiska zatrzymania Słońca, czy „dziwnej jego wędrówki po niebie” sądzę, że też można wytłumaczyć na gruncie hipotezy Hapgood’a. Na powierzchni Ziemi obserwatorowi wydawało by się, że punkty na nieboskłonie zatrzymały się, by po jakimś czasie zacząć poruszać się w innym kierunku. Nocą, widząc tylko gwiazdy obserwator mógł ulec wrażeniu, że część z ich szybko „osuwa” się na Ziemię. Zjawisko „ognistych deszczów” można by „od biedy” wytłumaczyć działalnością wulkanów na ogromną skalę. Wybuch sięgający stratosfery lub wyżej, może mógłby spowodować „gorące” opady na wielkim terytorium i w dużej odległości od wulkanu. Bardziej jednak pasuje tu „deszcz meteorytów” docierający do powierzchni Ziemi.

Teoria potopu

 

 

Ten sam Casey Wadowski stworzył roboczy scenariusz Potopu, w którym można odnaleźć miejsce dla Bogów-Nauczycieli, występujących w pisanych źródłach starożytnych (prawie wszystkich), a od których odżegnuje się dzisiejsza nauka. Niejako przy okazji nie sposób pominąć tematu wysokiej technicznej cywilizacji, która prawdopodobnie istniała w tamtych czasach. Pokrótce co wiemy i czego się domyślamy (wg. C. Wadowskiego):

• Nadejście kataklizmu (Potopu), było znane z dużym wyprzedzeniem.
• Wiedziano, że kataklizm będzie miał globalny zasięg.
• Znany był również charakter mającego nastąpić kataklizmu – „wody w krótkim czasie zaleją wszystkie kontynenty po najwyższe góry”.
• Niewielka ilość ludzi i zwierząt zostanie uratowana.
• Po Potopie powierzchnia Ziemi będzie nadal nadawała się do dalszego zamieszkania.
• Ziemski dorobek całkowicie ulegnie zagładzie ale cywilizacja przedpotopowa zabezpieczy posiadaną wiedzę tak, aby ją przekazać cywilizacji po potopowej w chwili kiedy będzie ona na nią gotowa.
• Po Potopie przedstawiciele przedpotopowej cywilizacji będą pomagali w odbudowie nowej cywilizacji.

Nie byłbym sobą, gdybym nie dorzucił swoich trzech groszy. Ostrzeżenie przed zbliżającym się Potopem było dane od Bogów (lub Boga). Spotykamy się z tym w potopie biblijnym, sumeryjskim i w przekazach Indii. Moja wiedza w tym zakresie jest prawdopodobnie ograniczona. Faktem jest, że niektórzy zostali ostrzeżeni. Ostrzec zaś mogli tylko Ci, którzy o nadciągającym kataklizmie doskonale wiedzieli. Henoch otrzymuje ostrzeżenie na kilkaset lat(!) przed potopem. Pan nakazuje przekazać Henochowi:

Albowiem zagłada spotka cały świat i przyjdzie wielka fala, i zaleje całą ziemię, i wszystko, co się na niej znajduje ulegnie zagładzie. Poucz go, aby uszedł cało, i jego potomstwo zostało zachowane ze wszystkich pokoleń świata.

Czy Bogowie znali dokładny termin? Być może znali w przybliżeniu. Być może przed „wielkim uskokiem…” nasilona działalność sejsmiczna dawała jakieś określone terminy w rodzaju „już niedługo” czy „w najbliższym czasie”, ale nie można mieć 100% pewności. Jako cywilizacja o wysokim stopniu rozwoju, być może monitorująca najmniejsze nawet zmiany współrzędnych geograficznych, znająca przyczyny i skutki działania siły odśrodkowej w globalnym znaczeniu, znająca oraz umiejąca obliczać masę kontynentów i lodu, a także zależność między tymi siłami w ruchu obrotowym, była w stanie przewidzieć przybliżony termin kataklizmu. Stąd przygotowania – zabezpieczenie zdobytej wiedzy w taki sposób, by ta „baza danych” nie została zniszczona. Mając taką wiedzę nie sposób było nie przewidzieć też skutków kataklizmu oraz jego zasięgu.

Czy zdawano sobie sprawę z możliwości uratowania tylko nielicznych? Chyba tak. Być może sięgnięto do środków ratowniczych na tak małą skalę (arki lub temu podobne), bo tylko takie były możliwości (Bogów mogło być kilkuset, a ludności być może tysiące razy więcej). Biblia budowę arki przypisuje Noemu, jednak z księgi Henocha wynika zupełnie cos innego:

Noe! Oto twoje postępowanie stanęło przede mną, postępowanie bez zarzutu, postępowanie miłości i sprawiedliwości. Teraz aniołowie przygotowują drewnianą [arkę] i kiedy wykonają to zadanie, położę moją rękę na niej i zabezpieczę. Wyjdzie z niej nasienie życia, ziemia się odmieni i nie pozostanie bez ludzi.

Biblijna arka Noego miała wymiary: długość – 300 łokci (ok. 150 m), szerokość – 50 łokci (ok. 25 m), wysokość – 30 łokci (ok. 15 m). Pan powiedział: „Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę; również i z ptactwa – po siedem samców i po siedem samic, aby w ten sposób zachować ich potomstwo dla całej ziemi. Jak w takich gabarytach pomieścić taką ilość zwierząt? Sama para słoni wraz z żywnością i pitną wodą na 340 dni zajęła by mnóstwo miejsca. A gdzie reszta? Pewną wskazówkę do tego fragmentu możemy znaleźć w oryginalnej wersji sumeryjskiej. Bóg Ea powiedział do Utnapisztima (Zusiudra, sumeryjski Noe, syn ostatniego przedpotopowego króla Ubara-Tutu):

Mężu z Szurupak, synu Ubara-Tutu,
Zburz dom swój, arkę dla siebie wybuduj.
Dobytku poniechaj i ocal swe życie.
Pogardź majątkiem i ratuj swe życie,
zgromadź w arce nasienie wszelkiego stworzenia.

Gromadząc samo nasienie „oszczędzamy” zarówno na powierzchni jak i na pożywieniu. Być może w tym odnaleźć można sensowne wytłumaczenie dla małych wymiarów arki. Hebrajczycy nie mogąc sobie poradzić z problemem zaistnienia (rozmnażania) zwierząt po potopie, zmienili tekst i do arki „wprowadzili” wszystkiego żywego po parze.

Fakt zabezpieczenia zdobyczy wiedzy i techniki jest znany z przekazów starożytnych. Natomiast nic nie wiadomo w jakiej formie i dokładnie gdzie. Wiemy tylko, że miał mieć miejsce. Mając na uwadze piramidy w Giza nie sądzę, by w nich ukryto wiedzę przed ostatnim Potopem, chociaż możliwe, że wykorzystano istniejący już „schron”. Być może takich miejsc było więcej. Znajduje się przecież dzisiaj całe podziemne miasta. Czy zrobiono to „rzeźbiąc wiedzę” w kamiennych kolumnach ustawionych w kraju Siriad przez Toth’a? Możliwe. Możliwe także, że wiedza ta czeka na odkrycie w dalszym ciągu, ale my nie potrafimy jej odnaleźć.

Pomoc po Potopie jest opisana w wielu starożytnych źródłach. Sądzę, że w pierwszym rzędzie musiano rozwiązać problem odnalezienia żywych oraz zabezpieczenia żywności i wody pitnej. Głód może być przyczyną kanibalizmu, co za tym idzie polowania na innego, słabszego człowieka i chyba było to najważniejsze zadanie Bogów-Nauczycieli. Następnie od nowa organizowano społeczności, władzę, sądownictwo itd. Czy stąd pochodzi określenie „władza dana od Boga”?

Największy według mnie problem tkwi w tym, że nie wiemy czy był tylko jeden Potop, czy było ich kilka, o którym Potopie mówią fragmenty zapisków starożytnych. Wszystko to tworzy coś w rodzaju „zestawu Nostradamusa”. Jest tego dużo i we fragmentach, ale nie wiemy w jakiej kolejności je ułożyć.

Był taki człowiek

Cytat z książki „Ślady palców Bogów” Hancook’a:

Charles Hapgood wykładał historię nauki w Keene College w New Hampshire. Nie był ani geologiem, ani historykiem starożytności, a mimo to przyszłe pokolenia będą zmuszone docenić go jako człowieka, który zachwiał podstawami historii świata oraz geologii.


Hipoteza wysunięta przez Hapgooda w książce z 1953 roku jest teorią geologiczną, która w wiarygodny sposób wyjaśnia jak i dlaczego znaczna część Antarktydy zniknęła pod lodem cztery tysiące lat przed naszą erą, a także inne anomalie, których nauka nie potrafi wytłumaczyć.


Akademiccy geolodzy z niechęcią odnoszą się do hipotezy Hapgooda, choć nikomu nie udało się udowodnić, że jest błędna. Pozostawia jednak wiele, na które brak odpowiedzi. Najważniejsze z nich brzmi: jaki mechanizm mógłby wywrzeć tak potężny nacisk na litosferę, aby spowodować tak wielkie jej przesunięcie? Einstein pisał w recenzji: „W strefie polarnej trwa nieustanne nawarstwianie się lodu, występujące nierównomiernie wokół bieguna. Rotacja Ziemi oddziałuje na tę masę lodu, wytwarzając moment odśrodkowy, który przenosi się na twardą skorupę naszej planety. Siła ta, osiągnąwszy pewną wartość, powoduje przesuwanie skorupy ziemskiej”.

Dziś ta hipoteza nie jest w ogóle brana pod uwagę. Czy należy ją ignorować tylko dlatego, że nikt z naszej cywilizacji nie doświadczył tego typu kataklizmu? Czy należy ją przemilczać tylko dlatego, że nikt nie potrafi wyobrazić sobie takiego „końca świata”? Czy z całą pewnością jest to niemożliwe? Stoimy na stanowisku, że skorupa Ziemi jest niewzruszona, jak starożytni Grecy przy tym, że Ziemia była płaska.

Coś w rodzaju podsumowania

Prawie za pewnik możemy przyjąć założenie, że co jakiś okres czasu ludzkość doświadcza kataklizmów niszczących istniejącą cywilizację i jej dorobek. Można przyjąć także, że przyczyny tych kataklizmów są dwojakiego rodzaju:

    1. Natury kosmicznej (uderzenia meteorytów, komet lub innego gruzu kosmicznego).
  • Natury ziemskiej (trzęsienia ziemi, gwałtowne zmiany klimatu, potopy).

Pierwsza przyczyna jest już doskonale znana astronomom i uważana za wysoce prawdopodobną. Im bardziej poznaje się nasz Układ Słoneczny, tym więcej odkrywa się kosmicznych „wrogów”. Nie tak dawno astronomowie odkryli, że w kierunku Ziemi zmierza meteoryt o średnicy kilku kilometrów, którego kolizja z Ziemią jest możliwa za kilkanaście lat, o ile szczęśliwie nas nie ominie. Nie tak dawno również astronomowie nie zauważyli, że Ziemia była o krok od takiej „wizyty”. Tłumaczyli się tym, że sami dopiero zauważyli „najeźdźcę” gdy majestatycznie przemknął się między Ziemią i Księżycem.

Jeden wszak leci. Już uspakaja się ludzi, że prawdopodobnie przeleci obok. Słaba to pociecha, bo niepokój pozostaje. Co się stanie jeżeli trafi w Ziemię? Na taki atak z kosmosu nasza cywilizacja absolutnie nie jest przygotowana. Planuje się co prawda jakieś ataki rakietowo-jądrowe skierowane w tych „kosmicznych gości”, ale są to spekulacje obliczone bardziej na samouspokojenie niż na realne uniknięcie zagrożenia. Na razie korzystają z tego twórcy filmowi, przy okazji zbijając fortuny na ludzkim przerażeniu. Co się stanie, gdy taki atak nie zmieni orbity, a tylko spowoduje rozbicie obiektu na mniejsze? Czy śmierć „na raty” jest lepsza?

Zostaje nam, przynajmniej na razie, robić to, co Majowie robili co 52 lata. Bać się i modlić, by kolejny raz śmierć ominęła Ziemię. Data 4-Ahau 8-Cumhu jest ciągle aktualna, choć uczeni chyba nie potrafią jej dokładnie określić. Na razie „na topie” jest data 23 grudnia 2012 r.

Z drugim rodzajem kataklizmu nauka jeszcze nie wie co począć. Niedowierzanie, a wręcz ignorowanie problemu wcale nie przybliża nas do jego rozwiązania. Stwierdzenie, że coś takiego nie może zaistnieć powoduje brak problemu. Jak nie ma problemu, to nie ma o czym mówić, nie ma czego badać i nie ma podstaw do szukania środków zaradczych. Jak można przekonać niedowiarków? Tylko poprzez osobiste doświadczenie, tyle że to doświadczenie na pewno będzie ostatnim nie tylko dla nich. Wszyscy znamy nasze powiedzenie: Polak mądry po szkodzie. W tym wypadku odnosi się ono do całego świata. Nauka winna nam wszystkim dać odpowiedź na pytania:

  1. Czy praprzyczyną trzęsień Ziemi jest pierwszy rozpad kontynentów oraz ich „wędrówka” powodowana dążeniem Ziemi do kształtu zrównoważonej kuli wymuszanego obrotem wokół własnej osi?
  2. Czy skorupa Ziemi jako ciało sztywne i posiadające określoną, nierówno rozłożoną masę, może dążyć do stanu równowagi poprzez równomierne rozmieszczanie masy kontynentów na powierzchni obraca-jącej się kuli ziemskiej?
  3. Czy dążąc do stanu równowagi cała sztywna skorupa Ziemi może „ślizgać się” po jej płynnym płaszczu? Czy taki „poślizg” jest w ogóle możliwy? Jakie siły są zdolne do pokonania siły tarcia na granicy skorupa-płaszcz, a tym samym ów „poślizg”? Jeśli taki „poślizg” jest możliwy, to jaka przyczyna może spowodować jego zaistnienie?
  4. Czy obracająca się kula ziemska na dzień dzisiejszy, zgodnie ze znanymi prawami fizyki, znajduje się w doskonałej równowadze, czy też jest to stan chwilowej równowagi?

Jak dotąd, tylko jeden człowiek dopuścił taką możliwość. Charles Hapgood. Został wyśmiany i upokorzony tylko ze względów komercyjnych. Dlaczego nikt do tej pory nie sprawdził czy taka hipoteza jest możliwa do udowodnienia? Na to pytanie jest odpowiedź – nauka nie potrafi tego zrobić, a uczeni użyją wszelkich sposobów, byle tylko nie dopuścić do postawienia im takiego zarzutu.

Według hipotezy Hapgood’a „winą” za wielki uskok skorupy ziemskiej obarczyć należy masę nagromadzonego lodu na biegunie północnym (ówczesnym). Czy przyczyna jest jedna, czy tylko jedna z kilku? Skorupa ziemska nie jest na całej powierzchni jednakowa. Na wielkich nizinach jest cieńsza, a w rejonach wielkich łańcuchów górskich grubsza i zarazem cięższa. Jeśli przyjąć założenie, a jest chyba logiczne, że największe masy (a w zasadzie ich wypadkowa) winny rozłożyć się równomiernie w okolicy równika gdzie odziaływuje największa siła odśrodkowa, to patrząc na rozłożenie kontynentów jest do tego jeszcze daleko. Co to oznacza? Oznacza jedno

Skorupa Ziemi jeszcze się NIE USTABILIZOWAŁA.

Jeśli Hapgood miał rację, to być może my lub nasze potomstwo, doświadczymy dowodu na prawdziwość hipotezy „wielkiego uskoku skorupy ziemskiej”, lecz będzie to ostatnie życiowe doświadczenie. Czy nie nadszedł czas, by wreszcie uwierzyć, że mądrość starożytnych doskonale odróżniała „4-Ahau 8-Cumhu” od „Naui Ollin”?

Co łączy Hapgood’a z Naui Ollin?


Zacznijmy się bać z korzyścią dla wszystkich.
Czy boimy się zrozumieć?

Teoria wielkich katastrof opiera się na stwierdzeniu, że co jakiś czas Ziemię nawiedza potężny kataklizm kończący całkowicie życie pewnej epoki. Giną wszyscy lub prawie wszyscy. Ludzie i zwierzęta. Rozbijany jest w puch dorobek całych cywilizacji. Nowe powstające na gruzach często nie ma pojęcia o swym poprzedniku. Buduje wszystko od zera, przypisując nieznane budowle Bogom lub co bardziej możliwe, przypisując je sobie celem dodania splendoru i rodowodu. Co jest tego przyczyną? Kto lub co powoduje tak ogromne zniszczenia?

  ollinNasza cywilizacja odnajduje ślady potężnych katastrof na całej Ziemi. Są to zarówno ślady materialne jak i ślady w nielicznych, ocalałych dokumentach pisanych. Faktem jest także, że wiedza spisana jest uboga, gdyż ogromna jej część prawdopodobnie przepadła w takiej katastrofie, a pozostała część dokumentów została bezpowrotnie utracona poprzez ludzką bezmyślną działalność. Przy okazji podbojów nowych ludów unicestwiono też znawców starego pisma. Dziś czytamy stare dokumenty jak dzieci uczące się elementarza, sylabizując i przekręcając wyrazy. Dużo języków jest utraconych dla świata i jest już wiadomo, że nigdy ich nie odczytamy.

Zarozumiałość i nonszalancja niektórych ludzi nauki, przyjmowanie niedorzecznych hipotez, niewiara w mądrość starożytnych, to tylko niektóre przesłanki do tworzenia fałszywego obrazu historii dzisiejszego człowieka i jego cywilizacji. Odwieczny spór między ewolucjonistami a kreacjonistami nie ma końca. Wprowadzony aksjomat o liniowości postępu zaczyna się rozbijać o niezrozumiałe znaleziska. Ukrywa się je lub fałszywie ocenia, byle tylko nie zburzyć istniejącego porządku.

Co może zmieść życie z powierzchni Ziemi? Sadzę, że tylko dwie siły mają taką zdolność – Kosmos i sama planeta Ziemia. Co więcej, tłumaczenia dostępnych jeszcze dokumentów mówią w większości o udziale samej Ziemi, jako burzycielce starego i matce nowego na niej porządku.

Hopi – Drugi świat skończył się, gdy kula ziemi przesunęła się i zmieniła swoją oś, a wówczas lód pokrył wszystko.

K’ü Jüan „Pytam niebiosa” – Gdy runął K’ang-huei, czemu ziemia na południowy wschód się kłoni? […] Gdzie osiem słupów? Czemu zbrakło jednego na południo-wschodzie?

Dwa pierwsze fragmenty z dwóch przeciwległych krańców Ziemi mówią w zasadzie o jednym – o przesunięciu się całej skorupy ziemskiej. Dwa następne – to przestroga, że coś podobnego się powtórzy.

Kodeks Rios – Kiedyś, w dniu Naui Ollin, nastąpi koniec świata. Wszystko, co żyje, ulegnie zniszczeniu na skutek trzęsienia ziemi. Będzie to już czwarte zniszczenie ludzkości. Ale nie wiemy, czy i tym razem ludzkość będzie miała szczęście – po raz piąty – pozostawić nasienie…

Annales de Cuauhtitlan – Piąte Słońce – Jego znakiem jest 4-Ollin. Zwie się Słońcem Ruchu, bo się porusza, bo kroczy swoją drogą. I jak powiadają starcy, podczas tego Słońca nastąpi wstrząs, będzie głód i tak zginiemy. Powiadają, że powstało w roku 13-Acatl (Trzcina), że wtedy się narodziło owo Słońce, które teraz istnieje. Jego znakiem jest 4-Ollin. To jest piąte Słońce, które się utrwaliło, podczas tego Słońca nastąpi wstrząs, podczas niego będzie głód.

Czy wstrząsem takim może być „wielki uskok skorupy ziemskiej”? Czy jest możliwe przesunięcie się całej skorupy ziemskiej? Jako pierwszy taką hipotezę stworzył i ogłosił Charles Hapggod. Nauka od razu uznała ją za niemożliwą i wszystkie działania podporządkowała nie jej obaleniu, a jej zignorowaniu. Czy jest to naprawdę niemożliwe? Zapoznajmy się z tą hipotezą.

Charles Hapgood i jego hipoteza

Istnienie zjawiska zwanego „wielkim uskokiem skorupy ziemskiej” Jest moim podstawowym ałożeniem i niektóre problemy staram się wyjaśniać pod tym właśnie kątem. Taki jest ten nasz świat. Jedni obalają, starają się ukryć, a inni odkrywają to na nowo. Twórca tej logicznej i prostej zarazem hipotezy był gorąco popierany przez Alberta Einsteina.

Einstein pisał: „W strefie polarnej trwa nieustanne nawarstwianie się lodu, występujące nierównomiernie wokół bieguna. Rotacja Ziemi oddziałuje na tę masę lodu, wytwarzając moment odśrodkowy, który przenosi się na twardą skorupę naszej planety. Siła ta, osiągnąwszy pewną wartość, powoduje przesuwanie skorupy ziemskiej”. Natomiast John Wright, prezes Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego, napisał, że Hapgood „przedstawił hipotezę, która wręcz domaga się sprawdzenia”

Charles Hapgood, nie doczekał się chwały. Wręcz przeciwnie, jego hipoteza z 1953 r. została wyśmiana przez naukowców. Napisał, że każda próba dyskusji nad jego teorią „przesiąknięta była gruboskórnym sarkazmem, a niemożliwe do zweryfikowania, drugorzędne drobiazgi stawały się pretekstem do odrzucenia całej hipotezy bez zadawania sobie trudu dotknięcia istoty rzeczy”. Był człowiekiem spoza branży i śmiał mieć inne zdanie. Ponadto, jak mi się wydaje, w upadku, a właściwie w zignorowaniu hipotezy dopomogło zaangażowanie się jej autora w tematy zagłady Atlantydy czy poszukiwań wielkiej cywilizacji na Antarktydzie. Miast kontynuowania pracy wdał się w spekulacje poza naukowe, co nie przysporzyło mu zwolenników. Ale czy tylko dlatego należy hipotezę wyrzucić do kosza? Postaram się jej bronić i zacznę od lodu.

Pewne, podkreślam pewne, wyobrażenie o zasięgu lodu daje mapka poniżej obrazująca największy zasięg zlodowaceń. Prawdopodobnie jest to cały obraz wiedzy dzisiejszej nauki wymalowany na jednej mapce w rodzaju „all in one”. Naniesione na nią wyniki badań, jak sądzę, nie ukazują zasięgu położenia lodowca w określonym przedziale czasowym (rozróżnia się przecież kilka zlodowaceń). Stwierdza się tylko fakt, że w tym miejscu był kiedyś (lub jest dzisiaj) lodowiec. Ponadto, czego nauka nie potrafi stwierdzić i nie ma tego na mapce, to jakie miejsca zostały pokryte lodowcem już w naszych, historycznych czasach, a które były wolne od lodu 12,5 tysiąca lat temu.

lodowiec

Hapggod twierdził, że na biegunach cały czas odkładała się, tak jak i dzisiaj odkłada się warstwa śniegu i lodu, która posiada swoją wagę i to niemałą. Ziemia podczas obrotu wytwarza pewną siłę odśrodkową, która powoduje dążenie całej kuli ziemskiej do równowagi stałej, a jedyną możliwością jest zmiana położenia całej skorupy ziemskiej. Skorupa ta wraz z płaszczem nie jest w żadnym miejscu przymocowana do płynnego wnętrza i może się, przynajmniej teoretycznie, ślizgać po nim swobodnie. Temu jednak zapobiegają siły tarcia pomiędzy nimi. Gdy siły tarcia i odśrodkowa są zrównoważone nic nie zakłóca obrotu dookoła osi. Gdy jednak wystąpi zakłócenie równowagi spowodowane przez wzrost masy skupionej na biegunie Ziemi nastąpi zachwianie równowagi.

Spróbujmy wykonać doświadczenie – puśćmy kulkę w ruch obrotowy na płaskim stole. Poczekajmy jak się ten ruch ustabilizuje. Teraz w okolicę osi obrotu spuśćmy delikatnie kropelkę oleju. Rozpocznie się gwałtowny, chaotyczny ruch, który uspokoi się dopiero, gdy kulka osiągnie stabilizację (równowagę obojętną), ale już w nowym położeniu. Gdybyśmy przedtem na kulce zaznaczyli jakiś punkt odniesienia zauważylibyśmy, że w nowym położeniu zajmuje nowe, zupełnie inne miejsce.

O to właśnie chodziło Charles’owi Hapgood’owi. Masa lodu na biegunie północnym, nie zrównoważona na biegunie południowym, spowodowała takie zachwianie równowagi. Jak mogła powstać taka masa lodu? Możliwe, że w wyniku globalnej działalności wulkanicznej. Możliwe, jak chce Daeniken, że kiedyś na Ziemi doszło do konfliktu z użyciem broni atomowej. Możliwe, że Ziemia w pewnym okresie czasu odsunęła swą orbitę od Słońca. Nie wiem. Naukowcy są zgodni co do tego, że około 12,5 tysiąca lat temu Ziemia została dotknięta jakimś kataklizmem. Nazywają to „gwałtownym ociepleniem klimatu”, a bardziej groźnie „ogólnoświatowym potopem”. Wszyscy jednak są zgodni co do tego, że w tym okresie wydarzyło się „coś”, czego skutki odczuł cały ówczesny świat. Naukowcy uważają także, że około 12,5 tysiąca lat temu obszar w okolicy wyspy Akpatok koło Labradoru w Kanadzie znajdował się w okolicach bieguna północnego.

uskok Spojrzenie na globus, gdy okolice Akpatok znajdowały się w rejonie bieguna północnego, uprzytomni nam jak wielkie połacie lądu znajdowały się pod lodami. Lodowiec przykrywał Kanadę i Grenlandię. Na antypodach lodowiec mógł objąć tylko połowę Antarktydy i pokryć lodem kawałek powierzchni oceanu. Można stwierdzić gdzie tego lodu było więcej i o ile więcej. Nie wiadomo co rozpoczęło ten proces, ale wiadomo w przybliżeniu kiedy. Około 12,5 tysiąca lat temu skorupa Ziemi rozpoczęła ruch w kierunku południowym wzdłuż 70° zachodniego południka. Zatrzymała się dopiero po przebyciu 3000 km.

Biegun północny, jako że oś obrotu Ziemi nie zmieniła swego miejsca, zajął dzisiejsze miejsce. Nie wiadomo ile to trwało, być może kilka dni, ale wody ruszyły do ataku natychmiast. Najpierw bezwładnie przesunęły się w kierunku południowym, a następnie gigantycznym tsunami ruszyły z powrotem. Fala o wysokości kilku kilometrów, miażdżąca masa wody, spłukiwała wszystko co stanęło na jej drodze. Musimy sobie uprzytomnić, że promień równikowy jest o 22 km dłuższy od biegunowego. Na tych 3000 km (między 60° a 30° szerokości geograficznej) różnica w odległości od środka Ziemi wynosi około 10 km.

Nie wiemy także jak długo woda uspokajała się w tych oceanicznych „wannach”. Ile razy to gigantyczne tsunami przewaliło się tam i z powrotem. Była to katastrofa o niewyobrażalnych skutkach. Trzęsienia Ziemi o sile tak olbrzymiej, że dzisiejsze przy nich to ledwie drgawki. Czas wstrząsów mierzony nie w sekundach, a w dniach. Atmosfera, mająca też swoją bezwładność, wyrównywała swoje ciśnienie przy akompaniamencie huraganów i ulew o niespotykanej sile. Wielkie trzęsienia ziemi być może uaktywniły wulkany. Tak opisuje się tylko koniec świata. Ziemia zmieniła swoje oblicze, ale czy już na zawsze?

Dziś nikt nie interesuje się tą hipotezą. Nie słyszałem o komputerowych symulacjach ruchu obrotowego Ziemi z uwzględnieniem oddziaływania siły odśrodkowej na masy lądów i lodów. Nieopłacalność, błoga nieświadomość czy ignorancja? Społeczeństwo światowe jest uspakajane: „stopienie wszystkich lodów na biegunach podwyższy poziom wód o ileś tam metrów”. Cóż to jest? Drobnostka. Będziemy chodzić w kaloszach, a w każdym bądź razie zdążymy uciec na tereny położone wyżej. Być może efekt cieplarniany to obrona samej matki Ziemi? Może roztopi nadmiar lodów i uchronić nas przed kataklizmem. Być może jesteśmy świadkami początku następnej ery lodowcowej? Kto to wie…

Co może znaczyć dla nas przyjęcie hipotezy o „wielkim uskoku skorupy ziemskiej” jako podstawowego założenia? Sądzę, że dużo i to bardzo dużo. Przede wszystkim pozwoli zrozumieć, że ogólnoświatowy potop jest możliwy. Pozwoli inaczej spojrzeć na niektóre opisy starożytnych. Pozwoli też na pewną ulgę. Nie byliśmy jaskiniowcami, nie jedliśmy surowego mięsa, nie gryźliśmy się wzajemnie przy akompaniamencie nieartykułowanych wrzasków i wreszcie – małpa nie jest wcale naszą prababcią. Jesteśmy kontynuacją wielkiej cywilizacji, która dała nam podstawy nauki i uczyniła z nas takich, jakimi teraz jesteśmy.

Patrząc na przekrzywiony globus, można zrozumieć, dlaczego kiedyś w Tiahuanaco panował tropikalny klimat, dlaczego w Egipcie nie budowano miast na pustyni, dlaczego w Maribie istnieje tama na nieistniejącej rzece, dlaczego zniknęła Atlantyda, dlaczego zmieniło swoje położenie lustro wody jeziora Titicaca, dlaczego w żołądkach zamarzniętych mamutów odnajdywano resztki niestrawionego pokarmu… Wiele z tych rzeczy, nawet dla laika, staje się zrozumiałe. Prawdopodobnie to ten kataklizm był powodem wyludnienia miast półwyspu Jukatan, Teotihuacan i Tiahuanaco. Jedna zmiana podstawowego założenia, a ile może wytłumaczyć.

Megatsunami wywołane przez „wielki uskok…”, jeśli było, prawdopodobnie wpływa też na wnioski wyciągane przez dzisiejszą naukę. Dlaczego?

Mogło przenieść i pozostawić daleko od brzegu lub wysoko w górach wszelkiego rodzaju morskie organizmy. Szkielety ryb, muszle itp. znajdowane wysoko w górach nie muszą świadczyć o tym, że kiedyś istniało tam morze.
Mogło przemieszać osady denne tak, że warstwa starsza zalega dziś nad młodszą. Mogło także poprzesuwać je na duże odległości, a także na większe głębokości.
Mogło przenieść spłukaną z powierzchni lądu ziemię do oceanu czy morza. Wraz z nią mogły się tam znaleźć kości ludzi, zwierząt, resztki domostw czy przedmioty użytku itp. i to nie koniecznie tylko najmłodszych.
Spłukana ziemia niesiona wraz z falą mogła pokryć grubą warstwą duże obszary ziemi i to co się na niej znajdowało.
Jak z tego widać wszystko to, co dziś odkopujemy czy odnajdujemy z przeszłości, nie musi świadczyć o tym, że było tam od samego początku. Tak mogą powstawać błędy w ocenie znalezisk.

Poparcie dla hipotezy Hapgood’a znalazłem także w książce prof. Zajdlera „Dzieje zegara”. Analizując błędy zegarów egipskich doszedł on do wniosku:

Można […] znaleźć źródło błędów zegarów egipskich i udowodnić istnienie Atlantydy na Oceanie. Wystarczy przyjąć, że około 11500 lat temu z Ziemią zderzyło się jakieś ciało niebieskie (np. kometa Halleya) i spowodowało przesunięcie się dotychczasowych biegunów o 30° w stosunku do nowej osi obrotu (która nie zmieniła swego położenia w przestrzeni i nadal wskazuje biegun północny świata). W konsekwencji zmieniły się szerokości geograficzne wszystkich miejsc na Ziemi. Wody oceanów skierowały się w okolice „nowego” równika, zatapiając dotychczasowe lądy, nawet te najwyższe – sięgające powyżej 5000 metrów.
Przyjmując, że owo ciało niebieskie trafiło w okolice Wysp Antylskich nadbiegając od strony północnej, można dokładnie wyrysować na mapie oba (poprzedni i nowy) równiki ziemskie i wykazać, że Egipt znajdował się przed tą katastrofą kosmiczną dokładnie w rejonie, w którym „obowiązywała” rachuba czasu zgodna z kanonem odnalezionych zegarów słonecznych i wodnych.

Zaprzągł, co prawda do tego siły kosmosu, ale idea przesunięcia skorupy ziemskiej może świadczyć o tym, że hipoteza Hapgood’a nie jest całkowicie pozbawiona słuszności.

W tym kataklizmie poprzednia cywilizacja została śmiertelnie ranna. Ilu zginęło ludzi? Prawdopodobnie znaczna większość populacji wszystkich żyjących istot. Przepadła prawdopodobnie baza przemysłowa i naukowa. Nieliczni „wielcy”, którzy pozostali przy życiu rozpoczęli misję odnowy. Zbierali ocalonych, uczyli wszystkiego od nowa, przekazywali kodeks etyczny, opowiadali o starej historii. To oni tchnęli nowego ducha w pozostałych i mogli pozostać w ludzkiej pamięci jako Bogowie lub wielcy Nauczyciele.

Co na to wszystko nauka? Ogromna większość uważa, że taki uskok i ogólnoświatowe trzęsienie ziemi są   n i e m o ż l i w e.

Laik i trzęsienia Ziemi

Dlaczego na Ziemi występują wstrząsy? Ogólnie dlatego, że płyty kontynentalne napierając na siebie kondensują ogromną energię, która jest wyzwalana w bardzo krótkim czasie podczas ich przesunięcia się względem siebie. Jest może więcej przyczyn, ale ta jedna jest zasadniczą.

Moją hipotezę, być może niedorzeczną w świetle dzisiejszej wiedzy, chcę uzasadnić inaczej. Z tego też względu najpierw muszę postawić inne wstępne założenie. Podstawą będzie hipoteza Zecharii Sitchina, gdzie sumeryjski przekaz o walce Marduka z Tiamat należy odczytać jako kosmiczną katastrofę z udziałem praZiemi.

Około 4 mld lat temu (500 mln lat po powstaniu układu słonecznego) praZiemia (Tiamat) krążyła po orbicie między Marsem i Jowiszem. Nazywana była „potworem wodnym” gdyż cała ponoć była pokryta płaszczem wody. Wtargnięcie do układu słonecznego obcego ciała niebieskiego (tu zwanego Mardukiem) spowodowało katastrofę kosmiczną, w wyniku której praZiemia utraciła część swej masy (ile? – trudno powiedzieć; widoczna jest tylko utrata ponad 2/3 skorupy) i została zepchnięta na dzisiejszą orbitę Ziemi. Zderzenie tłumaczyłoby powstanie pasa planetoid, „przybranie na wadze” Jowisza, powstanie komet i pomniejszego gruzu kosmicznego, którego w zasadzie być nie powinno. Przyjęcie „sumeryjskiej hipotezy” musiało by mieć także i inne naukowe skutki. Przyjmując, że stopniowe stygnięcie Tiamat przebiegało w niezakłóconych warunkach, utworzona na niej skorupa powinna była mieć jednakową grubość na całej powierzchni. Ustalenie jej grubości mogło by pomóc w odnajdywaniu jej największych szczątków krążących do dziś w Kosmosie, a których jeden z wymiarów nie mógłby przekraczać grubość jej skorupy.

Uderzenie w praZiemię musiało spowodować wyrzucenie w kosmos ogromnej ilości materii stałej i wody, „wciśnięcie” części skorupy praZiemi do środka planety (amerykańscy sejsmolodzy odnaleźli ją ponoć 400 km w głębi Ziemi), odsłonięcie półpłynnego, gorącego płaszcza oraz spłynięcie wód w wyrwę po uderzeniu. Zetknięcie się wody z gorącym płaszczem musiało spowodować powstanie ogromnej ilości pary wodnej, która „utworzyła” pierwszą atmosferę z grubej powłoki chmur utrzymywaną siłą grawitacji.

W zgodzie z nauką, że obracające się wokół własnej osi ciało niebieskie powyżej określonej masy, a przede wszystkim o półpłynnej lub zbliżonej konsystencji, dąży do przybrania kształtu kuli, pozostała część skorupy zaczęła pękać i rozpoczęła „wędrówkę” sunąc po półpłynnym płaszczu Ziemi. Oczywiście nie mogło to być nic chaotycznego, choć mogło sprawiać takie wrażenie. Części skorupy ziemskiej pod wpływem ruchu obrotowego i bezwładności własnej masy rozkładały się na powierzchni Ziemi tak, by tworząca się kula uzyskała stan równowagi obojętnej. Prawdopodobnie nie mogło się obejść także bez gigantycznych zderzeń, które powodowały wypiętrzanie się części płyt bądź pękania na mniejsze. Ziemia odzyskiwała kształt kuli, ale kosztem wielkości.

Bajka? Wcale nie. Całkiem realna możliwość. Nie można oczywiście tego udowodnić wprost, ale pewne fakty dają dużo do myślenia. Gdzie szukać śladów pęknięcia? Jedno jest bardzo widoczne. To Grzbiet Atlantycki, miejsce działalności wulkanicznej tego oceanu. Żaden ocean nie posiada nic takiego na całej swojej długości. Ocean Spokojny działalność wulkaniczną skupia na obrzeżach w postaci „kręgu ognia”. Dno oceanu Indyjskiego jest popękane w kilku miejscach bez wyraźnego „porządku”. Wiadomo też, że kontynenty i dna oceanów to dwie różne litosfery. Dna oceanów to zastygły, półpłynny płaszcz Ziemi, który zaczął się kształtować wraz z pierwszym rozpadem kontynentów. Proces ten chyba jeszcze się całkowicie nie zakończył.

tektonika
Przypuszczalne granice płyt tektonicznych pokrywające się z rejonami sejsmicznymi i tzw. gorące plamy

Wróćmy do problemu. Za głównego winowajcę, odpowiedzialnego za trzęsienia Ziemi, uważam Grzbiet Atlantycki. To jest główny „rozpychający się łokciami” na Ziemi. Nauka stwierdziła, że ocean Atlantycki rozszerza się od grzbietu środkowoatlantyckiego na zachód i wschód. Powodem jest ciągły wypływ magmy z wnętrza Ziemi. Czyim kosztem? Na pewno oceanu Spokojnego, który według nauki kurczy się. O oceanie Indyjskim i jego tendencjach, przyznam się, nie słyszałem. Sądzę jednak, że i on musi podlegać jakimś wahaniom powierzchni, bo stanowi część całego organizmu jakim jest Ziemia. Ponieważ wszystkie kontynenty wraz z kawałkami płyt zastygłego dna oceanów tworzą oddzielne „płyty kontynentalne” stykające się ze sobą, to najmniejszy nawet ruch Grzbietu Atlantyckiego winien powodować przeniesienie nacisku na pozostałe płyty.

Drugiej przyczyny upatrywałbym w ruchu obrotowym Ziemi i jej dążeniu do stanu równowagi obojętnej. Skorupa Ziemi nie jest materiałem jednorodnym. Składają się na nią materiały stałe (litosfera) i materiały płynne (hydrosfera). Ponadto masa skorupy nie jest rozłożona równomiernie. W miejscach łańcuchów górskich jest dużo większa niż na nizinach. Jak wiadomo, na pewnej głębokości skorupa Ziemi przechodzi stopniowo w półpłynny płaszcz i zapewne gdzieś w tym miejscu, na głębokości 400-600 km, traci swą „przyczepność”. To w tym miejscu może dochodzić do „poślizgu” twardej litosfery na półpłynnym płaszczu. Jeśli powierzchnia Ziemi, a w zasadzie masa skorupy jest rozłożona równomiernie na całej powierzchni kula obraca się płynnie zachowując równowagę obojętną. Jeśli nie, to wtedy…

Ziemia jest kulą, która poprzez ruch obrotowy wytwarza moment odśrodkowy, który dąży do równomiernego rozłożenia masy na całej jej powierzchni. Czy nasza Ziemia jest w stanie równowagi obojętnej? Na pewno nie. Zgodnie z tym co piszę, największe masy skorupy ziemskiej powinny być skupione na równiku lub w jego pobliżu, gdzie siła odśrodkowa jest największa. Tam winny się znaleźć największe łańcuchy górskie. Tak jednak nie jest. Sądzę, że trzęsienia ziemi o ograniczonym zakresie terytorialnym mogą być uwerturą do czegoś, co Hapgood nazwał „Wielkim uskokiem skorupy ziemskiej” lub też nie zakończonym jeszcze formowaniem się „nowej” geoidy po ostatnim „wielkim uskoku…”..

Ci co mieli możność zapoznać się z hipotezę Hapgood’a, a także dopuszczający możliwość zaistnienia „wielkiego uskoku…” na pewno nie mają złudzeń. Nagromadzenie się nadmiernej ilości lodu w okolicach bieguna jest zachwianiem równowagi obojętnej i mogło być przyczyną uskoku, który „ustawił” skupiska mas całej skorupy ziemskiej w równowadze obojętnej. Siłą rzeczy, po stopieniu się lodów przyczyna znika i skorupa Ziemi ponownie wchodzi w stan niezrównoważony. Sytuacja się powtarza. Nie znamy tylko mechanizmu, a właściwie jedynego „bodźca” który zapoczątkowuje ten proces. Jeśli przyjąć taki scenariusz, musimy także przyjąć, że zjawisko „wielkiego uskoku…” było, jest i będzie zjawiskiem powtarzalnym, na które my nie mamy żadnego wpływu. Teorię Hapgood’a odrzucono, bo nie jest wiadomo, jak może nagromadzić się tak wielka ilość lodu i nie wiadomo jaki jest mechanizm nastawania epoki lodowcowej.

Co może jeszcze powodować szybkie narastanie pokrywy lodowej? Skorupa Ziemi na dnie oceanów jest cienka jak pierwszy lód na kałuży. Grubość jej liczy się w kilometrach, ale siły napierających na siebie płyt nie są w stanie jej skruszyć. Co innego, jeśli zaprzęgniemy do tego „pomocnika”. Średnia głębokość oceanów nie przekracza 3-4 km. Meteoryt o średnicy kilku-kilkunastu kilometrów uderzając w ocean z dziecinną łatwością może przebić dno i zagłębić się w płynne warstwy płaszcza Ziemi. Średnica powstałej dziury nie może być mniejsza od średnicy „agresora”, może być równa lub większa albo dużo większa. Czy można wyobrazić sobie skutki? Oprócz skutków samej eksplozji, które nie raz zostały już opisane, dochodzi do wylewu płynnej magmy z dna oceanu. Zanim otwór zostanie „zalepiony”, gorąca magma bez przerwy w połączeniu z wodą tworzy trudną do określenia ilość pary wodnej, która w postaci chmur unosi się do atmosfery tworząc grubą, nieprzepuszczającą światła warstwę. Ile to trwa? Nie umiem odpowiedzieć, ale na pewno dłużej niż dni, tygodnie czy miesiące. Tym, według mnie, można tłumaczyć długotrwałe opady deszczu opisywane przez starożytnych. Wprowadzenie do ziemskiej atmosfery takiej ilości pary wodnej w postaci chmur może być też przyczyną gwałtownego ochłodzenia ziemskiego klimatu, a tym samym do nadmiernego wzrostu pokrywy lodowej na biegunach. Sądzę, że dalszy scenariusz możesz dopowiedzieć już samemu. A dowody? Trzeba zacząć szukać na dnie oceanów.

Jest to mój punkt widzenia, a że nie jestem z wykształcenia geonaukowcem, myślę, że pewne sformułowania mogą mieć pewne braki.

masy2 masy1 masy3
Spojrzenie na biegun Rozłożenie mas (przykładowe) Deformacja powierzchni

Spojrzenie na rozłożenie kontynentów od strony bieguna północnego już powinno uświadamiać, że masy kontynentalne nie są rozłożone równomiernie. Rozpatrując tę figurę jako płaskie obracające się koło widać wyraźnie, że punkt „A” nie ma przeciwwagi w punkcie „a”, podobnie jak punkt „B”. Już nawet bez rozpatrywania wielkości mas, mechanik stwierdziłby, że takie koło w czasie obrotu nie będzie obracało się bez wstrząsów spowodowanych tzw. „biciem”. Dopiero dodanie „ciężarków” w odpowiednich miejscach może spowodować, że koło to zacznie obracać się bez wstrząsów. Niestety, nikt nie jest w stanie tego zrobić w stosunku do Ziemi.

Rysunek drugi ma wyobrażać kulę ziemską z nierównomiernie rozłożonymi skupiskami mas na jej powierzchni. Cała zewnętrzna sfera kuli wraz z „ciężarkami” jest powierzchnią zestaloną, co znaczy, że poszczególne masy nie mogą samodzielnie wędrować po jej powierzchni. Jest to coś w rodzaju kuli wody skutej na powierzchni cienką warstwą lodu, która uniemożliwia swobodne „pływanie” poszczególnych mas. Co to może oznaczać? To, że ustalanie obracającej się kuli w równowadze obojętnej nie będzie odbywać się poprzez przesuwanie poszczególnych mas, a przez przesunięcie się całej skorupy wraz z zalegającymi na niej masami. Jest to cała filozofia „wielkiego uskoku…”. Ziemia cały czas dąży do uzyskanie równowagi stałej, a uzyskać ją może tylko poprzez przesunięcie całej skorupy. Wiemy też, że ta równowaga obojętna jest bardzo niestabilna. Zakłócić ją może każdy, nawet niewielki stosunkowo przyrost masy w obojętnie jakim punkcie na jej powierzchni. Czy to będzie warstwa lodu, czy uderzenie potężnego bolidu. Ale nie musimy czekać aż na tak spektakularne wydarzenie. Najcięższe masy winny, a w zasadzie ich wypadkowa, znaleźć się w okolicach równika. W miejscu, gdzie siła odśrodkowa jest największa. Następny „wielki uskok skorupy ziemskiej” jest więc tylko kwestią czasu.

Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia sprawa szybkości zatapiania czy podnoszenia się obszarów lądu. Ziemia jak wiadomo nie jest idealną kulą, a formą nazwaną geoidą. Siła odśrodkowa spowodowana obrotem kuli ziemskiej wokół własnej osi powoduje „wybrzuszenie” na równiku, co z kolei ma odbicie w różnicy między promieniami biegunowym i równikowym (około 22 km). Ile czasu potrzeba, by po „wielkim uskoku…” kształt Ziemi powrócił z powrotem do kształtu geoidy? Dziesiątki, setki czy tysiące lat? Czy powrót ten odbywa się w sposób ciągły i prawie niezauważalny, czy też ma charakter skokowy, gwałtowny połączony z trzęsieniami ziemi i pękaniem skorupy?

Odnoszę wrażenie, że człowiek usilnie chce, a właściwie już pomógł Ziemi w przyspieszeniu biegu wydarzeń. Efekt cieplarniany już działa destrukcyjnie. Legendarne śniegi Kilimandżaro zniknęły, gwałtownie roztapiają się lodowce Himalajów, zmniejszają się masy lodów na biegunach, w Europie nadmierne zimowe opady śniegu, a w innych krajach niespotykane ilości letniego deszczu. Coraz częstsze huragany przenoszące z oceanów nad lądy ogromne masy wody. Można się domyśleć o co mi chodzi? Wcale nie o zatruwanie atmosfery dwutlenkiem węgla. Ja myślę o gwałtownych, punktowych zmianach masy skorupy ziemskiej. „Czara” równowagi być może się już napełniła. Możliwe, że wystarczy „efekt motyla” – przelot jednego bociana z Egiptu i jego miękkie lądowanie gdzieś w Polsce zapoczątkuje katastrofę. Kropla, która przepełni czarę.

Po co zrobiono dziurę w Grenlandii?

Swego czasu, w ramach programu naukowego, na Grenlandii wykonano odwiert w głąb lodowca w celu pobrania i zbadania próbek. Badano skład atmosfery, zawartość zanieczyszczeń oraz średnią temperaturę w danej warstwie. Na tej podstawie sporządzono wykres średniej temperatury w poszczególnych warstwach i dla konkretnego przedziału czasowego. Na wykresie brakuje „zera”, bo ktoś był łaskaw zapomnieć o jego zaznaczeniu. Podano tylko, że pomiędzy 12 a 10 tysiącami lat temu wzrost średniej temperatury wyniósł około 7°C.

temperatura

Na tej podstawie wyciągnięto wniosek, że epoka lodowcowa zakończyła się „z hukiem” około 12,5 tysiąca lat temu. Drugim wnioskiem był ten, że przez okres ponad stu tysięcy lat na Ziemi panowała epoka lodowcowa oraz ten, że klimat na Ziemi przypomina huśtawkę.

Jako laik nie mogę kwestionować wyników badań, ale mogę postawić kilka pytań. Pierwsze i zasadnicze – jak można badania jednego małego punktu rozciągnąć na cały glob? Czy znaczy to, że jak w mojej polskiej wiosce leje jak z przysłowiowego cebra, to farmer w USA też tego doświadcza w tym samym czasie? Moje wnioski są zupełnie inne. Szanowni luminarze nauki żartują sobie ze zwykłych ludzi? Przecież to jest normalne, że epoka lodowcowa wokół obu biegunów trwała, trwa i będzie trwać wiecznie.

Owszem widzimy zmiany temperatury, ale są to zmiany tylko i wyłącznie dotyczące Grenlandii. Nie ma żadnej pewności, że takie same wahania temperatury obejmowały rejon równika. Z wykresu wyciągam też wniosek, że przez ostatnie 100 tysięcy lat Grenlandia znajdowała się w strefie biegunowej. 12 tysięcy lat temu nastąpił gwałtowny wzrost średniej temperatury, spowodowany, być może, przesunięciem się całej wyspy poza rejon bieguna. Widać także, że stopniowe podnoszenie się temperatury trwało około 2000 lat. Mam prawo również wyciągnąć wniosek, że pomiędzy 100-150 tysięcy lat temu Grenlandia leżała poza klimatem polarnym. Mogę też przypuszczać, że Grenlandia ponad 100 tysięcy lat temu rozpoczęła swą „wędrówkę” przez okolice bieguna północnego i być może trasę wyznaczał 70 południk.

Czy może to oznaczać, że kontynenty nie są na stałe związane z jednym geograficznym położeniem? Oczywiście. I może to oznaczać także, że Hapgood ma rację. Ziemia nie jest planetą stabilną i jeszcze długo nią nie będzie. Ale to jest zbyt proste, by mogło zostać uznane za rzeczywiste. Natura pokazała tę możliwość, ale ci co ją ujrzeli, swych „wrażeń” nie mogli przekazać nikomu, bo w wyniku „doświadczenia” stracili życie, a ci co usiłują to przekazać są uważani za idiotów z nadmiernie wybujałą fantazją. Cytowany przekaz Hopi wkłada się między bajki, bo jak „czerwony” może być mądrzejszy od „białego”.

Czy jest możliwy ogólnoświatowy potop ?

Czy jest możliwy ogólnoświatowy potop? Uczeni obliczyli, że gdyby stopić jednocześnie obie czapy lodowe na biegunach, poziom wody na całej kuli ziemskiej podniósł by się o kilka czy kilkanaście metrów, ale gdzie tu mamy do czynienia z wodą sięgającą najwyższych szczytów górskich?

Czy jest możliwe zatopienie całej Ziemi aż po najwyższe szczyty? Nie. W taki sposób na pewno nie. Skąd bowiem wziąć tyle wody? Musiałoby jej być objętościowo kilka a nawet kilkakrotnie więcej niż jest dzisiaj we wszystkich oceanach, morzach, lodowcach, w Ziemi i w atmosferze razem wziętych, a i prawdopodobnie tego było by za mało. Wraz ze wzrostem wysokości objętość wody musiałaby wzrastać w tempie wykładniczym. Jest to według mnie koronny dowód na to, że tego rodzaju potopu być nie mogło.

Spotykane opisy mogą być opisami naocznych świadków, ale prawdopodobnie odnoszą się tylko do zjawisk miejscowych. W przeciwnym wypadku musiałoby dojść do ogólnoświatowego (ówczesnego oczywiście) sympozjum w celu uzgodnienia jednolitego poglądu, a jak zapewne wiemy nic takiego nie miało miejsca. Jedno co jest pewne to fakt, że opisy potopu występują na całym świecie, niezależnie od miejsca, rasy czy kultury.

Opisy w stylu: „ziemia kilkakrotnie zapadała się pod wodę i wynurzała się” może być opisem następujących po sobie fal tsunami. Kataklizmu na ogólnoświatową skalę nie wywoła lokalne trzęsienie ziemi, trzęsienie podmorskie czy osunięcie dna morza. Sądzę, że taki kataklizm, może wywołać tylko coś w rodzaju „wielkiego uskoku…”. Zjawisko globalne i jednoczesne. Jednak opisy tego będą różnić się znacznie, w zależności od miejsca obserwatora. Zamieszkujący wybrzeża czy wyspy oceaniczne nie napiszą nic ze względów oczywistych. Ci co przeżyją, to mieszkańcy gór, niekoniecznie kwiat inteligencji, a opisy ich siłą rzeczy nie będą „fachowe”, a tylko subiektywne i do tego zależne od inteligencji i zasobu słownictwa opisującego.

Teoria Haapgod’a tłumaczy wiele choć na pewno nie wszystko. Przy założeniu istnienia „wielkiego uskoku…” można jednak wytłumaczyć wiele zjawisk w starożytnej historii Ziemi bez odwoływania się do hipotez wziętych „spod kapelusza”. Prosto i logicznie.

Czy „wielki uskok…” pozostawił ślady ?

Osobiście odnoszę wrażenie, że tak, choć mam świadomość, że mogę być w tym osamotniony. Jak wiadomo, nauka ma na wszystko odpowiedź. To, że w piramidach nie znaleziono szczątków władców zawdzięczamy złodziejom. To, że wiele starożytnych posągów i budowli odnaleziono rozbitych, zawdzięczamy „gniewowi uciskanego ludu”. Mam wrażenie, że to bajeczki dla grzecznych dzieci. Proszę, oto kilka wybranych „krajobrazów” po przejściu tłumu „uciskanych i niezadowolonych”. Moim jednak zdaniem zadziałały tu o wiele większe siły.

machu1 machu2

Dwa zdjęcia z Machu Picchu. Po lewej „Świątynia główna”, której zapadnięty narożnik może świadczyć o jakiejś podziemnej konstrukcji. Po prawej fragment „Świątyni trzech okien”. Widać wyraźnie poprzesuwane bloki, które ważą po kilka, kilkanaście ton. Małe trzęsienie ziemi, ze względu na specyfikę budowy, nie byłoby w stanie ich poruszyć. Ludzie też nie.

ollanta puno

Oznaki totalnego „bałaganu” w Ollantaytambo, a po prawej w Puno. Rozrzucone „drobiazgi” mają ogromną wagę. Nie zdołali ich ruszyć konkwistadorzy, nie zdołali także i współcześni próbujący „uporządkować” teren dla turystów. Ze względu na wagę elementów nie należy się też spodziewać szybkiej rekonstrukcji.

tiahu1 tiahu2

Ogromne zniszczenia w Puma Punku (Tiahuanaco). Do dziś nie ma „silnego” by ułożyć z powrotem te puzzle. Po prawej jedna z pierwszych rycin przedstawiająca „Bramę Słońca”. Pęknięcie było wyraźne, a także widać, że do połowy była zagrzebana w ziemi. Naniesienie takiej warstwy ziemi, według mnie, spowodował atak wody z jeziora Titicaca, poprawiony być może przez tsunami, które przelało się przez Andy.

cusco apurimac

Kto lub co jest w stanie doprowadzić do pęknięcia tak dużych, jednolitych bloków kamiennych? Po prawej blok kamienny z Corichanchy w Cusco, po lewej z jego okolic, wyglądający tak, jakby pod nim zdetonowano ładunek wybuchowy lub zrzucono go z dużej wysokości.

moai1 moai2

Wyspa Wielkanocna i bezładnie stojące posągi Moai. Czy to przypadkiem nie tsunami przesunęło je od brzegu pod górę na zbocze wulkanu przykrywając warstwą ziemi i mułu? Osuwająca się z góry ziemia winna je wszystkie powalić, tymczasem stoją, z nielicznymi wyjątkami, pionowo. Swoją drogą, jestem ciekaw, czy ktoś próbował odkopać choćby jedną rzeźbę do jej podstawy, by zobaczyć jak jest duża oraz pobrać próbki ziemi, by sprawdzić czy nie zawierają śladów działania tsunami (muszle, szkielety ryb lub szczątki innych, typowo morskich organizmów, sól morska itp.). Obok pęknięty wpół posąg. Czy rozbicia posągu mógł dokonać człowiek? Dziesięciokilowy młot mieści się swobodnie w jego dziurce od nosa.

angkor2 angkor

Angkor w Kambodży. Klasyczne „pobojowisko” po trzęsieniu ziemi. Te ruiny nie rozpadły się ze starości. Gdyby tak miało być, w gruzach legło by zapewne wszystko. Nie uczynili tego także ludzie. Nie niszczy się własnych świątyń, a wróg starałby się zrównać wszystko z ziemią.

palenque delfy aksum

Na zdjęciu z Palenque widać brak zewnętrznych ścian budynku stojącego na szczycie piramidy. Z każdej jego strony pozostała tylko połowa łukowatego sklepienia. Wygląda tak, jakby zostało rozsadzone od środka. Część gruzu leży na stokach piramidy, część została uprzątnięta. Na środkowym zdjęciu potrzaskane „klocki Lego” z greckich Delf. Na ostatnim zdjęciu roztrzaskana kolumna w Aksum. Gdyby tu miała działać teoria o gniewie ludu, to dlaczego pozostałe kolumny stoją nietknięte?

egipt1 egipt2

Na koniec przenieśmy się do Egiptu. Leżące bezładnie roztrzaskane elementy, posągi, rozbite i poprzekrzywiane kolumny, rozrzucone części okładziny z piramid, pozarywane stropy budowli. To nie jest dzieło wzburzonego tłumu, jak chcieliby niektórzy. To jest pokaz sił natury. Potężnej natury.

egipt3 egipt4 egipt5

Czy wszystko to, co pokazałem, ma udowodnić tezę o ogólnoświatowym trzęsieniu ziemi? Nie. Chciałem tylko pokazać, że jest to możliwe. „Słuszność” interpretacji zależy od tytułów naukowych i siły przebicia interpretatora. Nikt dotychczas nie pokwapił się o ustalenie czasu kataklizmu poszczególnych kompleksów. Zresztą chyba jest to niemożliwe, bo naukowcy nie potrafią go jednoznacznie określić. Wszystko to jednoczy jedynie ogromna skala zniszczeń, a zauważmy, że niektóre tu pokazane miejsca nie należą do najaktywniejszych rejonów sejsmicznych.

I jeszcze jedno. Na pewno znana jest czynność zwana „wykopaliskami”. Praca archeologa jest bardzo ciężka chociażby ze względu na to, że prawie wszystko musi odkopać lub wykopać. Ogromna ilość budowli starożytnych jest po prostu zasypana ziemią. Przecież, za wyjątkiem pustyń gdzie burze piaskowe przemieszczają olbrzymie ilości piasku, pozostałe ruiny winny znajdować się na powierzchni Ziemi. Dlaczego są zakopane? Czy to jest przypadek? Chyba nie. To prawdopodobnie ogromne tsunami, przetaczając się przez ląd, oprócz wody niosło z sobą olbrzymie ilości osadów i wypłukanej ziemi. To one, oprócz zniszczeń, spowodowało także ich zasypanie. Logiczne?

Sądzę, że zdjęcia pokazują zniszczenia spowodowane „wielkim uskokiem…”. Budowle nie zostały odbudowane, bo nie miał kto tego zrobić lub nie miał środków. Zwyczajny człowiek nie był i nie jest w stanie tego zrekonstruować. Zniszczyć w taki sposób też nie. Materiały wybuchowe i broń atomowa to stosunkowo niedawny wymysł.

Czy woda może być śladem?

Jakiż to ślad, co może spłynąć, wsiąknąć lub wyparować? A jednak. Może nie tyle ślad, co poszlaka wskazująca na zaistnienie „wielkiego uskoku…”, a w zasadzie jego niszczycielskiego następstwa – wielkiego, ogólnoświatowego tsunami. Ten ślad, to wody śródlądowe, a w zasadzie ich wyjątki – śródlądowe wody słone. Czym różni się woda morska od słodkiej? Woda morska to roztwór zawierający rozpuszczone jony chlorkowe (55%), sodu (30%), a także siarki, magnezu, wapnia i potasu. W wodzie słodkiej przeważa krzemionka (15%), jony wapnia (17%) i siarki (21%). Woda morska ma „stałego dostawcę” swoich składników w podmorskiej działalności wulkanicznej gdzie wypływająca magma to nic innego jak stop krzemianowy, w skład którego oprócz krzemionki wchodzą: żelazo, magnez, wapń, sód oraz substancje lotne, między innymi chlor, dwutlenek węgla oraz przegrzane roztwory wodne.

Obieg wody w przyrodzie nie zmienił się od samego początku i paradoksalnie największym i jedynym „dostawcą” słodkiej wody są słone oceany. Ogromne ilości parującej wody z oceanów dostają się do atmosfery i byłaby to zapewne czysta woda destylowana, gdyby nie zanieczyszczenia atmosfery, których także dostarcza ludzka działalność szczególnie przez ostatnie dwa wieki. Te ogromne „latające cysterny” słodkiej wody są przenoszone nad lądy gdzie woda jest uwalniana w postaci deszczu, śniegu lub gradu. Woda wsiąka w ziemię i przechodząc przez kolejne jej warstwy filtruje się oraz nasyca solami mineralnymi zbierając się w warstwach wodonośnych, które znalazłszy ujście tryskają poprzez liczne źródła tworząc zaczątki rzek. Rzeki z kolei spływają do mórz i oceanów i cykl powtarza się od nowa. Nie wszystkie jednak rzeki kończą swój bieg w morzu. Pewna ich część na nieprzepuszczalnej warstwie (gliny, skały) tworzy nie mające nigdzie ujścia zbiorniki śródlądowe dodatkowo zasilane opadami. Wynika z tego, że wszystkie zbiorniki wodne utworzone w środku lądu powinny zawierać tylko słodką wodę. Tak jednak nie jest. Znane są wyjątki jak jezioro Titicaca w Andach, morze Kaspijskie czy umierające morze Aralskie w Rosji lub morze Martwe na pograniczu Izraela i Jordanii. Wszyscy słyszeli także o takich pozostałościach jak Wielkie Słone Jezioro w USA, obok którego znajduje się Wielka Pustynia Słona czy ogromne „salinas” Uyuni w południowej części andyjskiego Altiplano i Wielka Pustynia Słona w dzisiejszym Iranie. Skąd się wzięły?

slonejeziora

Uczeni twierdzą, że jezioro Titicaca było w przeszłości morską laguną zamkniętą przez wypiętrzające się Andy. Jak zatem tą hipotezę zastosować do nizinnego morza Kaspijskiego? Jak wypiętrzyło się morze Aralskie mające za stosunkowo bliskiego sąsiada zbiornik w połowie słonej (zachodnia część) i w połowie prawie słodkiej wody (wschodnia część) – jezioro Bałchasz? Przyjmując, że wypiętrzanie gór zakończyło się około 100 mln lat temu, to wszystkie słone zbiorniki śródlądowe winny być rajem dla zwolenników ewolucji i co jakiś czas winniśmy mieć do czynienia ze światowymi sensacjami o odnalezieniu kolejnego reliktu epoki dinozaurów. Dlaczego nie mamy? Dlaczego ta hipoteza nie działa jednakowo wszędzie? A jeśli geneza powstania słonych zbiorników śródlądowych jest zupełnie inna?

Sądzę, że te zbiorniki słonej wody to pozostałość po „wielkim uskoku…” i jego gigantycznym tsunami. Wody oceanów i mórz uwięzione w środku lądów, a jeśli tak, to jezioro Titicaca jest „oceanem Spokojnym” uwięzionym wysoko w Andach, podobnie jak morze Martwe może być cząstką uwięzionego morza Śródziemnego. Morze Kaspijskie to wody oceanu Lodowatego, które spłynęły na najniżej położone tereny nie mając możliwości powrotu. Tam gdzie utworzyły się głębokie zbiorniki woda dotrwała do dziś. Płytkie zbiorniki wyparowały i dziś oglądamy wielkie solne równiny jak w Salt Lake czy Uyuni. Morze Martwe, w którym jak wiemy, nie można się utopić jest zbiornikiem o najwyższym stężeniu soli. Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że w tym klimacie ogromnych ilości parującej wody nie jest w stanie uzupełnić jedna rzeka Jordan i rzadkie opady deszczu. Werset 14,3 Księgi Rodzaju brzmi: „Wszyscy ci zeszli się w dolinę Leśną, która teraz jest morzem Słonym.”. Czy to o czymś mówi? A co się stało z morzem Aralskim? Po odcięciu dwóch źródeł zaopatrzenia Amu-Darii i Syr-Darii, których wody skierowano na pola bawełny, w ciągu niespełna półwiecza zmniejszyło swą powierzchnię o ponad połowę, pozostawiając pokłady soli, które dziś po okolicznym stepie rozwiewa wiatr czyniąc glebę nieurodzajną.

Takich śladów powinno być więcej, ale nic o nich nie wiadomo, bo nie prowadzi się badań tego typu. Szkoda, bo na podstawie warunków klimatycznych, wielkości zbiornika, szybkości parowania wody, możliwości jej naturalnego uzupełniania można by stworzyć model, który mógłby zaprowadzić nas w czasie do początków jego powstania. Badania osadów dennych powinny dać odpowiedź na pytanie czy woda w takim zbiorniku uległa gwałtownej „wymianie” czy jest tam od samego początku. Badania starej linii brzegowej też winny dać odpowiedź na pytanie, czy powierzchnia takiego zbiornika nie wykazuje żadnych odchyleń, tak jak to ma miejsce z linią brzegową jeziora Titicaca. W końcu należało by zbadać chemiczny skład wody i porównać go ze składem oceanów czy mórz.

Znana jest też ciekawa hipoteza „odsunięcia się” brzegu zatoki Perskiej od starożytnych miast Mezopotamii (Ur, Eridu,Larsa czy Lagasz), które tłumaczy się tysiącleciami nanoszenia mułu z głębi lądu przez Eufrat i Tygrys. Dlaczego ta hipoteza nie pasuje do Nilu, rzeki wielokroć potężniejszej od dwóch pozostałych? Na dnie morza u wybrzeży Aleksandrii odnaleziono pozostałości pałacu Kleopatry (ponoć) w ogóle nie przykryte mułem, a także stare koryto Nilu sięgające daleko w morze. Czy przypadkiem za zasypanie miast starożytnej Mezopotamii i „odsunięcie się” linii brzegowej zatoki Perskiej nie odpowiadają masy wody gigantycznego tsunami po „wielkim uskoku…” uwięzione w dolinie Eufratu i Tygrysu, spływające jedyną możliwą drogą do zatoki Perskiej? Czy nie warto przeprowadzić analiz warstwy osadów pokrywających starożytne miasta Mezopotamii?

Jeśli zbadamy słone wody śródlądowe przynajmniej w większej części świata, wnioski mogą być nader interesujące.

Siedemnaście stopni Daenikena

Pozwolę sobie zwrócić jeszcze uwagę na zjawisko natury czysto geograficznej, które można wytłumaczyć tylko „wielkim uskokiem skorupy ziemskiej”. Nie pomoże tu żadna teoria „wędrówek kontynentów”, przytapiania lądów czy też wielkich trzęsień ziemi. Mogą one zmienić wygląd powierzchni ale nie zmienią radykalnie kierunków geograficznych. Na początek cytat z książki Ericha von Daenikena „Dzień, w którym przybyli bogowie”, gdzie opisuje swoją wizytę w Tikal:

Staliśmy na szczycie świątyni I. […] Kompas potwierdzał to, co widziałem: świątynia IV, I i V tworzyły trójkąt prostokątny. Ale co w tym dziwnego? Dlaczego nie miałby to być przypadek? Powiedziałem to na głos. – Nie o to chodzi – pouczył mnie Julio. – Zauważył pan, że ani jedna ze świątyń nie jest zorientowana zgodnie ze stronami świata. Przed chwilą przyznał pan, że świątynia IV, I i V tworzą trójkąt prostokątny. Ale w jakim kierunku odchodzą od osi północ-południe ramiona tego trójkąta prowadzące do świątyni V i I? Rozbawiony oddał mi kompas.


Spojrzałem na świątynię V. – Tak na oko 15 do 17 stopni na północny wschód – odparłem niezdecydowanie – może ten stary kompas nie jest za dokładny… – Dokładnie 17 stopni! – triumfował Julio Chaves, inżynier, który to musiał to wiedzieć na pewno. – Mówię panu, że nic tu nie jest przypadkowe! Nic nie rozumiałem. Co ma znaczyć ta bzdura z siedemnastoma stopniami odchylenia na północny wschód?


Don Eric! – Julio teraz mówił spokojnie i stanowczo. Podniosłem wzrok ku jego twarzy. – Tula. Chitzen-Itza. Mayapan. Teotihuacan… To tylko kilka słynnych miast Majów, które można znaleźć w każdym przewodniku. W każdym z tych miast osie budynków odchylają się o siedemnaście stopni na północny wschód. Przypadek? […] Powoli zaczęła do mnie docierać niesamowitość tej informacji. Julio chciał dowieść, że ośrodki kultowe Mezoameryki zbudowano według planu, określającego szczegółowo zorientowanie budowli.

17std3

Koncepcję oparłem na założeniu, że projekty pojedynczych budowli czy kompleksów budowlanych uwzględniały położenie ich według kardynalnych kierunków geograficznych. Chodzi tu oczywiście o budowle mające bardzo ważne znaczenie dla całej społeczności, religii czy państwa. Czy było to dyktowane wiedzą o oddziaływaniu pola magnetycznego Ziemi, tradycją czy wymogami religii trudno mi powiedzieć, pozwala jednak stwierdzić, że społeczeństwa te (a przynajmniej ich projektanci) musiały dysponować wiedzą o Ziemi.

Przypuszczam, że tak jak my, tak i oni za najważniejszy uważali kierunek północy, który pokrywa się z osią obrotu Ziemi oraz wyznacza jednocześnie kierunek wschodu Słońca w dniu równonocy. Takie „dziwne” odchylenia nie są jedynie domeną Mezoameryki, spotyka się je na całym świecie, choć z reguły są pomijane jako mało ważne lub w ogóle nie zwraca się na nie uwagi.

O wędrówce bieguna północnego przez kontynenty mówi się niezmiernie rzadko, a odnalezienie jego współrzędnych w określonym przedziale czasowym jest raczej niewykonalne. Lakonicznie stwierdza się, że biegun północny wędrował gdzieś od Alaski i około 12 tysięcy lat temu znajdował się w okolicy wyspy Akpatok na północy Labradoru. Muszę więc opierać się tylko na tej informacji i na tym próbować budować dowody. Przemieszczenie całej skorupy ziemskiej spowodowało przesunięcie się bieguna w nowe miejsce, dzisiejsze. Spójrzmy na rysunek i zrozumiemy, że na Jukatanie musiało to spowodować przesunięcie się kierunków osi budowli na północny wschód, natomiast w Europie i północnej Afryce w stronę odwrotną na północny zachód.

Niestety u boku archeologa nie pracuje zawodowy geodeta, bo archeolog nie widzi potrzeby angażowania go do badań. Stąd „dziwne” przypuszczenia i jeszcze dziwniejsze teorie. Powinno się przeprowadzić dokładne wyliczenia dla każdego kompleksu i porównać to ze współrzędnymi obecnego bieguna. Przyjęcie założenia o zaistnieniu w przeszłości uskoków skorupy ziemskiej pozwoliło by także na umiejscowienie w czasie budowy tych kompleksów. Dlaczego się tego nie robi? Prawdopodobnie w celu uniknięcia szoku i jego następstw wśród rzeszy naukowców, gdyby się okazało, że datowane przez nich miasta powstały w zupełnie innych czasach.

Podobne badania winno się przeprowadzić z linią brzegową jeziora Titicaca i sprawdzić, czy zmiana położenia lustra wody nie została spowodowana przez ten sam kataklizm. Poza tym należało by użyć sieci geodezyjnych satelitów do zeskanowania współrzędnych biegunowych punktów skorupy Ziemi. Punkt w środku kwadratu o wymiarach metr na metr lub większy, winien zawierać trzy wymiary – kąt położenia względem równika, kąt odchylenia od południka zerowego oraz bezwzględną odległość od środka Ziemi. Utworzyło by to trójwymiarowy globus ziemski bez jego wód. Wprowadzenie do programu równania powierzchni wody z uwzględnieniem powierzchni geoidy i oznaczenie na niebiesko jej punktów ukazało by obraz Ziemi w każdym położeniu biegunów zaś symulacja ruchu wody przy zmianach położenia biegunów mogła by pokazać wielkość i zasięg powstałego przy tym tsunami. Proste, prawdaż? Wtedy, przy symulacji „wielkiego uskoku…” okazałoby się dlaczego wysoko w górach odnaleziono szczątki wieloryba, a nie mówić, że dawno, dawno temu było tam morze. Wtedy też można by sprawdzić czy Piri Reiss i jemu podobni mieli rację.

W ten sposób można by udowodnić istnienie nie tylko Atlantydy, ale i lądów na Pacyfiku czy oceanie Indyjskim. Można by także uwiarygodnić istnienie zaginionych miast, które dziś leżą zapomniane pod powierzchnią wody, a także dziwnych śladów prowadzących wprost do morza czy oceanu. Ta sama symulacja winna wyjaśnić klimat w ówczesnym Egipcie, na półwyspie Arabskim, w dorzeczu Eufratu i Tygrysu, że tylko o nich wspomnieć. Za pomocą tej samej symulacji można sprawdzić, co stało się z punktem wschodu słońca podczas równonocy w Egipcie. Moją hipotezą jest ta, że znak podwójnego lwa z symbolem wschodu słońca w Egipcie (dwie pumy w Ameryce środkowej) mówią o tym, że „dom” Słońca, w wyniku „wielkiego uskoku…”, dwukrotnie, raz po razie znajdował się w znaku lwa.

Wspomnieć też trzeba o badaniach warstw lawy wypływającej z grzbietu atlantyckiego i odkryciu, że w zastygłych pokładach zachował się układ linii ówczesnego pola magnetycznego. To być może pozwoli na określenie położenia biegunów w dawnych czasach. Uporczywie wraca tu myśl, że w dzisiejszych czasach badania archeologiczne nie mogą obejść się bez współpracy z innymi dyscyplinami, a przede wszystkim z geodezją, geologią, astronomią i podobnymi. I jeszcze jedna myśl. Dlaczego starożytni budowniczowie tak ogromną wagę przywiązywali do budowania w kierunkach kardynalnych, przede wszystkim północ-południe? Czy znali wielki wpływ pola magnetycznego Ziemi na ludzi? Czy kontynuacją tej myśli są dzisiejsi radiesteci?

Jak to wygląda w praktyce ?

 

 

tikal
Tikal

Wykonałem kilka rysunków, które ilustrują wspomniane wyżej odchylenia budowli, czy całych kompleksów od kierunku północy. Na pierwszy ogień wziąłem kompleks Tikal w Ameryce Środkowej. Na jego przykładzie chcę pokazać na jakie trudności można napotkać w określaniu odchylenia. Na szkicu widać dwa, wykreślone linią przerywaną, kierunki. Jeden pokrywa się z dzisiejszą północą, drugi zaś przebiega na wschód od niej. Który z nich jest właściwy? Nie wiem. Aby to stwierdzić należy wziąć pod uwagę, które budowle powstały najwcześniej, co miało wytyczać ten a nie inny kierunek, przez jakie budowle on przebiega, czy są podstawy do przyjęcia takiego założenia itd.

Takich kierunków w samym Tikal można wytyczyć kilka, jeśli nie kilkanaście. Gdy weźmiemy pod uwagę grubszy, czerwony kierunek, stwierdzimy, że pokrywa się z dzisiejszym kierunkiem północy. Druga, cieńsza linia wskazuje już inny kierunek. Ponadto nie wiemy, co miało wyznaczać ten kierunek. Czy w budowanych piramidach o podstawie kwadratu kierunek północy wytyczały boki, czy też przekątne piramidy? I na koniec, czy jesteśmy pewni, że archeolog wykonujący szkic dokładnie wyznaczył kierunek północy na planie wykopalisk? Już widzę ich obrażone miny. Panowie archeolodzy, kierunku północy nie powinno się wyznaczać na podstawie wskazania kompasu. Dlaczego? Choćby z kilku powodów.

teotihuacan
Teotihuacan

Kompas nie zawsze trzyma się idealnie prostopadle do ziemi i nie ma pewności czy w pobliżu, np. pod ziemią nie zalegają rudy żelaza, czy nie ma jakiegoś „składu złomu”, czy w pobliżu nie przebiega naziemna lub podziemna trakcja elektryczna itd. Dokładność wyznaczenia kierunku północy zapewnia tylko użycie giroskopu. To jest jedna z przesłanek, aby przy prowadzeniu wykopalisk był obecny zawodowy geodeta i jemu w zasadzie powinno się powierzać wykonywanie dokładnych map badanego miejsca.

Kompleks Teotihuacan w Meksyku jest uważany za najstarszy na tym kontynencie. Miejsce „narodzin bogów” lub „miejsce gdzie staje się bogiem”. Tutaj kierunek zdaje się narzucać szeroka aleja nazwana, nie wiedzieć czemu, aleją zmarłych. Jest odchylona od kierunku dzisiejszej północy o około 18° w kierunku wschodnim. Powstanie Teotihuacan nauka umieszcza pomiędzy 100 a 600 rokiem naszej ery. Prawie 1000 lat później hiszpańscy konkwistadorzy zastają już tylko zapomnianą i zasypaną ziemią ruinę?

palenques
Palenque

Czy to jest właściwa data powstania tego kompleksu? Obawiam się, że nie. Przekazy starożytne mówią, że Teotihuacan zbudowały olbrzymy w epoce drugiego „Słońca”. Nie wiadomo co kryją największe piramidy. Świątynia Quetzalcoatla została odkopana spod grubej warstwy ziemi. Naukowcy przypuszczają, że piramidy Słońca i Księżyca kryją w sobie trzy lub cztery mniejsze piramidy usypywane każda na poprzedniej. Ponadto istniejący kompleks odkopano z pod warstwy ziemi, co wytłumaczono tym, że cały naród zasypał swoje budowle, by nie dostały się w inne ręce. Pomyślmy logicznie – Teotihuacan opuszczono z powodu głodu, ale ten głodny, wycieńczony naród zdołał jeszcze własnymi rękami zasypać tyle hektarów. Niewinny żarcik? Teotihuacan świadczy bez wątpienia o jednym. Wiele pokoleń kontynuowało tu swe życie. Dlaczego więc w ciągu zaledwie niecałego tysiąclecia miasto popadło w ruinę? Stara śpiewka – zaraza, głód, wybuch pobliskiego wulkanu, pożar i wojny religijne. Ja sądzę, że przyczyny należy szukać w tych 18 stopniach. „Droga śmierci” powinna dokładnie wskazywać kierunek północy, ale poprzedniego bieguna. Wyludnienia zaś dokonało megatsunami, które przetoczyło się przez Jukatan około 12,5 tysiąca lat temu. Fala wysokości kilku kilometrów zatopiła cały Jukatan. Miasto zostało pokryte warstwą ziemi niesioną przez wodę i popadło w ruinę, bo nie było już komu go odbudować.

Zapewne podobny los musiał spotkać także Palenque. Główna oś całego kompleksu też jest odchylona w kierunku wschodnim. Tu wyludnienie też tłumaczy się tym samym, pominąwszy tylko wulkan, bo takiego nie ma w całej okolicy. Dziwna rzecz. Miasta w rozkwicie, doskonałe warunki komunikacji (jak wiemy zdjęcia satelitarne pokazały niebywałą sieć szerokich na 12 m dróg na całym Jukatanie) i nagle trach! ludzie wynoszą się gdzie indziej (gdzie – nie mówi się). Nie można nawet wskazać miejsca, gdzie te uciekające populacje założyły nowe miasta. W około nędzne chaty, tak jakby z opuszczeniem starych miast wszyscy nagle zapomnieli jak się buduje. Czy to jest wiarygodne wytłumaczenie? Na pewno nie. Brak nowych miejsc osiedlenia się wskazywać może na jedno. Ta cała populacja zginęła nagle. Jak? Pisałem wyżej.

tiahuanaco
Tiahuanaco

Z Ameryki Południowej – przykład Tiahuanaco. Jest uważane przez niektórych za najstarsze miasto świata. Główny kompleks Kalasasaya, piramida ziemna Apacana i Puma Punku – każde inaczej skierowane w stosunku do głównych kierunków geograficznych. Jeśli za podstawę przyjąć kompleks główny (to ten w którym znajduje się słynna Brama Słońca), to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeśli za punkt wyjścia przyjmiemy ukierunkowanie Apacany sytuacja się komplikuje i hipoteza zaczyna się chwiać. Ale to nie jest rzetelne podejście, tylko nagięcie faktu do teorii. Możliwe tłumaczenie to takie, że Tiahuanaco być może budowano w kilku etapach, o których nie mamy pojęcia. Koronnych dowodów należałoby szukać gdzie indziej, w pobliskim jeziorze Titicaca. Odnaleziono tu poprzednią linię brzegową nachyloną w stosunku do dzisiejszej. Gdyby jezioro wysychało w niezmiennych warunkach, to stara linia brzegowa byłaby równoległa do dzisiejszego lustra wody, a nie jest.

ozyrejons sakkara

Abydos – Ozyrejon

Sakkara

Wykonajmy teraz skok do Afryki. Jeśli obejrzane pierwsze rysunki w miarę dokładnie oddają treść teorii, to zgodnie z nią kierunki najstarszych budowli Egiptu winny przebiegać w lewo od kierunku dzisiejszej północy, a więc w kierunku zachodnim. Moje przykłady (Ozyrejon i Sakkara) się zgadzają. W Abydos znajduje się Ozyrejon oraz świątynia Setiego II. Oś długa obydwu, przed wielkim uskokiem, skierowana była na wschód Słońca w dniu równonocy. Dlaczego? Budowano tak, by wschodzące Słońce oświetlało główne wejście do świątyni. Coś w rodzaju „wejścia boga”. Takie rozumowanie narzuca kierunek północy dla jednego z boków świątyni. I tak jest przedstawione na szkicu. Inaczej rzecz się ma z piramidami. W artykule o Orionie i piramidach, założyłem, że piramidy były skierowane na północ swoimi przekątnymi i to w Sakkara z grubsza by się zgadzało.

Czy zastanowiło już kiedyś kogoś, dlaczego kromlech Stonehenge jest tak dziwnie ukierunkowany? Dlaczego nie według stron świata? Wały wytyczające „aleję” wejściową kierują się gdzieś w stronę północnego wschodu, czyli astronomicznie „nigdzie”. Z tego kierunku nigdy nie wschodzi Słońce ani jakaś „znacząca” gwiazda. Sytuacja byłaby rozwiązana, gdyby ten kierunek wskazywał punkt, gdzie wschodzi Słońce w dniu równonocy. Tak, tylko wtedy kierunek północy musiałby wskazywać na okolice Akpatok – miejsce bieguna północnego sprzed 12,5 tysiąca lat.

Moim celem nie było, ani nie jest zdruzgotanie obowiązującej teorii. Moim celem było pokazanie, że „coś w tym jest” i jeżeli moja interpretacja jest do przyjęcia, to mnie cieszy. Jest jakiś punkt zaczepienia dla własnych przemyśleń.

Co wyszło z obliczeń ?

 

 

Dla ciekawych, chcących sprawdzić te obliczenia, dodałem rysunek, na którym oparłem się w swoich wyliczankach. Siłą rzeczy nie są to obliczenia dokładne i to z kilku powodów: 

obliczenia

•  nie znam dokładnych współrzędnych bieguna w okolicy wyspy Akpatok,
•  współrzędne miejsc brałem z atlasu geograficznego i nie wszystkie zdołałem odczytać (brak miejscowości, mapka złożona z dwóch oddzielnych stron itp.),
•  znalazłem różne wyznaczenie kierunku północy na szkicu miejscowości (z tym spotkałem się na szkicach Monte Alban),
•  brak pewności, czy określony kierunek, jest tożsamy z tym, który zakładali budowniczy.

To tylko kilka przyczyn, dla których nie mogę mieć pewności co do prawidłowości swoich obliczeń. Poniżej, w tabelce, zestawiłem wyniki. Wnioski nie są budujące. Przykładowo, wyliczenia dla Gizy, stawiają pod znakiem zapytania moją hipotezę na temat piramid i Sfinksa.

Zakładając jednak, że „wielki uskok…” miał miejsce, rodzi się pytanie następne. Czy ten, o którym mówimy, był jedynym i ostatnim, czy przedtem było ich więcej? Czy takich epok lodowcowych kończących się z „wielkim hukiem” było na Ziemi kilka? Czy każda kończyła się „wielkim uskokiem…”? Teoretycznie możemy to przyjąć. Przecież potop, według Sumerów, po którym królestwo ponownie zstąpiło z nieba miał miejsce, według moich obliczeń około 37 tys. lat temu. I jeszcze jedno. Czy zaistnienie „wielkiego uskoku…” jest uzależnione tylko od masy zgromadzonego lodu?

Można też postawić pytanie – piramidy zbudowano przed potopem, ale przed którym? Jak widać stąpam po dość grząskim gruncie. Historia ludzkości opisywana przez starożytnych tego rejonu świata sięga kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy lat wstecz. Co przez ten okres czasu przechodziła nasza Ziemia, a dokładniej jej powierzchnia? Ile wydarzeń z tego okresu zostało zapisanych lub przetrwało w ustnych przekazach? Nie był to zapewne okres sielskiego spokoju, skoro kilka odrębnych cywilizacji mówi o kilku narodzinach ludzkości i to zwykle po wielkich kataklizmach.

W tabelce przedstawiłem dane, jakie uwzględniłem w swoich obliczeniach.

NAZWA MIEJSCA Szerokość [B] Długość [L] Kąt zmierzony Kąt obliczony
      Akpatok
      Tula
      Teotihuacan
      Villahermosa
      Monte Alban
      Uxmal
      Palenque
      Tikal
      Tiahuanaco
      Machu Picchu
      Giza
      Abydos
    Sakkara
      60,00° N
      20,27° N
      19,47° N
      18,00° N
      16,27° N
      20,27° N
      19,75° N
      17,05° N
      26,93° S
      27,14° S
      29,98° N
      ?
    ?
      70,00° W
      99,57° W
      94,88° W
      92,94° W
      96,94° W
      87,79° W
      90,86° W
      87,47° W
      67,50° W
      72,82° W
      31,32° E
      ?
    ?
      ?
      18°
      ?
      ?
      ?
      15°
      ?
      1,5°
      1,5°
      20°
      24,5°
      19°
      11°
      23°
      16°
      19°
      15,5°
      24°

Jak widać, zawodowy geodeta mnie i moje obliczenia umieściłby w wiadomym miejscu. Zastrzegłem jednak na początku, że obliczenia te są bardzo orientacyjne. Jedno co z nich wynika, to tylko to, że zgadzają się w ogólnych zarysach. „Wielki uskok…” mógł być przyczyną przesunięć tych kardynalnych kierunków.

Zielony promień Słońca

 

 

Dzisiejsza nauka twierdzi, że budowanie świątyń na szczytach piramid, zigguratów, czy innych wzgórz, miało służyć temu, by być bliżej Boga. Można spytać – którego? Dlaczego nie ma świątyń rytych w ziemi, by być bliżej Pana Podziemi? Dlaczego nie ma świątyń podwodnych, by być bliżej Króla Oceanów? Gdzie budować świątynie dla czcicieli boga wiatru? Jak powinna wyglądać świątynia Boga ognia? Coś tu chyba jest nie w porządku. A jeśli to, co dziś uczeni nazywają świątyniami, wcale nimi nie było? Czy te świątynie nie miały innego, bardziej określonego celu?

absyda
Tradycja czy wiedza ?

Umieszczanie budowli na szczytach miało niewątpliwie jedną zaletę. Obserwacja wschodu Słońca była niczym nie zakłócana. Czy istnieje coś takiego jak „zielone promieniowanie”? O nim to pisali Egipcjanie opisując zmartwychwstanie Ozyrysa twierdzili, że to właśnie zielone promieniowanie przywróciło go do życia. O promieniowaniu zielonym mówią też radiesteci opisujący energetyczne działanie piramidy jako kształtu. Ogólnie jest promieniowaniem dobrym, leczącym. Istnieje też „zielony promień Słońca”. Pierwsi zaobserwowali go marynarze podczas zachodu słońca. Trwa krótko, około sekundy. Jeśli teraz połączymy – wzgórze, wschód słońca oraz jego zachód, kapłana witającego wschód lub żegnającego modlitwą zachodzące słońce, czy to jest tylko tradycja, czy może coś więcej?

Kościoły chrześcijańskie absydę mają skierowaną w kierunku wschodu. Kształt absydy jest półkolisty lub wielokątny, ale zawsze oparty na okręgu. W niej znajdował się i znajduje ołtarz główny. Wiadomo też, że kształt i ukierunkowanie zostało przejęte od starożytnych. Czy nie mamy tu do czynienia z działaniem kształtu, mającym na celu skupić w rejonie ołtarza energię zielonego promieniowania wschodzącego Słońca?

Przeciwieństwem promieniowania zielonego jest promieniowanie czarne, złe. Nazywane jest też promieniowaniem Ziemi (tellurycznym). Radiesteci w kształcie piramidy umieszczają go od podstawy do 1/3 jej wysokości. Tu mam inne skojarzenie. Wśród budowli „Inkaskiego kręgu” w Cusco, Machu Picchu i Pisaq spotkać można tzw. świątynie Słońca, które swym półokrągłym murem otaczają olbrzymie bloki kamienia. Z promieniowania ziemi czerpali swą siłę giganci. Jednym z nich był Anteusz, którego zabił Herakles, ale dopiero wtedy, gdy oderwał go od ziemi i udusił w powietrzu. Czy kontynent praAmeryki nie był siedzibą „złych Bogów”? To przecież z niej uszedł bóg Quetzalcoatl zmuszony do tego przez demona Tezcatlipocę. To właśnie tam, a nigdzie indziej w historycznych czasach zapanował kult krwi i rytualnych masowych morderstw. Największa wojna starożytności też przyszła z zachodniego kraju, z Atlantydy. Może to tylko przypadek.

Po co przekazano nam wiedzę astronomiczną ?

Wszyscy bez wyjątku uczeni są zachwyceni ogromną wiedzą astronomiczną starożytnych. Chaldejczycy, Sumerowie, Egipcjanie, Majowie – wszyscy zadziwiają wiedzą astronomiczną dorównującą naszej dzisiejszej. Większość skłania się do stwierdzenia, że osiągnięcie takiego poziomu jest nie do przyjęcia, choćby z powodu nie odnalezienia przyrządów astronomicznych, a jeśli takowe znaleziono, to były nader prymitywne i do uzyskania takiej wiedzy potrzeba by było dziesiątków tysięcy lat obserwacji.

Faktem jest, że starożytni znali gwiazdozbiory Zodiaku, znali ruchy planet, mieli swoje „obserwatoria”. Nauka twierdzi, że astronomia służyła starożytnym do wyznaczania pór roku, do ustalania czasu siewów i zbiorów, do tego, by przebiegli kapłani wykorzystywali zaćmienia Słońca do swych niecnych celów i utrwalania władzy. Czy rolnikowi potrzebny jest kalendarz by na czas zasiać czy zebrać? Wydaje się, że nie. Zarówno wtedy jak i dzisiaj potrzebny jest tylko po to, by nie spóźnić się z zapłaceniem daniny największemu złodziejowi jakim jest państwo. Nonszalancka nauka od lat twierdzi, że nasi praprzodkowie byli kupą durniów i żeby nie astronomiczna wiedza kapłanów siali by zimą, a zbierali jeszcze nie dojrzałe i tylko wiedza astronomiczna pozwalała utrzymać porządek w przyrodzie. Jest to ewidentna bzdura, ale żaden historyk nie przyjmuje tego do wiadomości.

Zgadzam się z twierdzeniem, że tak wysoki poziom zapewniło by tylko bardzo długie prowadzenie obserwacji, ale nie można ustalić czy była ona w ogóle prowadzona. Majowie nie mieli dogodnej pogody do obserwacji. Egipcjanie, Sumerowie i Chaldejczycy nie mieli przyrządów. Skąd więc u Majów tak dokładne tabele zaćmień? Po co Majom obserwatoria z otworami do obserwacji tylko określonych gwiazd? Skąd u Sumerów taka dokładna znajomość wszystkich planet? Dlaczego Egipcjanie mieli obsesję na punkcie Syriusza czy Oriona? Religia? Tym słowem zatyka się wszystkie dziury dzisiejszej niewiedzy.

Stwierdzenie, że tak dokładnych obserwacji nie mógł poczynić prymitywny człowiek musi doprowadzić do innej konkluzji – wiedzę taką otrzymali od Bogów, lecz takie słowa nie przejdą przez usta żadnemu wyznawcy Darwina. Należy jednak przypuszczać, że tak wielka wiedza astronomiczna została starożytnym przekazana. Czy dawców nazwiemy Bogami, czy też wyższą cywilizacją nie ma znaczenia. Zasadniczym pytaniem winno być – dlaczego wiedza ta została przekazana. Po co prymitywnym ludziom zostawiono tak skomplikowaną naukę? Po co kazano cały czas obserwować niebo? Odpowiedź może być tylko jedna – kolejny wielki kataklizm, kolejny „wielki uskok skorupy ziemskiej”. Ostrzeżenie i data zapisana w niezniszczalnym i poza zasięgiem ludzi miejscu – na niebie, by móc się przygotować. Starożytnym przekazano wiadomość – jeśli określone gwiazdy i planety zaczną ustawiać się w takim, a nie innym położeniu, będzie to zapowiedziany termin początku końca. Po to zapewne obserwatoria z otworami do obserwacji tylko konkretnych miejsc nieba. Po to zapewne rozsiane po całym świecie megalityczne kromlechy zbudowane nie wiadomo przez kogo i po co. Być może dlatego kolejni faraonowie wstępujący na tron w starożytnym Egipcie składali przysięgę iż w żadnym wypadku nie zmienią kalendarza, gdyż zmieniło by to obliczenia twórców kalendarza.

Całą tę wiedzę starożytnych dzisiejsza nauka przezwała astrologią i zdegradowała ją do roli wróżb, przepowiedni, mitów i bajek. Nikt nie pokusił się nawet o sprawdzenie dlaczego budowle, zwane obserwatoriami, są skierowane w takim a nie innym kierunku, dlaczego w kamiennych kręgach wyróżniono tylko niektóre kamienie. Na jakie gwiazdozbiory są skierowane, a są to zapewne jasne gwiazdy i nie trzeba ich szukać po całym niebie. Niektóre leżą w ekliptyce i są uwzględniane przez każdą cywilizację, choć są inaczej nazywane i co ważne, są widoczne z każdego miejsca na Ziemi. Mając takie założenie należało by jeszcze raz zbadać wszystko co wiąże się z astronomią starożytnych i sprawdzić czy nie mówią o słynnej już dacie 23 grudnia 2012 roku. Dla ludzi to bardzo ważne o ile nie najważniejsze.

ollinstone
Naui Ollin i Stonehenge

Tajemniczy kromlech w Stonehenge. Nie wiemy o nim nic. Kiedy go zbudowano, kto go zbudował, a przede wszystkim po co został zbudowany. Zastosowany budulec wskazuje, że budowla ta musiała mieć kapitalne znaczenie. Podobnych, choć nie tak wspaniałych, kręgów kamiennych jest dużo i są rozrzucone po wszystkich kontynentach. Ile jest niezidentyfikowanych, a ile zniszczonych nie wiadomo. Ktoś, kto stawiał te megalityczne budowle musiał mieć jakiś cel i ten cel nie mógł być błahy. Czy „Ktoś” w przeszłości wiedział, że Ziemi co pewien czas zagraża totalna katastrofa i w ten sposób przekazał termin nastepnej? Czy ten „Ktoś” przewidywał, że kiedyś w przyszłości ludzie będą w stanie to zrozumieć i posiadając odpowiednią technikę poczynią odpowiednie kroki? Sądzę, że tak. Nie przewidział jedynie ich braku wiary w to, co starali się przekazać.

To co przedstawiłem na szkicu to resztki kamiennego kręgu, naruszonego prawdopodobnie przez jakieś trzęsienie Ziemi w dalekiej przeszłości. Pewne jednak ocalałe fragmenty są zastanawiające. Punkty A, C i E, jako jedyne, są „wyróżnione” obwałowaniem z ziemi, Kamienie D i F leżą na kręgu złożonym tylko z tzw. jam Aubreya. Linia łącząca obserwatora z punktami A i B, najbardziej chyba wyróżniona, wskazuje kierunek na północne niebo, gdzie na pewno nie odnajdziemy żadnej planety. Linie prowadzone przez wyróżnione punkty kreślą wyraźną symetrię. Czy na ich przedłużeniu w dniu 23 grudnia 2012 roku ukażą się określone gwiazdy lub planety? Jakie to gwiazdy i jakie planety? W jakim czasie należy dokonać obserwacji? Czy chodzi o heliakalny wschód Wenus? Czy to będzie nasz ostatni wschód Słońca? Czy Gaja ukarze nas za ignorancję?

Może będzie tak – współczesny, ciepło ubrany druid tuż po północy 22 grudnia 2012 roku zajmie miejsce w środku kręgu. Jako inteligentny i wykształcony darwinista, ot na wszelki wypadek, na kamieniu ofiarnym złoży dary dla Bogów. Trzy godziny przed wschodem Słońca, w dołach „E” i „C” poleci swym pomocnikom rozpalić ogniska. Około 6.00 Wega zacznie nasuwać się nad Heel Stone (kamień „A”), Spica nad ognisko „E”, a Alamak (gamma Andromedy) nad „C”. Jowisz pomału będzie chylił się ku zachodowi. O 6.23 nad kamieniem „F” rozbłyśnie Wenus zapowiadając wschód Słońca, a jednocześnie Jowisz zniknie nad kamieniem „D”. Po głowie zaczną przelatywać budzące grozę myśli. Mieli rację czy nie?

Znak Majów, Ollin umieściłem jedynie dlatego, że on sam wykazuje też pewnego rodzaju symetrię. Czy ta symetria wskazuje na jakiś związek? Nie wiem. Może… Środek znaku przypomina oko. Miejsce obserwatora? Przyjmując założenie, że większość lub wszystkie kamienne kręgi przekazują nam ostrzeżenie z przeszłości, należałoby jeszcze raz je zbadać i wyciągnąć wnioski. Ja zaś czekam na wiadomość od astronoma bez uprzedzeń. Być może pobłądziłem, ale dla mnie będzie to bardzo miłe rozczarowanie.

stonehenge

Zakładając jednak, że „wielki uskok…” miał miejsce, to spójrzmy na Stonehenge trochę inaczej. Tak monumentalnych obiektów nie budowano tylko po to, by zwykły chłop miał uświadamiać sobie pory siewów czy zbiorów. To są zwykłe bajki obliczone na nieświadomość zwykłych czytelników, a także jako zasłona dymna dla bezsilności uczonego rozumu. Projekt i wykonanie Stonehenge służyło zapewne komuś innemu. To nie była budowla dla zwykłych ludzi i zapewne przez ludzi nie zbudowana. Zwykli ludzie budowali proste chaty nie przejmując sie zbytnio kardynalnymi kierunkami geograficznymi. Jeśli Stonehenge było czymś w rodzaju kamiennego obserwatorium astronomicznego, to musiano przy jego budowie uwzględnić kierunki geograficzne, a najważniejszym zarówno dla nas jak i budowniczych Stonehenge był kierunek północy, a właściwie punkt wschodu Słońca w dniu równonocy. Jeśli tak, to „wejście” do kromlechu winno wskazywać ten właśnie kierunek. Na jaki zatem kierunek północy wskazuje takie ustawienie kręgu? Z pobieżnych wyliczeń wynika, że wskazuje kierunek na Akpatok, na biegun północny sprzed 12,5 tysiąca lat.

Czy możemy spać spokojnie?

Cokolwiek bym napisał może zabrzmieć nieszczerze. Co piszą na ten temat inni? Piszą bardzo ciekawie:

Bogusław Jeff Leng – Ujmując to brutalnie – Orion i Gemini są już prawie na swoich miejscach; 187-letni okres aktywności Słońca jest niemal w szczycie; Wenus z kolei zmierza nieubłaganie ku swojej pozycji, identycznej, jaką miała w tym układzie w roku 9792 pne. Precyzyjne obliczenia orbity Wenus przez tamtych astronomów wykazały, że zajmie tę pozycję (w wyniku korekty ery Lwa, po okresie 11 804 lat od dnia 27 lipca 9792 roku pne) dokładnie 22-23 grudnia 2012 roku. Koniec kalendarza, rok Apokalipsy.
Dlatego liczba ta była u Majów święta. Tak im to nakazali ich przodkowie, kimkolwiek byli. Jak twierdzą nasi badacze, to właśnie zapisała nam tamta cywilizacja tysiące lat temu. Piramidy w Gizie krzyczą o ruchach Oriona – obserwujcie Oriona, on niesie zagładę! Faktem jest, że w 2012 roku ustawienie piramid względem Oriona będzie identyczne jak w roku 9792 pne, co potwierdzają współczesne symulacje komputerowe. Piramidy powstały podobno po tamtym kataklizmie, około roku 9400 pne, ale ustawiono je z taką precyzją, żeby przekazały ostrzeżenie potomnym. Jeszcze wcześniej powstał Sfinks, w hołdzie dla ery Lwa, pierwszej ery nowego świata.

Czy po wydarzeniach z 26 grudnia 2004 r. w rejonie oceanu Indyjskiego jesteśmy już w stanie sobie uzmysłowić, czym każdej ziemskiej istocie grozi „wielki uskok…”? Matka-Ziemia pokazała to w mikroskopijnej skali. Czy nie widać, jakie trudności ma społeczność całego świata z ratowaniem pozostałych przy życiu „tylko” kilku milionów ludzi? Jeśli taki kataklizm dotknie całego świata, to kto wystąpi w roli ratujących? Czy teraz można zrozumieć, dlaczego pomiędzy 12,5 a 5 tysiącami lat pne., historia naszej cywilizacji nie istnieje?.

Co jeszcze dodać?

Kronika z Akakor zawiera tajemnice wybranych plemion […] Opisuje rozwój i upadek wybranego przez Bogów ludu aż do końca świata, kiedy to Bogowie powrócą po trzeciej wielkiej katastrofie, która zniszczy ludzi […] Tak jest napisane. Tak powiadają kapłani. Tak jest zapisane w dobrym języku, wyraźnym pismem.

Rozumiem, że to spora dawka adrenaliny, ale czy data „23 grudnia 2012 r.” jest datą wiążącą i prawdziwą? Może tak i może nie. Moim zamiarem nie było zasianie niepokoju, a tylko pokazanie możliwości katastrofy, jaką może nam zgotować nasza Ziemia. Jest jasne, że tego rodzaju katastrofie nikt nie jest w stanie zapobiec i to musi dotrzeć do naszej świadomości. Jedynym rodzajem ratunku jest ucieczka w kosmos, a takiej możliwości jeszcze długo mieć nie będziemy i takiej możliwości nie miała chyba także cywilizacja Bogów, skoro ze starożytnych przekazów dowiadujemy się, że można było ocalić tylko nielicznych. Ale wróćmy do daty. Nikt ze zwykłych ludzi nie ma cienia szansy na sprawdzenie czy tę datę ustalono prawidłowo. Dlaczego tę datę tak chętnie powiązano z ponurą przepowiednią zupełnie innego ludu? Na jakiej podstawie? W jaki sposób ustalono jej korelację z naszym kalendarzem?

Przypuszczać należy, sądząc z techniki liczenia czasu, że kalendarz Ameryki Środkowej określał czas ważnych wydarzeń od początku jakiejś epoki, jakiegoś punktu zerowego, który definitywnie kończył jedną erę i rozpoczął następną. Dziś za taki zerowy punkt uznano jakieś wydarzenie sprzed ponad 8 tysięcy lat temu i był to ponoć heliakalny wschód Wenus. Ja zaś jestem przekonany, że taką datą zerową musiał być kataklizm, który zniszczył całą poprzednią cywilizację i to nie tylko w Ameryce. Jedyny taki kataklizm, który także nieśmiało dopuszcza w tej chwili nauka, mógł się zdarzyć około 12,5 tysiąca lat temu. Jeśli tak, to prawdopodobnie słynna data „23 grudnia 2012 r.” dotyczy wydarzenia, które już się wydarzyło i to dość dawno.

Śpijmy więc spokojnie pamiętając jednak, że nasz spokój niczego w sumie nie zmienia.

52 lata

Strach w 52-letnim cyklu

A imiona ich to „wielu” i „świder ognisty”.

O czym pisze Erich von Daeniken
4a8c

Kalendarz Majów dostarczył nauce nie lada sensacji. Stwierdzono, że istniały równolegle dwa kalendarze tzolkin i haab. Tzolkin to rok boski liczący 260 dni (20 miesięcy po 13 dni), natomiast haab traktowano jako kalendarz „roboczy” liczący 18 miesięcy po 20 dni, na którego końcu dokładano 5 dni uznawanych za „feralne” otrzymując w sumie 365 dni. Oba kończyły jednocześnie każdy 52-letni, niezrozumiały cykl zamykający się datą 4-Ahau 8-Cumhu.

Erich von Daeniken w swojej książce „Dzień, w którym przybyli Bogowie” opisuje swoją korespondencję z dr. Kisslingiem. Pozwolę sobie zacytować obszerny fragment jego książki.

Tzolkin i haab składają się na „calendar-round”, liczący 18980 dni albo 52 lata. Koło tzolkin obejmujące 260 dni jest mniejsze od koła haab, mającego 365 sektorów na 365 dni. W ciągu 52 lat koło haab obraca się tylko 52 razy, gdy tymczasem koło tzolkin musi wykonać 73 obroty, żeby nie wypaść z gry. Ale w ciągu 52 lat każdemu z kół udaje się jakoś wypełnić plan:

52 × 365 = 18980 dni      73 × 260 = 18980 dni

Tzolkin był kalendarzem świętym, boskim, bez jakiejkolwiek wartości praktycznej – 73 lata boskie odpowiadały 52 latom ziemskim. W okresie tych 52 lat, zgodnie z odczytanymi hieroglifami, na firmamencie dziesięć razy ukazywali się określeni bogowie o nader skomplikowanych imionach – co 52 lata obawiano się powrotu tych „strasznych istot”. Jeżeli w trakcie owych 52 lat (18980 dni) bogów było widać na firmamencie dziesięć razy, to logiczne jest, że w ciągu 5,2 roku (1898 dni) tylko raz.


Dr Kiessiing zadał sobie pytanie: Co pojawiało się więc co 5,2 roku (albo co 1898 dni) na niebie? Kometa? Statek kosmiczny? Boska planeta Wenus? Zaciekawiony badacz skrupulatnie sprawdził wszystkie dane orbit planet Układu Słonecznego i poczynił zadziwiające spostrzeżenie:

Nazwa planety obieg Słońca w dniach ziemskich obieg Słońca w latach ziemskich
   Merkury 88 0,24
   Wenus 225 0,62
   Ziemia 365 1,00
   Mars 687 1,88
   Planeta X 1898 5,20
   Jowisz 4329 11,86

Jeśli spojrzymy na schemat Układu Słonecznego, od razu rzuci nam się w oczy wielka luka między Marsem a Jowiszem. Porusza się tam dokoła Słońca zgodnie z prawami Keplera olbrzymia, widoczna tylko przez teleskop gromada niewielkich ciał niebieskich zwanych planetoidami. Jeżeli założymy, że planetoidy te są szczątkami jakiejś planety, to będzie można obliczyć, że planeta owa, w czasie kiedy stanowiła całość, wykonywała jeden obrót wokół Słońca w ciągu 1898 dni, czyli dokładnie 5,2 roku ziemskiego!


Z tego punktu widzenia kombinacja kalendarza tzolkin i haab byłaby nieprzypadkowa – określałaby dokładny okres obiegu Planety X wokół Słońca. Określałaby zarazem nie tylko to – 1898 dni razy 10, równa się 18980 dni (52 lata), a co 52 lata Planeta X znajdowała się najbliżej naszej planety. Tego właśnie dnia dzieci Ziemi obawiały się przybycia bogów i dlatego przed upływem cyklu kalendarzowego narastało wśród Majów takie napięcie.


Z tego powodu co każde 52 lata ze strachem i ze szczególną uwagą obserwowano niebo – oczekiwano pojawienia się boga Kukulcana albo Quetzalcoatla. Zbieganie się dat boskiego kalendarza tzolkin i ziemskiego haab w 18980 dniu zwiastowało niebezpieczeństwo. Istoty pozaziemskie i Ziemianie przygotowywali się do spotkania na najwyższym szczeblu.

Tu chyba pana Daenikena trochę poniosła fantazja. Sądzę, że wyciągnął zbyt daleko idące wnioski. Dlaczego? Wydaje się, że nie chodzi o spotkanie z Bogami, a raczej o spotkanie z czymś gorszym – z kosmiczną śmiercią. Ale po kolei.

Kłopoty z kalendarzem Majów

…a właściwie z kalendarzem całej Mezoameryki, gdyż jak twierdzą uczeni, kalendarza tego używały wszystkie ludy od Meksyku po Jukatan. Odkrycie go było wielką sensacją, która niebawem zamieniła się w wielki kłopot. Jak oni go używali?

Do dnia dzisiejszego zdania uczonych są podzielone. Bardzo mała, wręcz uznawana za skąpą ilość materiału spowodowana konkwistą ówczesnej Hiszpanii oraz szczególnym działaniem „naziemnego personelu” Najwyższego, zaowocowała zniszczeniem tubylczej „bazy danych” – spisanych dziejów liczących setki, jeśli nie tysiące lat. Materiały, na których opiera się dzisiejsza nauka, to kilka tzw. „kodeksów” oraz zapiski mnichów hiszpańskich, którzy opamiętawszy się po początkowym szale niszczenia raczyli zauważyć, że zniszczyli kulturę, która pod pewnymi względami, przewyższała nawet ich własną. Powód tej kulturowej restauracji był zapewne bardziej prozaiczny – mnisi chyba doszli do wniosku, że w orgii niszczenia mogli spalić też cenne informacje o miejscach bajecznych skarbów Indian, ale to tylko mój domysł.

Co można powiedzieć o tym kalendarzu? Jest tak skomplikowany, że do dziś nie ustalono jednolitego poglądu na sposób liczenia czasu. Jego interpretacja odbywa się na wałęsowskiej zasadzie: „jestem za, a nawet przeciw”. Nie ustalono ani początku, ani końca kalendarza, a co za tym idzie brak jest punktu zaczepienia z naszym dzisiejszym kalendarzem i naszą chronologią. Jeśli zaś nie można tego ustalić, to wprowadza się teorię zabobonu. Mówi się, że jest to „kalendarz bosko-astrologiczno-astronomiczny z elementami matematyki w systemie dwudziestkowym uwzględniającym cyfrę zero, służący do odmierzania czasu pozostałego do śmierci Matki-Ziemi ze wskazaniem terminów modlitw do Boga aktualnie dominującego na firmamencie”. Żarty, żartami, ale co tak naprawdę można o nim powiedzieć. Jest kalendarzem posiadającym trzy, a właściwie cztery elementy:

  • Liczbę dni, jaka upłynęła od jakiegoś określonego wydarzenia będącego początkiem kalendarza.
  • Kalendarz „boski” nazywanym przez twórców „tzolkin” lub „tonalpohualli”, co tłumaczy się jako „rachunek dni” lub „rachunek losu”. Składa się z 20 elementów podzielonych jeszcze na 13 składowych dających razem 260 jednostek nazwanych przez nas dniami. Nazwy „dni” to: Imix, Ik, Akbal, Kan, Chicchan, Cimi, Manik, Lamat, Muluc, Oc, Chuen, Eb, Ben, Ix, Men, Cib, Caban, Eznab, Cauac i Ahau. Nazwy przetłumaczone na język narodowy nie dają w zasadzie nic, a tylko gmatwają sprawę.
  • Kalendarz „ziemski” nazywany haab – 18 „miesięcy” po 20 „dni” dającym w rezultacie 360 dni, po upływie których dodawano 5 dni feralnych (nemontemi). Wyróżnia się tu w zasadzie dwa terminy: „tun” – liczący 360 dni oraz „haab” liczący 365 dni. Czy Majowie znali rok przestępny? Chyba tak. Mnich hiszpański, Sahagun, pisze: „… istniały określone lata, które posiadały 6 nemontemi.” co wskazywałoby na to, że Majom nieobce były niedoskonałości kalendarza. Nieznany jest także sposób kończenia roku. Czy po 360 dniach kalendarz zatrzymywał się na 5 dni, czy koła czasu obracały się przez całe 365 dni? Nazwy „miesięcy” to: Pop, Uo, Zip, Zotz, Tzec, Xul, Yaxkin, Mol, Chen, Yax, Zac, Ceh, Mac, Kankin, Muan, Pax, Kayab i Cumhu.
  • Kalendarz, o którym się prawie nie wspomina, nazywany „xiuhamatl” – księga lat. Składał się z 4 elementów podzielonych na 13 części, które w kombinacji (13 × 4) dawały liczbę 52.

Jak ich używano, do dziś toczą się spory. Najczęściej wspomina się o trzyczęściowym kalendarzu, składającym się z liczby dni, kalendarza tzolkin i kalendarza haab. Każdy cykl kalendarza (boskiego i ziemskiego współdziałających razem) trwał 52 lata. W tym okresie nie powtarzała się żadna kombinacja złożona z liczby i nazwy elementu „tzolkin” oraz liczby i nazwy elementu „haab”. Przykładowo data „12-Men 18-Mac” nie mogła się powtórzyć w jednym cyklu 52-letnim. Na potrzeby nauki stworzono dwa systemy liczenia dni: krótkie i długie liczenie. Daty w tych systemach wyglądają następująco:

krótkie – 4-Ahau 8-Cumhu, albo długie – 13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu.

Wprowadzony przykład kalendarza Majów z trzema obracającymi się kołami całkowicie, według mnie, zaciemnił sprawę. Nigdzie, w żadnym miejscu Mezoameryki, nie znaleziono czegoś takiego i raczej wprowadzono go dla udowodnienia „naukowości” tej teorii. Majowie czy Aztekowie nie obracali kółkami, a mozolnie dzień po dniu zapisywali daty i wydarzenia z nimi związane. Co więcej, z opisów (Naród Słońca, Dawni Meksykanie) wynika, że daty zapisywano w trzech księgach: rachunku dni „tonalpohualli”, rachunku lat „xiuhpohualli” i księdze lat „xiuhamatl”. Ponadto nauka jest zgodna co do tego, że istniejąca ówcześnie cywilizacja tego kalendarza nie stworzyła. Ten kalendarz został im dany. Z tego względu, sądzę, musiał być prosty w użyciu i zawierać tylko niezbędne elementy pozwalające ostrzegać przed niebezpieczeństwami z przyszłości. Sprawa wplątania w to Bogów była chyba sprawą wtórną i obliczoną na łatwiejsze „zapamiętanie” zdarzeń przez ludzi.

Nie spodziewaj się ode mnie gotowej recepty na kalendarz Majów. Gdybym ją znał, to zapewne i ty znałbyś mnie od dawna z imienia i nazwiska jako wielkiego odkrywcę. Niestety brak mi gruntownej wiedzy matematycznej i astronomicznej, a ta leży zapewne u podstaw kalendarza. Chcę tylko zwrócić uwagę na najważniejsze, moim zdaniem, elementy oraz postawić trochę kłopotliwych pytań.

Na początek dwie daty odczytane w ruinach Mezoameryki i trzy odpowiedzi:

Autor obliczeń (rok) / Data

13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu

0.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu

      Makemson (1946)

11 luty 3373 r. pne      

2 październik 8499 r. pne      

      Spinden (1930)

15 październik 3373 r. pne      

5 czerwiec 8498 r. pne      

      Thompson (1935)

13 sierpień 3113 r. pne      

2 kwiecień 8238 r. pne      

Jak na ilość lat, prócz „drobnych” rozbieżności, można przyjąć, że nauka jest zgodna. Nie spotkałem pełnego opisu zastosowanych metod, oprócz tego, że były skomplikowane, mozolne, praco i czasochłonne. Dość ścisły i naukowy opis metody, ale nie pozwalający na sprawdzenie prawidłowości obliczeń. Czy wynika z tego, że wspomniani badacze też pisali księgi dni i lat, lecz do tyłu? Ta sama nauka przekazała nam także, że „Majowie” określili długość roku z zadziwiającą precyzją – 365,2422 doby. Czemu więc nie wykorzystać tej informacji do określenia upływu lat? Zbyt prostackie i mało „naukowe”?

Zanim spróbuję coś policzyć trzeba jeszcze wspomnieć, że nauka określa zapis liczb Majów jako podobny do naszego dziesiętnego (wielkość liczby zależna jest od pozycji cyfry) ale nie jest zgodna co do mnożników, wykonam więc dwa rodzaje obliczeń dotyczące wieku początku kalendarza. Jako datę przyjmiemy – 19.19.19.19.19.12-Ahau.19-Cumhu – ostatniego dnia cyklu poprzedzającego początek kalendarza przy jednoczesnym założeniu, że rok ma 365 dni i nieuwzględnieniu lat przestępnych.

Liczba

Mnożnik logiczny

Wynik I

Mnożnik naukowy

Wynik II

19

20 × 20 × 20 × 20  

3 040 000   

baktun=144 000  

2 736 000   

19

20 × 20 × 20  

152 000   

katun=7 200  

136 800   

19

20 × 20  

7 600   

tun=360  

6 840   

19

20  

380   

unial=20  

380   

19

1  

19   

kin=1  

19   

12-Ahau

19-Cumhu

340   

340   

W obliczeniach nie uwzględniłem kalendarza Tzolkin, gdyż liczył on ilość dni w innym, „boskim” roku, a w zasadzie był chyba tylko potrzebny do utworzenia jednej niepowtarzalnej nazwy daty w cyklu 52 lat. Tak mi się przynajmniej wydaje. Policzmy zatem ilość dni i zamieńmy na lata trwające po 365,2422 dnia.

Ilość dni

3 200 339   

2 880 626   

Ilość lat

8762,24

7886,89

Wynik zbliżony, choć z rozrzutem szrapnela. Jedno co jest pewne – było to bardzo dawno temu. Pozostają dwa problemy: Który sposób oddaje właściwe obliczenie liczby dni, a co za tym idzie lat oraz jaką naszą datę należy przyjąć za „zerową”? Nadto nic nam nie wiadomo kiedy powstał ten kalendarz i jakie wydarzenie jest jego początkiem. Trudności z uzyskaniem materiału badawczego (czytaj – nie umieją odczytać hieroglifów, bo materiału badawczego jest ogromna ilość) nie posuwają sprawy naprzód.

Następne pytanie, bardziej już retoryczne. Dlaczego uczeni unikają objaśnienia istoty trzeciego kalendarza zwanego „ksiegą lat”? Po co używano by dwóch kalendarzy mających wspólną liczbę 52? Kalendarz (tzolkin i haab) był stworzony dla 52-letniego cyklu. Maiści twierdzą, że jedna data mogła się powtórzyć najwyżej dwa razy w cyklu jednego pokolenia Indian, a i to byłby przypadek, bo ci nie żyją zbyt długo, ale zastosowanie trzeciego kalendarza w systemie „bardzo długie liczenie” wykluczyło by powtórzenie się daty przez okres bez mała 2700 lat. W kalendarzu tym używano 4 „kwartałów” podzielonych na 13 części. Były to: Acatl (trzcina), Tecpatl (krzemień), Calli (dom) i Tochtli (królik). Czy spotkano już datę zapisaną w takim formacie?:

13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu 1-Acatl.

I kolejne: skąd uczeni posiadają pewność, że liczba dni poprzedzająca nazwę w 52-letnim cyklu składała się tylko z pięciu pozycji? Czy nie mogła składać się z sześciu? Chyba mogła. Majowie mogli równie łatwo jak my dopisywać liczby z przodu. Co to może oznaczać? Na przykład to, że data 19.19.19.19.19.19.12-Ahau.19-Cumhu oznaczała by wydarzenie z przed 175 227 lat! Tylko co wtedy mogło być wydarzeniem wyznaczającym „start” kalendarza?

Czy przypadkiem sami naukowcy nie skomplikowali sprawy, by dodać sobie powagi? Pomyśl logicznie: skoro pierwsza część daty zawiera liczbę dni od początku kalendarza, to wystarczy podzielić ją przez 365,2422 i otrzymujemy liczbę lat z dokładnością do jednego roku. Ale stawiam pytanie: czy przypadkiem licznik ten nie „przeskakiwał” o 1 dopiero po upływie 52-letniego cyklu? Jeśli tak, to liczba z przodu winna wskazywać ilość cykli po 52 lata każdy i wszystkie dzisiejsze wyliczenia można spokojnie wyrzucić.

Kalendarz Majów jest podobny do kalendarza egipskiego, ale tylko w miejscu gdzie jest mowa o roku składającym się z 360 dni i dodatkowych 5 dniach. Mam niejasne przeczucie, że w liczbie 360 dni zawiera się także jakaś informacja o kole i kącie pełnym. Coś w rodzaju mitologicznego – „koło się zamknęło” lub „cykl się zakończył”, bogowie udali się na 5-dniowy wypoczynek. Czy nie oznaczało to, że koło czasu należy zatrzymać i puścić w ruch ponownie dopiero po upływie 5 dni feralnych? Nie mam żadnego pomysłu.

W sumie, wydaje mi się, że dla Majów naistotniejszy był kalendarz o 52-letnim cyklu oraz data 4-Ahau 8-Cumhu, która pojawiała się na 19 dni przed jego zakończeniem. Dlaczego? O tym niżej.

Pierścień z dużym kamiennym oczkiem

Będąc niejako poza naukowym gremium i laikiem w dziedzinie astronomii mogę pozwolić sobie na wszystko to spojrzeć z boku i zarazem inaczej. Nie zwalnia to wszakże od jednego. Moja hipoteza nie może urągać logice. Przesłanki naukowe dopuszczają, że w miejscu, gdzie dziś rozciąga się pas planetoid, po ich orbicie kiedyś krążyła planeta. Została rozbita lub wybuchła. Z teorią wybuchu planety byłbym ostrożny więc pozostańmy przy kosmicznej katastrofie.

Potężnie uderzona planeta bądź cała rozpadła się na kawałki, bądź wierząc Sumerom została rozbita na dwie części. Jedna część stała się naszą planetax

Ziemią, pozostałość krąży wokół Słońca w kawałeczkach po jej dawnej orbicie.  Kolizja spowodowała wyrzucenie w przestrzeń ogromną ilość gruzu kosmicznego. Część uleciała bezpowrotnie w kosmos, część zapewne opadła na Słońce, część pochłonął Jowisz, część spadła na inne planety, część oglądamy jako widowiskowe komety, a reszta zaś w postaci planetoid w dalszym ciągu okrąża naszą gwiazdę.

Niektórzy wręcz twierdzą, że żadnej katastrofy nie było. Pokażcie nam „winowajcę”, który spowodował rozbicie! Nie ma takiego! Takie rozumowanie prowadzi do paradoksu – jeżeli jest trup, a nie ma mordercy, to czy mamy prawo twierdzić, że nieboszczyk jest żywy?

To jednak nie wszystko. Nie myślmy, że planetoidy to rząd koralików, gęsiego okrążający Słońce w równym i karnym rządku. Nie. Zamiast o pasie winno się mówić raczej o rurze planetoid i to rurze o zmiennej średnicy. W moim przekonaniu w miejscu dawnej kolizji gruz utworzył zapewne wielką chmurę odłamków planety, stanowiących coś w rodzaju „oczka” w tym pierścieniu planetoid (na rysunku oznaczyłem to jako X).

Czy co 10 okrążeń Słońca pozostałość po Planecie X zbliżała się i zbliża w dalszym ciągu do Ziemi na najmniejszą odległość? Co 52 lata Majowie oczekiwali w trwodze na przybycie Bogów. Jakich Bogów? Przecież Bogowie byli ich stworzycielami, dali im ziarna kukurydzy i nauczyli uprawy roli, polewali pola życiodajnym deszczem, codziennie dawali ciepło i światło. Jak można bać się dobroczyńców? Czego więc Majowie się obawiali?

Chyba tego, że Ziemia co 52 lata zbliżała się i zbliża w dalszym ciągu do wielkiego „oczka” pierścienia planetoid, do miejsca tworzącego „chmurę” kamieni, miejsca w którym kiedyś istniała planeta. Grawitacja zbliżającej się Ziemi być może jest zdolna do „wyrwania” z tej chmury jednej lub kilku planetoid i spowodować ich upadek na Ziemię. Bernardin de Sahagun (1500-1590), mnich hiszpański w „Historii ogólnej spraw Nowej Hiszpanii” pisze:

Powiadano, że kiedy nadeszła noc, bardzo się bano, oczekiwano, że gdy świder ognisty nie spadnie szczęśliwie, wówczas wszystko zginie, wszystko się skończy, nastanie zupełna noc. […] A wszyscy byli owładnięci wiarą w czary do tego stopnia, że każdy starał się mieć na baczności przed niebem, przed gwiazdami, których imiona to wielu i świder ognisty.

Majowie nie bali się Bogów. Majowie obawiali się kosmicznego „przybłędy”, owego świdra ognistego, który może przynieść tylko śmierć wszystkim i wszystkiemu. Bogowie, wiedząc o takiej możliwości, poinformowali ich o takiej ewentualności i przekazali kalendarz, który będzie im o tym przypominał co 52 lata. Być może pouczenie brzmiało: Jeśli chcecie przeżyć, oglądajcie pilnie niebo szczególnie pod koniec cyklu, jeśli zauważycie zbliżające się niebezpieczeństwo chowajcie się pod ziemię, w grotach, ale nie pozostawajcie bierni.

Widać naszym uczonym jak zwykle coś umknęło. Może popełnili błąd w tłumaczeniu lub w interpretacji tekstów. Być może jest prawdą stwierdzenie, że:

nasz Armagedon nazywa się 4 Ahau 8 Cumhu

Może my, cywilizowana społeczność, także powinniśmy zacząć się obawiać i rozpocząć dokładniejsze badania pasa eros

planetoid, a w szczególności określić położenie tej „chmury” odłamków, rozmiar tego „oczka” pierścienia i obliczyć, czy takie zdarzenie jest możliwe. Musimy jeszcze raz sprawdzić, kiedy nastapi zakończenie 52-letniego cyklu Majów i zacząć dokładniej przypatrywać się niebu.

Na zdjęciu obok można zobaczyć jak wygląda jeden „Bogów” Majów, których tak się obawiali. To planetoida Eros, jedna z mniejszych. Ma tylko 35 km średnicy i porusza się po orbicie, której średnia odległość od Słońca wynosi około 213 mln km, a więc bliżej niż Mars! Dotychczas zidentyfikowano około 400 tys. planetoid, ale orbity tylko około 2000 są nam znane. Największe z nich mają średnicę: Ceres – 768 km, Pallas – 492 km a Juno – 204 km, ale te raczej nam nie zagrażają gdyż krążą w dalszym ciągu pomiędzy Marsem a Jowiszem. Ponadto uczeni od dawna zastanawiają się nad księżycami Marsa. Twierdzą, że Dejmos i Fobos, to przechwycone planetoidy, ale nie wiedzą jak to się stało. Czy przypadkiem Mars nie dokonał tego w dalekiej (lub nie) przeszłości przechodząc przez „oczko” pierścienia?


Zauważyłem też pewną rzecz, która zaczyna napawać mnie niepokojem. Od 2-3 lat w prasie zaczynają pojawiać się notatki o mijaniu Ziemi przez meteoryty różnej wielkości i to w coraz mniejszej odległości od naszej planety. Czy nie jest to oznaką, że Ziemia zbliża się do jakiegoś skupiska „gruzu kosmicznego”, owego „oczka pierścienia”, o którym pisałem wyżej? Jak do tej pory astronomowie zauważają „gości” z kosmosu dopiero w pobliżu Ziemi lub tuż po jej minięciu. Czy na takim poziomie stoi wykrywanie niebezpieczeństwa, czy też astronomowie nie chcą siać paniki wśród ludzi? Czy w drodze już są „wielu” i „świder ognisty”? Na pewno są i na pewno nie będą czekały na nasz rozwój nauki i techniki, ale priorytetem ziemskiej cywilizacji jest w dalszym ciągu wyścig zbrojeń.

A co nas może czekać? Asteroida o średnicy sięgającej 400 metrów zagraża Ziemi. Mniejsza niż 65 mln lat temu, ale większa on meteorytu tunguskiego. Jak obliczyli astronomowie, może ona uderzyć w naszą planetę 13 kwietnia 2029 roku (Piątek!!! I jak tu nie być zabobonnym?). Naukowcy uspokajają jednak, że na razie nie ma powodów do obaw. Prawdopodobieństwo, że dojdzie do katastrofy, jest w tej chwili szacowane na 1:300. Ponadto dalsze dokładniejsze obserwacje mogą skorygować prognozy i – jak to się zdarzyło już wiele razy – będziemy o tej asteroidzie mogli całkowicie zapomnieć. Asteroida, która astronomowie oznaczyli kryptonimem 2004 MN4 obiega słońce w czasie nieco krótszym od ziemskiego roku, prawie w płaszczyźnie orbity naszej planety. Podobno NASA ogłosiła nawet „alarm żółty”, ale po odnalezieniu starych zdjęć, odwołała go.

Jaki jest cel całego zamieszania? Przypomina to dziecięcą zabawę w „wilka i owce”, w której czasem krzyczy się „wilk” a wilka nie ma. Może i tu chodzi o zobojętnienie ludzi na takie komunikaty. Własną indolencję można przecież zasłonić zobojętnieniem społeczeństwa.

Chronologia

Kiedy królowała Mądrość?

Nauka bez religii jest płytka, a religia bez nauki ślepa. Albert Einstein

Wydaje się, że dzisiaj ludzie bazują na dwóch prawdach. Prawdzie „objawionej” oraz odkrywanej. Prawdy te żyją obok siebie, każda własnym życiem od chwili gdy podzielono starożytną mądrość na religię i naukę. Człowiek, z właściwą sobie nonszalancją, chcąc dojść samemu do głównych prawd, traci czas i pieniądze na wyważanie dawno otwartych drzwi. Nie ulega wątpliwości, że triumf ewolucji odtrąbiono zbyt wcześnie, a ostatnie słowo należeć będzie do genetyków, ale dopiero wtedy, gdy dokładnie pozna się genotyp każdej istoty.

Według obowiązującej teorii nasza cywilizacja miała swój początek gdzieś w piątym tysiącleciu przed naszą erą. Przedtem uczyliśmy się wszystkiego jak niemowlaki. Chodzić, mówić, pisać, aż pewnego pięknego dnia zebrało się kilkunastu ubranych w skóry dzikusów z dzidami i ustaliło – dość wiochy, robimy cywilizację. Potem już szło jak po maśle. Wynalazki sypały się jedne za drugim. Podzielili się pracą. Jeden rządził, inni żywili i bronili, a jeszcze inni zaczęli rozglądać się wokoło, gdzie by tu przenieść świeżo rozpalony płomień cywilizacji.

Przyjęto zgodnie z logiką, że nasza cywilizacja rozwijała się liniowo. Wszystko musiało mieć swoją kolejność. Najpierw musiał być prosty kij. Potem jakiś ówczesny „szwej” zasnąwszy na warcie przy ognisku, upuścił oręż i przypalił koniec. Bojąc się kary wyczyścił koniec w piachu i przypadkiem zrewolucjonizował armię. Już nie trzeba było walić przez łeb, a tylko dźgnąć ostrym końcem i zmienić wrogiego osobnika w worek rozkładającego się białka.

chrono1

Wszystko szło dobrze po myśli nauki, dopóki jakiegoś dociekliwego nie zainteresowały piramidy w Giza, inny nie odnalazł Machu Picchu, jeszcze inny Myken itd. Misterna teoria zaczynała trzeszczeć w szwach. Trzeba było coraz dalej odsuwać czas początku i doszło do tego, że tak potężne budowle jak piramidy zbudował owszem człowiek, ale z epoki kamiennej. Jak on to zrobił było nieistotne. Wszystko inne pasowało. Podzielono więc epokę i tak mamy epokę kamienia łupanego, gładzonego, przycinanego, szlifowanego i czort wie jakiego jeszcze. Normalny człowiek zaczyna się gubić w tym kamieniołomie.

Gdy pewnego pięknego dnia nauczyliśmy się sylabizować pismo starożytnych, stwierdzono ze zdumieniem, że ci starożytni byli chyba szaleni. Co oni wypisywali. Dziesiątki tysięcy lat, jacyś Bogowie z Nieba, ciskanie piorunami, latające smoki, potwory, „wunderwaffe”… Ogólnie stwierdzono, że mieli fantazję lub nie pisali tego na trzeźwo, bo to wszystko jest bardzo przesadzone. Czy naprawdę?

Mezopotamia

Diodor Sycylijski: Co mówią o liczbie lat, od kiedy kasta Chaldejczyków zajmuje się badaniem kosmosu, to z trudem udaje im się znaleźć kogoś, kto w to uwierzy, bo wedle ich wyliczenia do wyprawy Aleksandra upłynęło lat czterysta siedemdziesiąt trzy tysiące (473 000!).

Fragment babilońskiej listy królów z Khorsabad (Irak) WB 444 . Muzeum Ashmolean w Oxfordzie:

Kiedy królestwo zstępowało z nieba, królestwo było w Eridu. • W Eridu królem był Alulim, 28800 lat rządził. • Alalgar rządził 36000 lat. Dwaj królowie, 64800 lat rządzili. • W Bad-tibira rządził En-men-lu-ana 43200 lat. • En-men-gal-anna rządził 28800 lat. • Bóg Dumuzi, pasterz, rządził 36000 lat. Trzej królowie, swoje 108000 lat rządzili. • W Larak rządził En-zib-zi-anna 28800 lat. Jeden król, swoje 28800 lat rządził. • W Sippar królem był En-men-dur-anna, 21000 lat rządził. Jeden król, swoje 21000 lat rządził. • W Suruppak królem był Ubar-tutu. swoje 18600 lat rządził. Pięć miast, ośmiu królów, 241200 lat rządziło.


Przeminął potop. Kiedy potop przeminął, królestwo po raz wtóry zstąpiło z nieba. W Kis było królestwo.


W Kis królem był Ga-ur. 1200 lat rządził. • Gulla-Nidaba-anna-pad rządził 960 lat. • Zukakip rządził 900 lat. • Atap rządził 600 lat. • Syn Atapa rządził 840 lat. • Etana, pasterz, który wstąpił do nieba, był królem, 1560 lat rządził. • Balih, syn Etany, rządził 400 lat. • Tizkar, syn Samuga, rządził 305 lat.

chrosumer

Według WB 444 dziesięciu królów sprzed potopu rządziło w sumie 456000 lat. Po potopie „królestwo po raz wtóry zstąpiło z nieba”, a 23 królów, którzy przewinęli się potem przez tron, rządziło 24510 lat, 3 miesiące i trzy i pół dnia. Średnia panowania ponad 1000 lat. Imponujące. „Nasz” Adam dożył 900 lat, Henoch został fizycznie „wzięty do nieba” w wieku 365 lat, jego zaś syn Metuszalech zasnął w Panu mając lat 969. Czyżby powolna degradacja genów? Nie, według Biblii to Bóg po potopie zdecydował, że człowiek będzie żył tylko 120 lat. Z degradacją mamy do czynienia w ostatnim okresie. To my niszczymy środowisko naturalne, a ono nam się odpłaca.

Egipt

W Egipcie odnaleziono teksty noszące ogólną nazwę „listy królów”. Są to:

lista Manetona (sporządzona w III w. pne)
papirus Turyński (datowany na 1300 r. pne)
lista królów ze świątyni SetiegoI w Abydos (XIII w. pne)
kamień z Palermo (datowany na XXV w. pne)

Listy te dzielą panujących na dynastie boskie, półboskie i ludzkie (śmiertelnych). Różnice dotyczą lat panowania, ale te u wszystkich liczone są w tysiącach i dziesiątkach tysięcy lat. Zestawiłem dostępne mi wiadomości na temat czasu:

Maneton: Pierwszym władcą Egiptu był Hefajstos, który też wynalazł ogień. Po nim byli Chronos, Ozyrys, Tyfon, brat Ozyrysa, następnie Horus, syn Ozyrysa i Izydy. […] Ci pierwsi dzierżyli berło w Egipcie (bogowie z Heliopolis – Ra, Szu, Tefnut, Geb, Nut, Ozyrys, Izyda, Neftyda, Set). Później władza przechodziła z rąk do rąk w nieprzerwanej sukcesji… przez 13900 lat. Po Bogach władzę przejęli Półbogowie i rządzili przez 1255 lat. Następna linia królów była u władzy przez 1790 lat. Po nich przyszło dziesięciu królów, którzy rządzili przez 350 lat. Później przez 5813 lat władzę sprawowały Duchy Zmarłych” – razem 24925 lat.

Diodor: Na początku, przez niemal 18000 lat, Egiptem władali bogowie i herosi, a ostatnim był Hermes (Horus) syn Izydy… Poczynając od Mojrisa ziemscy królowie władali Egiptem nie krócej niż 5000 lat do 180 olimpiady, w czasie której ja sam przybyłem do Egiptu […] – daje to 23100 r. pne. […] Kapłani egipscy obliczają czas od panowania boga Słońca po przejście Aleksandra do Azji na około 23000 lat.

Herodot: Powiedzieli (kapłani z Heliopolis), iż w owym czasie zdarzyło się cztery razy, że słońce opuściło swe zwykłe miejsce – dwa razy wzeszło tam, gdzie obecnie zachodzi i dwa razy zaszło tam, gdzie obecnie wschodzi.

Wydaje się, że chodzi o czas 1,5 cyklu precesyjnego – ok. 39000 lat. Herodot opisuje też, jak to kapłani Teb pokazali mu 341 posągów, z których każdy symbolizuje jedno pokolenie kapłańskie poczynając od 11340 lat.

Herodot: Bo każdy arcykapłan ustawia tam za swego życia własny posąg. Otóż kapłani, wyliczając mi je i pokazując, dowodzili, że za każdym razem syn następował po ojcu, a przechodzili je wszystkie po kolei, począwszy od posągu tego, co zmarł ostatnio, aż mi wszystkie pokazali. […] Tacy zatem, jak dowodzili kapłani, byli ci wszyscy, których wizerunki tu stały, a bardzo odmienni od bogów. Przed tymi zaś mężami mieli być władcami Egiptu bogowie, którzy go razem z ludźmi zamieszkiwali […] I o tym Egipcjanie, jak utrzymują, dokładnie wiedzą, ponieważ lata stale liczą i stale zapisują.


… siedemnaście tysięcy lat upłynęło do panowania Amasysa od czasu, kiedy z ośmiu bogów powstało dwunastu, z których jednym jak sądzę, był Herakles. […] Otóż ile lat … upłynęło od Heraklesa aż do króla Amasysa, to przedtem wykazałem … od Dionizosa zaś najmniej, a jednak od niego aż do króla Amasysa liczą piętnaście tysięcy lat.

Amasis był historycznym królem Egiptu. Panował w latach 570-526 r. pne. Na te czasy datuje się pobyt Solona w Sais.

W papirusie Turyńskim zapisano imiona dzięsięciu Neteru w kartuszach, ale okresu ich panowania nie udało się odczytać. Odczytano natomiast, że przed okresem zjednoczenia w Górnym i Dolnym Egipcie przez 3100 lat rządzili królowie śmiertelni. Podano także inne okresy rządów:

Czcigodni przed Szemsu-Hor – 23200 lat,
Czcigodni Szemsu-Hor (towarzysze Horusa) – 13420 lat. Razem 36620 lat.

Na kamieniu z Palermo odczytano listę 120 królów Górnego i Dolnego Egiptu, którzy rządzili w okresie predynastycznym (przed zjednoczeniem Egiptu). L. C. Vincent obliczył początek panowania bogów na 33894 r. pne., Rządy trwały 28273 lata. Okres panowania kończy się w roku 20820 pne wraz z zamordowaniem Ozyrysa. Początek panowania Menesa wg. Vincenta – 5621 r. pne. Panowanie Menesa wg chronologii długiej określa się na lata 5619-5557 pne. Liczby te u większości egiptologów są nie do przyjęcia. Uważa się je za całkowicie zmyślone albo bardzo przesadzone.

Spróbujmy powyższe liczby umieścić na osi czasu i zestawić je w bardziej wizualnej formie. Do tego jednak trzeba znaleźć miejsce, w którym musimy „zakotwiczyć” nasz czas. Wydaje się, że najlepiej jest przyjąć okres panowania pierwszego dynastycznego króla Egiptu, tego który zjednoczył Dolny i Górny Egipt w jedno państwo – króla Menesa. Co do czasu jego panowania istnieje względna zgodność nauki dzisiejszej i wiedzy starożytnych. L. C. Vincent określa początek panowania Menesa na 5621 r. pne., a według chronologii długiej na lata 5619-5557 pne.

chronegipt

Według mnie chronologia ta wygląda dość logicznie i jest dosyć spójna. Wynikałoby z tego, że hipotetyczny potop sprzed 12,5 tysiąca lat mógł przerwać panowanie półbogów ale i to, że ich rządy mogły trwać jeszcze do kilku tysięcy lat po potopie mając wpływ na odbudowę społeczności egipskiej.

Grecja

O wieku cywilizacji greckiej dowiaduje się Solon podczas pobytu w Sais w Egipcie. Dowiaduje się tam, że cywilizacja grecka jest o tysiąc lat starsza od egipskiej.

Platon (Kritias): Wasze miasto jest o tysiąc lat starsze, bo otrzymało ono wasze nasienie od Ziemi i Hefaistosa. Nasze jest młodsze. Nasze Księgi Święte podają 8000 lat od chwili zorganizowania tego kraju. Zatem przedstawię ci pokrótce prawa waszych ziomków, którzy żyli przed 9000 lat…

Miały bowiem miejsce w ciągu tych dziewięciu tysięcy lat liczne i okrutne potopy. […] Najpierw, Akropol nie wyglądał tak, jak teraz. Teraz mianowicie jedna jedyna noc potopu roztopiła ziemię i obnażyła to miejsce do naga, podczas gdy w tym samym czasie wystąpiły trzęsienia ziemi i trzeci z rzędu zalew wody przed katastrofą z czasów Deukaliona.

Z tego co pisze Platon, po katakliźmie, w którym zagłada miała dotknąć Atlantydę i wojsko ateńskie (szkoda, że nie wiemy w którym to było miejscu), ziemie Grecji doświadczyły jeszcze czterech potopów, z których ostatnim był potop Deukaliona.

Diodor: Grecy mylą się, przyjmując, że narodziny Heraklesa przypadają na jedno pokolenie przed wojną trojańską, gdyż stało się to w pierwszym okresie, gdy powstawali ludzie. Od tego czasu odliczono w Egipcie ponad dziesięć tysięcy lat, gdy tymczasem od wojny trojańskiej minęło ledwie tysiąc dwieście.

Zauważmy rozbieżności pomiędzy Diodorem a Herodotem w sprawie okresu, w którym żył Herakles. Herodot – około 17 tysięcy lat, Diodor – minimum około 10 tysięcy lat, chociaż nie wiadomo ile lat wynosi diodorowskie „ponad”. Cóż, jak mówią – zdania uczonych są podzielone, a może mówią o dwóch różnych herosach o tym samym imieniu? Nie wydaje się to prawdopodobne.

Ciekawie też przedstawia się sprawa Troi. Jeśli przyjąć datę wojny na 1200-1300 lat pne., to gdzie się podziały jej ruiny? Troja odkryta przez Schliemana nie jest Homerową Troją. Przeczą temu mury odkrytego miasta, które według Homera były „cyklopowe”. Mitologia zaś mówi o tym, że mury Troi budował sam Posejdon wraz z Apollinem, którzy ponoć nie mogli się doprosić zapłaty za wykonaną pracę. Czy prawdziwa Troja zniknęła gdzieś pod wodą w wyniku kataklizmu?

Cykliczność życia na Ziemi potwierdzają Grecy istnieniem pięciu wieków (epok), gdzie nazwą wyróżniającą jest nazwa metalu, który był najczęściej w nich używany (?).

Wiek złoty. Czasy Kronosa panującego na niebie. Pełnia szczęścia. Ludzie nie znali chorób czy starości. Nie pracowali. Żywili się miodem i płodami Ziemi. Panował powszechny pokój i sprawiedliwość, nie znano zbrodni.


Wiek srebrny. Ludzie umieli już wypiekać chleb, musieli pracować. Zaczynają ujawniać się wady ludzkie. Morale niższe niż w poprzednim wieku.


Wiek spiżowy. Czasy panowania Zeusa. Gwałtowny upadek obyczajów rodzaju ludzkiego. Pojawiają się wojny, gwałt, podłość i niesprawiedliwość. Ten rodzaj ludzi Zeus zgładził potopem.


Wiek herosów. Władcy na ziemi wywodzą się od Bogów Olimpijskich. Poprawiają się obyczaje na Ziemi spowodowane przykładem herosów. Wiek ten, według dziejopisów, kończy się krótko po wojnie trojańskiej.


Wiek żelazny. Czasy już historyczne. Stopnowy upadek ludzkości. Ludzie będą stawać się coraz gorsi aż do pełnego rozprzężenia i upadku moralnego. Wiek ten zakończy się całkowitą zagładą człowieka.

Jak rozumiem ten podział świata na ery? Mam nadzieję, że mamy świadomość iż poruszać się będziemy pomiędzy wiarą i niedowierzaniem. Okresy czasu są imponujące, ale nie dla Bogów. Ich czas życia był na pewno w skali makro. Sądzę, że czas życia 50-60 tysięcy lat jest tu adekwatny, bo taki mniej więcej wychodzi ze studiowania zapisów starożytnych. Podział na ery stworzony przez Greków odnosił się do czasów, gdy na Ziemi istnieli już ludzie, którzy byli zdolni do przedłużania gatunku. Okres pomiędzy 450 tysięcy a 290-140 tysięcy lat to okres samotnego działania Bogów i może pierwsze próby tworzenia inteligentnych i jeszcze niedoskonałych pomocników. W tym czasie, jak sądzę nie należy jeszcze doszukiwać się wielkich budowli. Pierwsza cezura to czas pierwszych odwiedzin Ziemi przez Bogów, drugą cezurą nazwałbym okres 290-140 tysięcy lat temu, gdzie według genetyków należy szukać pramatki Ewy, pierwszej matki ludzkości.

chronowieki

Od tego momentu liczyłbym złoty wiek ludzkości. Co było przełomem pomiędzy złotym a srebrnym wiekiem nie wiem, choć domyślam się, że mógłby to być światowy kataklizm, który zniszczył pierwszą rasę. Jest to chyba najlepsza cezura dla wydarzeń na Ziemi w skali makro. To właśnie pod koniec złotego wieku lub w początkach srebrnego umieściłbym „upadłych aniołów” i gigantów. Już w wieku złotym Bogowie mogli tworzyć gigantyczne budowle, bo mieli już dla kogo budować i w tym okresie można by umieścić też budowę piramid w Giza. Dlaczego? Wszyscy są zgodni, że pierwszy człowiek został stworzony w Afryce i być może w okolicach delty Nilu. Budowle Bogów, jak piszę w dalszej części, miały za zadanie umożliwić człowiekowi egzystencję, a szczególnie zaopatrzenie w wodę.

Potop biblijny umieściłem około 37 tysięcy lat temu i na ten okres umieściłbym także wojnę „na górze”. Kronos zostaje odsunięty od władzy przez młodego Zeusa i jego ekipę. To prawdopodobnie w tym samym czasie egipskiego Ptaha zastępuje Ra. A może to ci sami Bogowie? Następuje okres odbudowy na Ziemi. Być może w tym czasie następuje kolonizacja Ziemi i budowa kolejnych piramid między innymi w Teotihuacan i Tiahuanaco. Wtedy też zostaje ugruntowane „królestwo niebieskie” na Ziemi. Władzę sprawują półbogowie i kapłani w imieniu Bogów. Wtedy też powstają kolejne ośrodki administracji na Ziemi. To chyba w tym okresie, w początkach wieku spiżowego, jesteśmy świadkami walk między Setem i Ozyrysem, gdzie ten ostatni zostaje zamordowany. Jak widać Bogowie nie byli święci. Ostatni Bóg – Dionizos – żyje według Greków 15 tysięcy lat pne. Jaki to Bóg? Można się domyślać, że „lekko zdegenerowany”. Nie na darmo przecież został Bogiem pijaństwa i hulanek. Być może styl jego życia wynikał z jego psychiki. Był ponoć ostatnim Bogiem na Ziemi, a i czy przypadkiem nie jedynym? To prawdopodobnie w tym okresie Bogowie odchodzą ze świata.

Po odejściu Bogów władzę na Ziemi przejmują półbogowie (wiek herosów?), jednak i oni nie są wieczni. Miary złego dopełnia kolejny kataklizm 12,5 tysiąca lat temu. Nieliczni, ocaleli półbogowie podnoszą jeszcze świat z upadku, ale nie potrafią lub nie są w stanie odbudować zrujnowanych w kataklizmie budowli. Wszelkie działania obliczone są tylko na przetrwanie. Ludzkość rozpoczyna samodzielną egzystencję i od tego miejsca jak sądzę należy liczyć początek ludzkiego postępu technicznego, który potrwa do następnej cezury.

Ameryka Środkowa i Południowa

Z dostępnych źródeł wynika, że podania starożytnych Azteków i Majów są w zasadzie zgodne. Dzieje swoje dzielą na pięć epok zwanych Słońcami. Cztery zakończyły się kataklizmami, zaś ostatnia, piąta jeszcze trwa. Zakończy ją wielki wstrząs (Ollin).

Codex Rios (Watykan) – Nadszedł dzień, kiedy śmierć opanowała ludzkość. Wtedy dorośli musieli odejść do kraju Mictlan, najmłodsze natomiast dzieci zajęły miejsca u stóp cudownego drzewa. Drzewo to wykarmiło te dzieci własnym mlekiem jak matka. Tak powstała nowa rasa olbrzymów, która przetrwała 4008 lat. W końcu bogowie, niezadowoleni z nich, sprowadzili na ziemię potop. Wszyscy ludzie zostali zamienieni w ryby, z wyjątkiem jednej pary, ukrytej w koronie drzewa ahuehuete. Katastrofa wydarzyła się w dniu 10 Atl.


Gdy potop ustał i nastąpiło odrodzenie ludzkości, powstała nowa rasa. Przetrwała ona 4010 lat, aż do czasu, gdy w dniu Ce Itzuintli nadszedł niesłychany huragan z niebios i zniszczył ludzi i drzewa. A stało się to w ten sposób, że ludzie przemienieni zostali w małpy, te zaś pożarte zostały przez przybyłe z ciemnego nieba jaguary. I znów jedna para ludzi ocalała przed zagładą, ukrywszy się pomiędzy kamieniami.


I jeszcze raz ludzkość poddana została próbie. Potomkowie ludzi „z kamieni” przetrwali 4801 lat. Tym razem zniszczenie ludzkości spowodował ogień. I tak jak poprzednio jedna tylko para ludzi zdołała uniknąć śmierci, ukrywszy się w łodzi i wypłynąwszy na morze. Byli oni protoplastami czwartej z rzędu rasy ludzkiej, tym razem podobnej już do nas.


Kiedyś, w dniu Naui Ollin, nastąpi koniec świata. Wszystko, co żyje, ulegnie zniszczeniu na skutek trzęsienia ziemi. Będzie to już czwarte zniszczenie ludzkości. Ale nie wiemy, czy i tym razem ludzkość będzie miała szczęście – po raz piąty – pozostawić nasienie…

Codex Watykańsko-Łaciński – (Pierwsze Słońce – Maclacti Atl – 4008 lat) Starcy wiedzieli, że w roku 1-Królik scementowała się ziemia i niebo. I wiedzieli także, że kiedy ziemia i niebo się utrwaliły, już przedtem istniały cztery rodzaje ludzi, cztery rodzaje życia. Wiedzieli także, że każde z nich istniało podczas jednego Słońca. I powiadali, że pierwszych ludzi uczynił bóg, że z popiołów ich stworzył. Przypisywali to Quetzalcoatlowi, którego znakiem jest 7-Wiatr, on ich stworzył, on ich wynalazł. Pierwsze Słońce, które się utrwaliło – jego znakiem jest 4-Woda – zwało się Słońcem Wody. Podczas tej epoki wszystko zabrała woda. Ludzie zamienili się w ryby.


(Drugie Słońce – Ehecoatl – 4010 lat) Następnie utrwaliło się drugie Słońce. Jego znakiem był 4-Tygrys. Zwało się Słońcem Tygrysa. Podczas tej epoki niebo pociemniało i Słońce przestało krążyć po swej drodze. Kiedy docierało do zenitu, natychmiast czyniła się noc, a kiedy zapadała ciemność tygrysy pożerały ludzi. W tym Słońcu żyli giganci. Starcy powiadali, że giganci pozdrawiali się w ten sposób: „Obyś nie upadł”. Albowiem ten, który padał, nigdy się już nie podnosił.


(Trzecie Słońce – Tleyquiyahuillo – 4801 lat) Następnie utrwaliło się trzecie Słońce. Jego znakiem był 4-Deszcz. Zwano je Słońcem Deszczu. Podczas tej epoki spadł deszcz ognisty. Ci którzy wtedy żyli, spalili się. Spadły także wtedy drobne ziarna piasku i drobne kamyczki, które teraz widzimy, kamień „tezontle” się zagotował i wtedy poczerwieniały skały.


(Czwarte Słońce – Tzontilic – 5026 lat) Następnie utrwaliło się czwarte Słońce. Jego znakiem był 4-Wiatr. Podczas tej epoki wszystko zmiótł wiatr. Wszyscy zamienili się w małpy. Po górach się rozproszyli, tam się udały małpoludy.


(Piąte Słońce) Jego znakiem jest 4-Ruch. Zwie się Słońcem Ruchu, bo się porusza, bo kroczy swoją drogą. I jak powiadają starcy, podczas tego Słońca nastąpi wstrząs, będzie głód i tak zginiemy. Powiadają, że powstało w roku 13-Trzcina, że wtedy się narodziło owo Słońce, które teraz istnieje. Jego znakiem jest 4-Ruch. To jest piąte Słońce, które się utrwaliło, podczas tego Słońca nastąpi wstrząs, podczas niego będzie głód. To Słońce 4-Ruch, jest naszym Słońcem, w nim żyjemy, tu znajduje się jego znak, w jaki sposób Słońce wpadło w ognisko, w święte ognisko, tam w Teotihuacanie. Także to Słońce było Słońcem Naszego Księcia Quetzalcoatla z Tuli.

Źródła są zgodne z określeniem epoki, w której na ziemi żyli giganci (olbrzymy). Było to w epoce drugiego Słońca. Kodeks Rios, jak można zauważyć, rozpoczyna podawanie wieku od drugiej epoki. Pierwsza potraktowana jest tylko wzmiankowo. Skąd różnice lat w poszczególnych epokach? Czy jest to błąd tłumacza? Trudno wyrokować.

Kronika Akakor: U kresu pory deszczowej 12416 roku, czyli 1937 według rachuby czasu Białych Barbarzyńców, w Akakorze miało miejsce długo oczekiwane zdarzenie. Reinha urodziła syna Sinkai. Pierworodnym synem Sinkai jestem ja, Tatunca Nara, ostatni prawowity książę Ugha-Mongulala […]”. Wedle przekazów naszych praojców musiało to być (przybycie Bogów) mniej więcej 3000 lat przed godziną zero, 13000 lat przed Chrystusem, wedle rachuby czasu Białych Barbarzyńców.


Akakor, stolica państwa Ugha-Mongulala, zbudowana została przed 14 tysiącami lat przez naszych przodków wedle wskazówek Dawnych Władców. Oni też nadali jej nazwę. Aka znaczy „twierdza”, kor znaczy „dwa”. Akakor to Druga Twierdza […]. W godzinie zero, 10481 lat prz. Chr. według rachuby czasu Białych Barbarzyńców, bogowie opuścili Ziemię.

Tatunca Nara opowiada następnie o dwóch globalnych katastrofach, które wyniszczyły niemal całą ludzkość. W roku 10468 pne. miał mieć miejsce niewyobrażalny potop związany z drastyczną zmianą klimatu. Czy różnice w ilości kataklizmów spowodowane są czasem zaistnienienia „świadomości” poszczególnych ludów? Tylko cztery Słońca u ludów Ameryki Środkowej to prawie 18 tys. lat, a „wiek” plemienia Ogha-Mongulala z Brazylii liczony jest na około 14 tysięcy do lat współczesnych. Czy oznacza to, że wejścia poszczególnych ludów na arenę dziejów nie następowały jednocześnie?

Azja

Jeszcze większe, dużo większe liczby lat oferuje indyjska Purana dzieląc życie na Ziemi na cztery epoki, zwane Yuga. Czas podany jest w latach boskich, gdzie jeden rok boski wynosi 360 lat ludzkich. Te same dane opisuje Vymaanika-Shaastra, której zawdzięczamy opisy boskich pojazdów – Viman.

Nazwa epoki Ilość lat boskich Ilość lat ludzkich
Krita Yuga
Treta Yuga
Davpara Yuga
Kali Yuga
Razem
4 800
3 600
2 400
1 200
12 000
1 728 000
1 296 000
864 000
432 000
4 320 000

Według hindusów cztery epoki były przedzielane katastrofami planetarnymi, ale jakimi i o jakim zasięgu tego chyba już nie można ustalić. Suma lat jest dziesięciokrotnie większa od rachuby Chaldejczyków. Szaleństwo liczb czy jeszcze bardziej niesamowita i nieznana prawda?

mostadama1 mostadama2

Ciekawie w tym kontekście przedstawia się tzw. Most Adama, uznawany dotąd jako naturalne przejście pomiędzy półwyspem Dekan a Sri Lanką zatopione przez ocean. Satelita NASA sfotografował tajemniczy most w cieśninie Palk, widoczny na zdjęciach, składający się z łańcucha podwodnych ławic o długości 30 km. Według dzisiejszych naukowców most ten wydaje się być „dziełem człowieka”, ponieważ unikatowe krzywizny i struktura mostu wskazują na jego sztuczne pochodzenie.

W Ramajanie istnieje wzmianka o moście zbudowanym w epoce Treta-Yuga, pomiędzy wybrzeżami Rameśwaram (Indii) i Śrilankan pod przewodnictwem Ramy, który miał być wcieleniem Najwyższego. Stare przekazy jak i archeologiczne badania datują pierwsze ślady ludzkich siedzib na tym terenie na około 1,75 mln lat temu, a wiek mostu jest prawie identyczny. Ciekawe, jaką pieśnią na to wszystko może odpowiedzieć międzynarodowy chór im. Darwina, według którego rozum w tym czasie był jeszcze daleko za horyzontem?

Czy można z tego wysnuć wniosek, że historia w Sumerze zaczęła się dopiero w epoce Kali-Yuga? Czy byli to ci sami Bogowie? Oko podpowiada, że raczej nie. Kamienne świątynie Indii zbyt różnią się od budowli w Mezopotamii, Europie czy północnej Afryce. Czy kamienne rzeźby południowej Azji liczą setki tysięcy (jeśli nie miliony) lat? Czy to w tych czasach po Ziemi chadzał „długouchy” Budda, Rama czy Wisznu? Jeśli tak, to faktycznie żyjemy w głębokiej nieświadomości zagmatwanej na dodatek przez współczesnych „dziejopisów”.

I jeszcze ciekawostka. W Indiach znaleziono wyrzeźbiony w kamieniu krąg znaków Zodiaku. Po prawej zaznaczyłem nasze nazwy i w zasadzie większość z nich zgadza się z wyrytymi rysunkami. Oznacza to, że zodiakalny zwierzyniec był jednakowy dla całego świata, choć zapewne różnił się nazwami. Zaznaczeni na obrzeżu jeźdźcy wskazują kierunek przesuwania się osi Ziemi na tle gwiazdozbiorów w ruchu precesyjnym.

zodindie1 zodindie2

Zauważmy też niby drobny szczegół świadczący jednak o geniuszu twórcy. Na samym środku zaznaczono ludzkie stopy skierowane palcami w kierunku gwiazdozbioru Skorpiona. Żadna strzałka wskazująca kierunek, a po prostu ludzkie stopy jednoznacznie nakazujące patrzeć w kierunku tego znaku. Czy oznacza to czas stworzenia rzeźby? Jeśli tak, to ostatni raz Słońce (w dniu równonocy), wschodziło w tym znaku w latach 17594-15866 pne. Jeszcze bardziej poprzednie ery Skorpiona przypadały na lata 43514-41786 pne, 69434-67706 pne i dalej co 25920 lat do tyłu. W tych wyliczeniach nie uwzględniłem przesunięcia „domu Słońca” o jeden znak do tyłu w wyniku „wielkiego uskoku…”.

Moja próba ustalenia chronologii

Jak widać starożytni nie bali się operować wiekiem sięgającym dziesiątek i setek tysięcy lat wstecz. Jest chyba logiczne, że wiedza ta została im dana. Najprawdopodobniej też korzystali z ocalałych po kataklizmie źródeł, które nie zachowały się do naszych czasów.

Po to by choć częściowo uprzytomnić sobie czas o jakim mówimy, stworzyłem własną chronologię tamtych epok, opierając się na relacjach starożytnych i czasem dzisiejszej nauki, ale tylko dla „naszych” terenów bez uwzględniania przekazów hinduskich i amerykańskich. Jak można zauważyć w dzisiejszej nauce występuje konflikt, który można nazwać „obsesją liczb”. Astronomowie, geologowie czy paleontologowie operują z rozmachem milionami i miliardami lat podczas gdy współczesnym historykom do opisania naszej historii wystarczą tylko tysiące, a liczba 10000 podobnie jak u starożytnych Greków znaczy niewyobrażalne mnóstwo. Jedni chcą „rozciągnąć” historię, drudzy namiętnie ją „ściskają”. Jest to efekt datowania najmłodszych wiekiem artefaktów i szczątków organicznych należących tylko do cywilizacji ludzi, do potomków tych, co ocaleli po ostatnim wielkim kataklizmie oraz próba przypisania im wszystkiego co tylko odnaleziono, a czego nie wykonali.

chromoja

Najwięcej trudności sprawiło mi określenie daty potopu, który przyjąłem za potop biblijny i nie były to kłopoty rachunkowe, a bardziej kłopoty natury psychicznej. Jak zostanie to odebrane. Sądzę, że przedstawienie całego procesu wykaże, czy mam choć odrobinę racji. Do dyspozycji miałem przekazy starożytnych i hipotezy dzisiejszych badaczy. Pod uwagę wziąłem listę królów babilońskich (WB 444), która mówi o dziesięciu królach sprzed potopu, którzy rządzili przez 456 tysięcy lat. Ostatnim królem był Ubar-Tutu, którego synem był Ziusiudra (sumeryjski Noe), jedyny ocalały w potopie. Po potopie królestwo ponownie zstąpiło z nieba i rządy trwały około 24,5 tysiąca lat. Przekaz sumeryjski (podobnie jak biblijny) mówi tylko o jednym potopie. Cywilizacja, która pozostawiła ten przekaz mogła nie dożyć kataklizmu sprzed 12,5 tysięcy lat lub, co jest możliwe w nim zginąć. Wnioskuję z tego, że przekaz o potopie mógł powstać 24,5 tysiąca lat przed ostatnim kataklizmem. Stąd 24,5+12,5=37 tysięcy lat temu.

Zecharia Sitchin odczytał z tabliczek klinowych, że potop miał miejsce po 120 okrążeniach Słońca przez Nibiru. Jedno okrążenie miało trwać 3600 lat czyli 120 okrążeń trwało 432 tysiące lat i po tylu latach od pierwszej wizyty Bogów (Sitchin twierdzi, ze miało to miejsce około 450 tys. lat temu) nastąpił potop. Otrzymujemy z tego okres 18 tysięcy lat [450-(120×3,6)=18] i mamy problem, bo nie wiadomo kiedy ten tekst został napisany po raz pierwszy. Zakładając jednak, że rozpoczynał historię ludu istniejącego po tym Potopie, to otrzymamy imponujący wynik (18+24,5+12,5) 55 tysięcy lat temu.

Czy pomiędzy tymi datami były jeszcze jakieś kataklizmy trudno powiedzieć. Numerolodzy wspominają o trzech kataklizmach: 29,8 oraz 21,3 i 9,8 tysiąca lat pne. Podobno odczytali to z kodu „9” znamionującego kataklizm, ale nie komentuję tego, ponieważ sama numerologia jest dla mnie dziedziną nieznaną. Kronika Akakor wskazuje na dwa kataklizmy, ale podaje datę tylko jednego – 10,5 tysiąca lat pne. Inne źródła wskazują na więcej – przekazy z Ameryki Środkowej mówią o czterech kataklizmach, przekaz Hopi o sześciu. Trudność polega na umiejscowieniu ich w czasie. Ja nie potrafię tego zrobić, co nie znaczy, że je całkowicie odrzucam.

Przyjmując taką chronologię, można pokusić się o napisanie scenariusza, według którego toczyło się życie na Ziemi. W rolach głównych – cywilizacja Bogów, w epizodach – półbogowie, statyści – cywilizacja ludzi.

Cywilizacja Bogów pojawia się na Ziemi (w Afryce lub na Bliskim Wschodzie) około 450 tysięcy lat temu celem jej eksploracji. Co było faktycznym celem? Prawdopodobnie, jak pisze Zecharia Sitchin, złoto. Czy to jest prawda nie wiemy. Bogowie mogli podać każdy inny cel, ale ludziom przekazano właśnie taki. Ta pierwsza grupa tworzy inteligentnego pomocnika do prac wydobywczych, który zastępuje w tej pracy przedstawicieli cywilizacji Bogów. Jest to istota niedoskonała, a przede wszystkim nie mogąca się rozmnażać. Te pierwsze istoty rodzą tzw. boginie życia.

Po jakimś czasie następuje stworzenie „nowszego” modelu, który nie posiada negatywnych cech poprzednika, a przede wszystkim może się sam rozmnażać, co zwalnia z tego obowiązku boską płeć piękną. Mogło się to stać około 200-290 tysięcy lat temu, w tym bowiem okresie nauka umieszcza pramatkę ludzi. Miejsce – Afryka, ląd który prawdopodobnie od tego czasu nigdy nie opuścił okolic równika.

W tym też okresie umieściłbym, brzemienną w skutkach niesubordynację grupy Bogów, którzy wbrew zakazowi zaczęli współżyć z „ziemskimi córami”, płodząc pierwsze pokolenie półbogów. Cała grupa zostaje usunięta z boskiej społeczności i skazana na wieczny pobyt na Ziemi. Istniejące przekazy wspominają o wojnie Boga z „upadłymi aniołami”. Grupa ta nie mając innego wyjścia rozpoczyna ziemską egzystencję. Na ten okres prawdopodobnie przypada początek „gigantycznego” budownictwa i rozpoczyna się organizacja „królestwa niebieskiego” na Ziemi.

Klasę panującą tworzą rzecz jasna Bogowie, którzy przez prokreację z „ludzkimi” kobietami tworzą paracywilizację półbogów (królów i kapłanów) mających być łącznikiem pomiędzy cywilizacją ludzi i Bogów. Bogowie doskonale znają warunki na Ziemi, szczególnie jej niestabilną skorupę i ciągłe trzęsienia ziemi dlatego swoje siedziby mają na orbicie okołoziemskiej, skąd czasem odwiedzają Ziemię. Na Ziemi tworzą ośrodki zarządzania – pałace dla królów, magazyny dla wytworzonych lub zebranych przez ludzi wszelakich dóbr (ośrodki świątynne?), a także bazy techniczne do obsługi swoich pojazdów.

W miarę wzrostu populacji ludzi Bogowie rozpoczynają planową kolonizację całej Ziemi. Zanim jednak dochodzi do przeniesienia grupy kolonistów, Bogowie przygotowują teren pod eksploatację wykonując wielkie prace hydrotechniczne i melioracyjne, by w pierwszej kolejności zapewnić źródła wody dla ludzi, hodowli i prac polowych. Na ten okres jak sądzę przypadać może budowa pierwszych piramid i są to urządzenia stricte techniczne. Na każdym nowym terenie do kolonizacji wznosi się ośrodki administracyjne, wyznaczając nowych królów i kapłanów (oczywiście z kasty półbogów). Dopiero w ostatniej kolejności przystępuje się do zasiedlenia nowego terenu wybraną grupą ludzi (Ziemia Obiecana?).

Bogowie pilnie strzegą swojej wysokiej techniki. Cywilizacja ludzi jak również kasta półbogów nie otrzymuje żadnej wiedzy o najwyższej technice ani samej technologii, choć nie można wykluczyć, że jej drobne elementy były używane przez królów i kapłanów. Ludzie i półbogowie otrzymują tylko podstawowe narzędzia i najprostszą broń. Królowie i kapłani otrzymują niezbędną wiedzę do sprawowania władzy, a także wiedzę niezbędną do obsługi boskiej techniki. Zostają nauczeni pisma i zasad prostej wiedzy matematycznej. Zwykłym ludziom wpaja się tylko zasady rolnictwa i hodowli oraz zasady higieny, a także przekazuje się im wiedzę o roślinach jadalnych i trujących. Jak widać człowiek wcale nie musiał wynaleźć łuku, wymyśleć koła i nie musiał się uczyć krzesania ognia. Człowiek to wszystko mógł otrzymać.

Najbardziej znanym zapisem o światowym kataklizmie jest biblijny Potop. Cywilizacja Bogów, przewidując kataklizm zdołała uratować nieliczną część populacji ludzi, którzy mieli stanowić zalążek tej następnej, po Potopie. Najprawdopodobniej też po Potopie Bogowie dokonują napraw swoich ośrodków władzy i systemów nawadniania. Królestwo ponownie zstępuje z nieba, odradza się ziemska populacja ludzi i boska organizacja. Jak można sądzić ludzie byli rządzeni mądrze. Nie było pracy ponad siły. Praca i służenie Bogom były całą ludzką filozofią. Nad tym czuwali Bogowie. Czy była to sielanka? Zapewne nie. Nie przestrzeganie praw boskich kończyło się zwykle Sodomą i Gomorą. Ludzie bali się i jednocześnie chwalili Bogów. Mieli z resztą za co.

Kiedy odeszli Bogowie? Sadzę, że odchodzili stopniowo, bo nic nie jest wieczne. Dbali jednak o to, by na Ziemi nie zostawiać śladów. Starzy Bogowie odchodzili do nieba i już nie wracali. Odeszli na pewno przed ostatnim kataklizmem, choć nie można mieć całkowitej pewności. Pewną poszlaką może być to, że ani królestwa Atlantydy ani Grecji nikt nie uprzedził o nadchodzącym kataklizmie. „Nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna”. Ocaleli nieliczni. Najbardziej światłymi z ocalałych byli oczywiście ludzie z kasty półbogów. Oni to zaczęli organizować na nowo świat po kataklizmie. Trwało to tysiące lat. Nie udało się jednak odbudować infrastruktury, bo nie było ani sił ani środków. Ludzie zostali sami i od tego czasu należy liczyć ludzki postęp techniczny i naukowy. To co dziś lata, pływa, jeździ i strzela jest wynikiem już naszej, ludzkiej myśli i pracy. Ale jak widać trwało to ponad 12 tysięcy lat.

Co wynika z tej, być może mało udanej, próby? Otrzymujemy dłuższy okres czasu na rozwój ziemskiej cywilizacji, a przede wszystkim możemy odnaleźć twórców tych wszystkich budowli niesłusznie przypisywanych człowiekowi z epoki kamiennej. Widać także, że gigantyczne budowle wykonane przez Bogów nie mogły powstać po roku 10500 pne. Ostatni kataklizm dokonał ogromnych zniszczeń, które są widoczne do dzisiaj, ale są celowo niezauważane. Dlaczego nie zostały odbudowane? Z prostej przyczyny. Sami ludzie nie byli w stanie nic odbudować. Nie mieli ani sił, ani środków. Nawet my, przy dzisiejszej technice nie potrafimy nic zrobić.

Czy religia jest skłócona z nauką ?

Wydawać się może że tak, ale to tylko pozory. Mówią w zasadzie o tym samym, choć innymi językami. Język religii jest językiem starożytnej mądrości, język nauki stwarza pozory nowoczesności używając innych słów na określenie tego samego. Religia i nauka, to te same kwiaty z tą różnicą, że kwiat nauki jest kwiatem bez korzeni, które nauka odcięła sobie sama przy rozdziale kościoła od państwa, a sam rozdział jest historycznym efektem walki o władzę nad społecznościami. Spróbujmy zatem porównać wiedzę dotyczącą najstarszych dziejów, o których Biblia pisze bardzo lakonicznie, podobnie zresztą jak nauka będąca na początku drogi mającej zaprowadzić ją do swojej prawdy. Zapewne i moje komentarze mogą wywołać uśmieszek politowania, ale proszę wybaczyć gdyż kroczę w ogonie tego pochodu.

Biblijny dzień pierwszy

 

 

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.

Jeśli przyjąć, że Biblia opisuje akt stworzenia od samego początku, to czy opisany stan jest wyglądem wszechświata tuż przed „wielkim wybuchem”? Materia była w stanie skupionym i nieuporządkowanym. Czy słowo „bezład” opisuje stan płynny, o którym dziś wspomina nauka? Czy nastanie światłości to obraz samego Wielkiego Wybuchu?

Biblijny dzień drugi

 

 

A potem Bóg rzekł: Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich! Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi.

Nie wiem co Bóg nazwał sklepieniem. Czy chodzi tu o część sklepaną, czyli uczynioną płaską poprzez uderzenie? Jeśli w to miejsce miała się zebrać woda, być może chodzi tu o tą części Praziemi, która została „sklepana” przez uderzenie dużego ciała kosmicznego. Zecharia Sitchin, bazując na tekstach sumeryjskich, za sklepienie uważa pas planetoid. Jeśli przyjąć „sklepienie” za czynność, to chyba można założyć, że jeden „efekt” tej czynności znajdował się na Praziemi, drugim zaś „efektem” była rozbita skorupa Praziemi, która utworzyła pas planetoid.

Biblijny dzień trzeci

 

 

A potem Bóg rzekł: Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha! A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona. I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci.

Według Sumerów pierwotna Ziemia (Tiamat) była „wodnym potworem”. Bardzo możliwe, że cała jej skorupa była pokryta wodą? Jeśli tak, to jest chyba logiczne, że woda musiała spłynąć w wyrwę spowodowaną uderzeniem. Widzę też pewną niekonsekwencję, lub co bardziej prawdopodobne – niezrozumienie. Jak mogły rozwijać się rośliny, skoro nie było jeszcze światła słonecznego koniecznego do fotosyntezy? Słońce zostało utworzone dopiero w czwartym dniu. Inny rodzaj życia? W tym okresie stworzono życie, które się rozmnażało. Sumerowie twierdzą, że życie zostało zasiane z kosmosu w momencie tej kosmicznej katastrofy.

Biblijny dzień czwarty

 

 

A potem Bóg rzekł: Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią. I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty.

Fragment, który najmniej rozumiem. Powstanie Słońca i Księżyca?, Sumerowie nazywali Słońce Apsu, czyli ten który istniał zawsze. Czy nie chodzi tu o zakończenie procesu oczyszczania atmosfery, gdy Słońce zaczęło być widoczne z powierzchni Ziemi? Czy to wtedy Ziemia otrzymała swego towarzysza – Księżyc? Kto z resztą mógł je wtedy oglądać?

Biblijny dzień piąty

 

 

Potem Bóg rzekł: Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba! Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, pobłogosławił je tymi słowami: Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień piąty.

Bóg stworzył życie najpierw w wodzie i w powietrzu. Wynika z tego także, że dinozaury nie były przodkami ptaków.

Biblijny dzień szósty

 

 

Potem Bóg rzekł: Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów! I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre.
A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.


Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona. I stało się tak. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty.

Stworzenie istot wyższego rzędu. Pełny łańcuch pokarmowy. Ustanowienie „władzy” człowieka nad wszystkimi istotami żyjącymi na Ziemi. Co ciekawe, pierwsi ludzie mieli się żywić tylko pokarmem roślinnym (u Greków tylko w złotym wieku, u Indian w okresie pierwszych czterech Słońc). Zauważmy też, że według Biblii, zwierzęta domowe zostały stworzone. Nauka zaś mówi o udomowieniu zwierząt dopiero około 10 tysięcy lat temu.

A teraz wersja strony przeciwnej. Do lat podawanych przez naukę osobiście podchodzę bardzo sceptycznie. Wszystkie powinny zawierać przedrostek prawdopodobnie, gdyż dzisiejsza nauka w żaden sposób nie może tego udowodnić. Jest to pewnego rodzaju wirtualna rama czasowa w którą wtłacza się prawdopodobne zaistnienie zjawisk. Odrzucenie biblijnego opisu powstania Ziemi i życia na niej musiało zaowocować innym podziałem na epoki, a do samego powstania życia na Ziemi zaprzęgnięto darwinizm i teorię liniowego postępu. Jak to wygląda według nauki przedstawiam poniżej wraz z ostatnimi prawdami uznanymi przez naukę, zaznaczając je czerwonym kolorem.

Prekambr 4,6-0,6 mld lat Brak śladów życia organicznego, a odkryto jedynie bakterie kopalne, których wiek ustalono na 3,1 mld lat.
Pod koniec tego okresu w Proterozoiku 1,9 mld-600 mln lat na Ziemi pojawiają się bakterie, glony, glonowce oraz pierścienice i jamochłony.
4-3,8 mld lat – okno czasowe, w którym powstały pierwsze organizmy na Ziemi.
800 mln lat – początek rozpadu pierwszego superkontynentu (ostatnia, francuska hipoteza).
Paleozoik 600-220 mln lat Kambr – 600-490 mln lat:
zielenice, sinice, grzyby, bakterie, trylobity, archeocjały.
535 mln lat – wielki wybuch biologiczny, nagłe pojawienie się wielu gatunków roślin i zwierząt.
Ordowik – 490-430 mln lat:
paprotniki, trylobity, graptolity, koralowce.
Sylur – 430-400 mln lat:
psylofity, plechowce, brunatnice, liliowce, ramienionogi, wielkoraki.
Dewon – 400-350 mln lat:
widłaki, skrzypy, paprocie, ryby pancerne, kręgowce lądowe.
Karbon – 350-270 mln lat:
drzewiaste paprocie i widłaki, iglaste, owady, płazy, gady.
Perm – 270-220 mln lat:
iglaste, miłorzęby, sagowce, ryby promieniopłetwe, kotylozaury.
Mezozoik 220-70 mln lat Trias – 220-180 mln lat:
nagonasienne, małże, slimaki, notozaury, tekodonty.
200 mln lat – rozpad Gondwany, powstanie oceanów. (???)
Jura – 180-135 mln lat:
nagonasienne, okrzemki, ichtiozaury, dinozaury, archeopteryks.
135 mln lat – ogólnoświatowa, wzmożona działalność wulkaniczna.
Kreda – 135-70 mln lat:
okrytonasienne, dęby, platany, otwornice, gady, ssaki łożyskowe.
Kenozoik 70 mln lat do dziś Trzeciorzęd – 70-1 mln lat:
przewaga okrytonasiennych, drzewa liściaste, trawy, lasy wiecznie zielone, zielenice, ramienice, koralowce rafotwórcze, otwornice, mszywioły, slimaki, stawonogi, bogaty świat owadów, ptaki, ssaki, małpy człekokształtne, australopitek.
65 mln lat – uderzenie wielkiego meteorytu, początek zagłady dinozaurów.
3 mln lat – początek epok lodowcowych na Ziemi.

Czwartorzęd – 1 mln lat do dzisiaj:
flora lodowcowa, leśna i bagienna, fauna ery lodowcowej, człowiek rozumny.

Scenariusz ogólny pozostaje taki sam, choć są znaczne różnice. Dlaczego Biblia jest tak ogólna, a nauka tak szczegółowa? Biblia zawiera opis stworzenia Ziemi przekazany ludziom przez Bogów, którzy widocznie nie uważali za stosowne podania bardzo dokładnych danych. Ludzie zostali stworzeni do pracy i służenia Bogom, a nie do prowadzenia badań naukowych. Nauka zaś musi odpowiedzieć na zadane pytanie i to odpowiedzieć zgodnie z prawdą i szczegółowo. A co robi nauka?

Robocza hipoteza Darwina dzięki szerokiej reklamie, wszechobecnej propagandzie i wprowadzeniu chyłkiem do programów nauczania stała się teorią obowiązującą. Komuniści i wszelkiej maści ateiści dostali do ręki oręż o jakim nigdy nie marzyli. W teorii Darwina nie było miejsca dla Stwórcy, zatem i władza nie pochodziła od Niego. Teraz rządzić mógł każdy, nawet głupi, byle był silny. Sprawą niejako drugorzędną stał się fakt posiadania takiego protoplasty, że dziś niektórzy z daleka omijają ogrody zoologiczne. Teoria Darwina wyrządziła tyle szkód w nauce co Święta Inkwizycja w mrokach średniowiecza. Ile dowodów naciągnięto do obowiązującej teorii? Ile dowodów ukryto? Ile dowodów sfałszowano? Do dziś działa ten wciśnięty przed wiekami hamulec.

Science-fiction z dozą prawdopodobieństwa

 

 

Zajmijmy się jeszcze wątkiem, który, wydaje się być zakamuflowany w opowieści biblijnej, a nie ma go w oficjalnej nauce. Jest to katastrofa kosmiczna z udziałem naszej planety. Jako pierwszy zwrócił na to uwagę Zecharia Sitchin, opisując walkę Marduka i Tiamat z tłumaczonych przez siebie tekstów sumeryjskich twierdząc, że w poemacie planety przedstawiono pod postaciami Bogów.

udar
…potem, jak małża, rozszczepił ją na dwoje.

Podobnie pisze Daeniken: „Astronomia Majów zawarta w Kodeksie Drezdeńskim jest kuriozum zaiste zagadkowym. Na wielu kartach przedstawiono opisy walk toczonych między planetami…”

Według Sumerów praZiemia (sumeryjska Tiamat) krążyła po orbicie między Marsem a Jowiszem w miejscu, gdzie dziś rozciąga się pas planetoid. Dr Kiessling z Akwizgranu zwrócił uwagę, że hipotetyczna planeta okrążałaby Słońce w ciągu 5,2 roku. Czy może mieć to związek z kalendarzem Majów, w którym co 52 lata obawiano się powrotu Bogów?

Na temat samego powstania układu słonecznego nie zabieram głosu, bo i nauka też nie ma jednej spójnej hipotezy. Teorie powstają i upadają. Przyjmuje się te najbardziej prawdopodobne i te egzystują jako obowiązujące.

Zwrócę tylko uwagę na jeden fakt. Ziemia, jak i inne planety naszego układu powstawały w jednakowych warunkach. Stygnąc, musiały tworzyć na całych swych powierzchniach twardą i jednolitą skorupę zewnętrzną. Jak wobec tego wytłumaczyć, że nasza Ziemia, posiada taką skorupę tylko na jednej trzeciej swojej powierzchni? Gdzie się podziała reszta? Amerykańscy uczeni badając fale sejsmiczne doszli do wniosku, że część skorupy ziemskiej zalega w jej półpłynnej części na głębokości 400 km. Jednak odnaleziona część dopełnia wielkość skorupy zaledwie do połowy tego, co powinna mieć Ziemia. Logicznie biorąc, druga połowa musiała zostać wyrzucona w kosmos w wyniku kosmicznego zderzenia i utworzyć planetoidy, komety i inny kosmiczny „gruz”. Komety, zwane przez naukowców kulami brudnego lodu, powstały zapewne z zewnętrznej warstwy Tiamat, jako że cała praZiemia była pokryta wodą. Co spowodowało tę gigantyczną kolizję? Prawdopodobnie druga planeta gdyż Sitchin pisze, że rozdzielenia Tiamat na pół dokonał osobiście Marduk. Co więcej, planeta „najeźdźca” wyszła z kolizji bez szwanku, bo Marduk po pokonaniu Tiamat odbierał przecież „gratulacje” od pozostałych Bogów.

Wróćmy na chwileczkę do komet. Uczeni twierdzą, że istnienie wody na Ziemi zawdzięczamy kometom. Skąd ta niezachwiana pewność? Przeprowadźmy prostą kalkulację. Dla uproszczenia przyjmijmy, że jedna kometa zawiera 1/3 wody, co przy średnicy komety 3 km daje około 15 km sześciennych wody. Wody na Ziemi (przy założeniu średniej 3 kilometrowej głębokości oceanów) mamy około 1,08 mld km sześciennych w samych tylko oceanach, więc taką ilość musiało przynieść około 72 mln komet (każda o średnicy 3 kilometrów) na przestrzeni 4,5 mld lat istnienia Układu, trafiających bezpośrednio w Ziemię co 62,5 roku lub też (o ile dobrze policzyłem) niezliczona ich ilość o średnicy około 155 m trafiających Ziemię codziennie do wczoraj (meteoryt tunguski miał ponoć 60 m średnicy). Może jednak rację mają Sumerowie? Może komety to jednak części Praziemi i zawarta w nich woda pochodzi z niej samej? Skąd bowiem wzięła się kometa Tempel-1 okrążająca Słońce co 5,3 roku, a więc z orbitą nieco większą niż pas planetoid? Jeśli tak, to ta kometa nie zawiera materiału z początków wszechświata, a tylko materię sprzed 4 mld lat i to materię z jakiej wtedy składała się powierzchnia „Tiamat”. Czy nie racjonalniej jest skupić się na badaniu pasa planetoid niż włóczyć się bezcelowo po całej galaktyce?

Jeżeli to momencie katastrofy na Ziemi zostało „zasiane” życie, to logicznym wnioskiem powinien być ten, że życie, być może w pierwotnej formie, musiało istnieć na obiekcie, który uderzył w praZiemię. Czy zatem ma sens kombinowanie z jakimiś prazupkami i prądem? Raz wychodzi, raz nie. Strata czasu i energii. Nie sądzę, by kowal uderzając wielkim młotem w rozżarzone żelazo „tworzył” przy okazji bakterie lub wirusy.

Zakładając też, że planeta, będąc początkowo kulą półpłynnej magmy, stygnąc winna na swojej powierzchni utworzyć stosunkowo gładką i jednakowej grubości skorupę. Czy należy przyjąć, że jest to wielkość stała czy zmienna? Czy na Ziemi można dziś odnaleźć kontynent lub jego fragment, który można uznać za pierwotną skorupę Ziemi? Czy jest to może Australia? Czy można zatem obliczyć jak szybki był przyrost grubości takiej płyty? A jeśli tak, to czy nie można tego wykorzystać do określenia wieku oceanów? Czy grubość skorupy hipotetycznej „Tiamat” nie narzuca maksimum jednego z wymiarów dla największych planetoid?

Ziemia w wyniku zderzenia została zepchnięta na niższą, dzisiejszą orbitę i zaczęła leczyć ogromną ranę. Można sobie wyobrazić, jak wyglądała – wielkie, potężnie nadgryzione jabłko, obracające się w ciągłych wstrząsach powodowanych brakiem stabilności. Woda z powierzchni, zalewając potężną „ranę” trafiała w obszar wysokiej temperatury, która powodowała wytworzenie wielkiej ilości pary wodnej, zaczynając tworzenie pierwszej atmosfery. Czy to ten fakt jest naukowym „wielkim odgazowaniem”? Czy to dopiero wtedy zaczęła tworzyć się pierwsza słodka woda, podstawa do rozwoju życia na lądach?

Ponieważ ciała kosmiczne powyżej określonej masy (i chyba tylko półpłynnej konsystencji) dążą do formy kulistej, nasza Ziemia zaczęła robić to samo. To już wtedy, jak sądzę, doszło do pierwszego rozpadu pozostałej jednolitej skorupy ziemskiej. Średnica planety zmniejszała się, a miejsca między płytami kontynentów wypełniała półpłynna magma. Ile czasu trwało formowanie nowej Ziemi? Czy rozpad prakontynentu został zapoczątkowany dopiero 800 mln. lat temu? Czy dopiero po upływie dalszych 600 mln lat oceany wypełniły się wodą? Logicznym wydaje mi się stwierdzenie, że z rozpadem prakontynentu musiały powstawać także i praoceany. Woda wypełniając spękane miejsca musiała w nich napotkać wysokie temperatury, co powodowało zwiększone parowanie i nasza atmosfera musiała wyglądać jak atmosfera w starej pralni. Dążenie Ziemi jako obracającej się kuli do stabilnego położenia narzucało też „miejsca” dla kontynentów. Stąd zapewne „wędrówki” kontynentów, na które wpadł dopiero Wegener.

Nasza Ziemia jest chyba najbardziej niestabilną planetą w układzie. Częste trzęsienia są tego skutkiem, a także wskazówką, że daleko jej do całkowitej stabilizacji. Tak będzie chyba do czasu, dopóki dna oceanów nie scalą się na stałe z płytami kontynentów i nie stwardnieją. Lecz to zależeć będzie od narastania grubości dna oceanicznego, a przede wszystkim od temperatury wnętrza Ziemi.

Według hipotezy Hapgood’a za wielki „poślizg” skorupy ziemskiej odpowiadała warstwa lodu zgromadzona w nadmiernej ilości wokół bieguna północnego. Co może być tego powodem? Hipoteza naukowa głosi, że oziębienie klimatu ziemskiego następuje wtedy, gdy do atmosfery przedostają się wielkie ilości pyłu zatrzymujące promieniowanie cieplne pochodzące ze Słońca. Bez ingerencji człowieka takie zanieczyszczenie może nastąpić tylko w wyniku jednoczesnej, ogólnoświatowej i na wielką skalę działalności wulkanicznej. Jedną stwierdzono 135 mln. lat temu, ale początek epok lodowcowych na Ziemi umieszcza się dopiero 3 mln. lat temu. Skąd taka rozbieżność? Wydaje mi się, że to brak dowodów. Jedne zaginęły zniszczone przez czas i samą Ziemię, innych nie odnaleziono lub nie potrafi się ich odnaleźć ale najbardziej prawdopodobne jest to, że nie potrafimy takich dowodów umiejscawiać w czasie.

Drugą przyczyną zlodowacenia, nie braną pod uwagę przez naukę, może być jeden ze skutków zderzenia z ciałem kosmicznym. Ciało takie o średnicy kilku-kilkudziesięciu kilometrów wpadając do oceanu może z łatwością przebić cienką skorupę dna tworząc wyrwę, przez którą na powierzchnię wydostawać się będzie płynna lawa z wnętrza Ziemi. Taka „rana” przez miesiące, lata a być może i dziesiątki lub setki lat, nieprzerwanie tworzyć będzie nieobliczalną ilość pary wodnej, która w atmosferze utworzy szczelny, nie przepuszczający światła płaszcz chmur.

Mój podział na epoki

Czy dzisiejszy, naukowy podział czasu na ery jest dobry? Wydaje mi się, że nie. O ile w biblijnym opisie stworzenia świata zachowano jakieś cezury, to w naszym naukowym jakoś nie można ich znaleźć. Nasza nauka nie potrafi określać czasu wstecznego. Badanie izotopem węgla jest całkowicie nieprzydatne w badaniach czasu powyżej 5 tysięcy lat. Podział na ery i określanie lat znalezisk na podstawie warstwy geologicznej też uważam za nieadekwatne. Nikt nie może autorytatywnie stwierdzić, że dana warstwa od zarania dziejów pozostaje w niezmienionej postaci. Wystarczy przecież jedno megatsunami, jedno gigantyczne trzęsienie ziemi, by odwrócić wszystko do góry nogami.

  darwinizm

Wydawać się może, że jestem malkontentem. Oczywiście, bo moja wiara w naukę została podkopana przez samych naukowców, bo naukowcy uważając siebie za ostateczną wyrocznię, są nieomylni, są wszechwiedzący. Ba nawet dopuszczają się oszustw, które, za przeproszeniem, „wpuszczają w kanał” nie tylko zwykłych ludzi, ale także samą naukę i to na dziesiątki lat. O takich sprawach jest cicho, są tuszowane by nie zburzyć porządku rzeczy. Naukowcy, szczególnie historycy od najdawniejszej starożytności, zasnęli w samozadowoleniu bo sądzą, że ułożyli już tę łamigłówkę. Pragnących zrobić wyłom usuwają poza grono, przypinając im łatkę niedouczonych oszołomów. Popatrzmy na działania Zahi Hawass’a, dyrektora piramid w Giza, a wszystko staje się jasne.

Ja proponowałbym jeszcze jeden eksperyment. Uwierzyć w to co piszą starożytni i zacząć dopasowywać znaleziska i teorie do ich opisu. Na przykład dokonać takiego podziału:

Epoka Destrukcji (4 500 000 000 – 4 000 000 000 lat)

 

 

Od początku tworzenia Układu Słonecznego do katastrofy kosmicznej, w wyniku której Praziemia utraciła ponad połowę swej skorupy zewnętrznej i zmieniła orbitę na bliższą Słońcu. Od około 4,5 mld. do 4,0 mld. lat temu lat. Czy nie w tym czasie należałoby umieścić powstanie planetoid i komet? Czy przypadkiem nie w momencie katastrofy Praziemia otrzymuje impuls do zmiany prędkości obrotu wokół własnej osi (zmniejszenie lub zwiększenie prędkości obrotowej)? Być może to w tym okresie należało by umieścić maksimum bombardowania planet (Merkury, Wenus, Mars) i naszego Księżyca odłamkami Praziemi, które nie ustabilizowały swych orbit między Marsem i Jowiszem. Szczątki Praziemi, jak sądzę, utworzyły trzy grupy odłamków: jedne zostały wrzucone w środek Układu Słonecznego powodując ich kolizje z planetami wewnętrznymi lub opadając na Słońce, grupa druga ustabilizowała swe orbity wokół Słońca tworząc pas planetoid, pozostałe wyrzucone na zewnątrz Układu spadły na największe planety lub uleciały w kosmos i teraz zagrażają nam jako komety i meteory. Być może w tym czasie Uran zmienił położenie osi obrotu wokół własnej osi.

Epoka Chaosu (4 000 000 000 – 800 000 000 lat)

 

 

Od około 4,0 mld. do 800 mln. lat temu. Cezurą dla tego okresu byłaby katastrofa kosmiczna oraz czas początku rozpadu Prakontynentu (ostatnio przez Francuzów określony na około 800 mln. lat temu). Zakładając, że po uderzeniu Ziemia miała kształt potężnie nadgryzionego jabłka musiał minąć jakiś czas, by pod wpływem ruchu obrotowego zaczęła nabierać kulistego kształtu. Pociągnąć musiało to za sobą rozerwanie pozostałej części skorupy, a co za tym idzie powstawanie kontynentów i oceanów. To prawdopodobnie w tym też czasie Praziemia zmieniała orbitę na bliższą Słońcu i stabilizowała się na dzisiejszej. Jeśli „wyrwa” w skorupie miała miejsce w miejscu, gdzie dziś jest Ocean Spokojny, to tam zapewne powstawała pierwsza „miękka” skorupa nowej Ziemi. Siłą rzeczy Prakontynent pękając i „rozpychając się” powodował jej ciągłe zmniejszanie, aż do dzisiejszej wielkości. Może to dlatego działalność wulkaniczna Pacyfiku skupia się na jego obrzeżach, podczas gdy działalność Atlantyku skupia się w jego środku, w miejscu głównego pęknięcia Prakontynentu? Można też zauważyć jak data powstania oceanów oddala się w czasie. Zaczynano od 20 mln. lat.

atlantyk

Ale jest być może pewien sposób. Ziemia posiada też swój kalendarz i o ile potrafimy go odczytać, powinno się wiele wyjaśnić. Punkty A1 i B1 znajdują się na skraju płyt kontynentalnych i logicznie biorąc winny być najstarszymi punktami na linii AB. Przed rozpadem prakontynentu znajdowały się blisko siebie i było to … lat temu. Środek Atlantyku (0) to dzień dzisiejszy. Wykonując odwierty w skale macierzystej (nie w osadach!) wzdłuż linii AB po obu stronach grzbietu, badając ich wiek oraz ukierunkowanie magnetyczne można zapewne stwierdzić kiedy rozpoczął się ten proces, jak długo trwa, a także położenia bieguna północnego w chwili wylewu magmy w danym punkcie. Proste? Proste. Kosztowne? Kosztowne, ale przecież dla świata jedna bombka jądrowa w tą czy w tą stronę nie robi różnicy.

Epoka Konstrukcji (800 000 000 – 535 000 000 lat)

 

 

Po osiągnięciu kształtu kuli, ustabilizowaniu się położenia i kształtu kontynentów, względnym uspokojeniu skorupy targanej dotychczas olbrzymimi trzęsieniami zaistniały możliwości rozwoju życia. Czas tej epoki można by ustalić na 800-535 mln. lat temu. Być może w tym okresie należy umieścić początek działania nanobów, bakterii i sinic, całego pierwotnego życia. To prawdopodobnie w tym czasie zaczyna się wielkie oczyszczanie atmosfery i wód na ziemi. Wielkie opady deszczów zmniejszają ilość chmur i do powierzchni zaczynają docierać promienie słoneczne intensyfikując zamianę dwutlenku węgla w tlen przez sinice i glony. Zanieczyszczenia wody zaczynają opadać na dno tworząc pierwsze osady.

slady1 slady2
Nauka: ślady zostały sfałszowane!
Epoka Tworzenia (535 000 000 – 450 000 lat)

 

 

535 mln. lat temu to cezura nauki, która w tym okresie umieszcza tzw. „wielki wybuch biologiczny”. Jednoczesne powstanie olbrzymiej ilości gatunków zwierząt. Epokę miałoby zakończyć stworzenie człowieka. Świadomie użyłem słowa „stworzenie”. Sama nauka jest zgodna, że na ewolucję od małpy do istoty myślącej jest za mało czasu. Brakuje czasu liczonego w miliardach lat! Koniec epoki umiejscowiłbym gdzieś na 400-450 tys. lat temu, o czym mówią źródła starożytnych Sumerów. Ciekawie na tym tle przedstawiają się ślady odkryte w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Ślady zarówno bose jak i w obuwiu. Czy ktoś pilnował rozwoju życia na Ziemi w myśl przysłowia „Pańskie oko konia tuczy”? Co zrobić z takimi śladami?

nierdzewne, stalowe kulki z Transwalu z wytrawionymi pierścieniami, wiek 2,8 mld lat,
ślad stopy w obuwiu w Antelope Springs (Utah) w warstwie sprzed 450 mln lat,
ślad bosej stopy w Mount Vernon w wartstwie sprzed 200 mln lat,
ślad wielkiej bosej stopy obok śladu dinozaura (Palluxy River) w warstwie sprzed 140 mln lat,
ślad wielkiej bosej stopy w Arizonie w warstwie sprzed 100 mln lat,
Massachusetts, w wysadzonej skale znaleziono kubek z nieznanego metalu o metaliczno niebieskawej barwie, po stronie zewnętrznej cyzelowany w piękny motyw kwitnących słoneczników, geolodzy określili wiek skały na około 25 mln,
odcisk buta w pokładzie węgla (Fisher Canyon, Nevada) sprzed 15 mln lat.
stalowa „świeca zapłonowa” w geoidzie z Olancha w Kalifornii z okresu trzeciorzędu,
Idaho, trzycentymetrowa figurka kobiety wykonana z nieznanego metalu znaleziona w warstwie trzeciorzędu,
Ural, żelazny cylinder w bryle węgla, którego wiek określa się na 1 mln lat,

Epoka Rozumu (450 000 lat – do dzisiaj)

 

 

Od 450 tys. lat temu do dzisiaj. Nie wiemy o niej nic lub prawie nic. Ledwo poukładaliśmy ostatnie 5-7 tysięcy lat, przy okazji wszystko wrzucając do jednego worka. Jak to jest właściwie z naszym ludzkim rodzajem? Z pism starożytnych wynika, że nasza, ostatnia cywilizacja jest przynajmniej po części, mówiąc naszym językiem, cywilizacją klonów. Prawie doskonałych, ale klonów. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie czytając dokumenty Mezoameryki, gdzie Quetzalcoatl stworzył nowych ludzi z kości ludzi poprzedniej epoki.

Pozostaje tylko jeszcze ustalić, kto za tym wszystkim stoi.

Jaka cywilizacja

Cywilizacja Bogów

Zmieńcie definicję Boga, a wszyscy w niego uwierzą. Casey Wadowski

Brakujące ogniwo

Czy kiedyś, przed naszą istniała jakaś wyższa cywilizacja? Czy nasza, dzisiejsza cywilizacja powstała na gruzach starszej i potężniejszej od nas. Czy taka rzeczywiście istniała? Sądzę, że nie powinniśmy tego kategorycznie wykluczać. Daeniken twierdzi, że Ziemię często odwiedzali kosmici. Myślę, że nie trzeba szukać aż tak daleko. Być może pierwsze ziarno zasiane zostało z kosmosu, ale następne, siane tutaj na Ziemi, były już rodzime. Przekazy starożytnych stwierdzają, że człowiek został stworzony w bardzo dawnych czasach. Co chcę udowodnić? Udowodnić to może powiedziane za dużo, ale chcę pokazać, że:

Istnienie wysokiej cywilizacji (cywilizacji Bogów) w dawnych czasach uważam za więcej niż prawdopodobne.

salamanca

Cywilizacja Bogów opuściła Ziemię przed światowym kataklizmem, nazwanym przez Hapgood’a „wielkim uskokiem skorupy ziemskiej”, pozostawiając ludzi samym sobie.
Cywilizacje „znikąd lub niewiadomego pochodzenia” są efektem planowej kolonizacji prowadzonej przez cywilizację Bogów, która przed przybyciem ludzkich osadników najpierw budowała ośrodki władzy oraz przygotowywała tereny pod względem gospodarki wodnej.
Twierdzenie, że Bogów wymyślił człowiek na własne potrzeby jest bezsensowne. Wynikało by z tego, że możliwości abstrakcyjnego myślenia u naszych przodków były takie same lub dużo większe niż dzisiejszych ludzi. Czy postać na zdjęciu obok (Salamanca w Hiszpanii) jest produktem średniowiecznego fantasty czy echem dawnej, zaginionej i zapomnianej epoki? Czy w ręku trzyma „boski sierp”, znany ze starożytnych przekazów?
Dzisiejszy podział na ery i epoki możemy spokojnie odłożyć na najniższą półkę, podobnie jak twierdzenie, że istniał dziki pierwotny człowiek. Uwzględnienie cywilizacji Bogów w naszej historii doskonale tłumaczy to, czego nie są w stanie wyjaśnić dzisiejsi historycy.
Skorupa ziemska nie jest platformą stabilną. Przyjęcie założenia, że zarys dzisiejszych kontynentów od tysiącleci pozostaje niezmienny nie daje żadnych szans na znalezienie odpowiedzi na pytania w rodzaju – dlaczego niektóre starożytne drogi prowadzą wprost do morza, dlaczego nie znaleziono ani jednej całej starożytnej budowli, dlaczego ogromna większość starożytnych ruin została zasypana ziemią czy wreszcie dlaczego na Antarktydzie utworzyły się pokłady węgla kamiennego.

Cały czas poszukujemy „brakującego ogniwa”.  To ogniwo istniało i istnieje.  Nazywa się Cywilizacja Bogów.
Historia obowiązkowa czy obowiązująca?

Okres Renesansu i reformacji średniowiecznego Kościoła zapalił zielone światło dla niezależnych europejskich umysłów. Dokonano trwałego rozdziału religii od nauki i kościoła od organizacji państwa. Początki tej pierwszej w dziejach Europy „rewolucji kulturalnej” sięgają lat 1500 ne., a więc stosunkowo niedawno. To, co miało być zwycięstwem racjonalizmu nad religią wydało jednak wątpliwej jakości naukowe owoce o pochodzeniu człowieka i pojmowaniu historii, którą my nazywamy starożytną. Ta pierwsza wielka rewolucja odrzuciła cały dotychczasowy kanon nauki będący w gestii kościoła i rozpoczęła poszukiwanie własnej i jedynej prawdy.

Średniowiecze było okresem patentu na naukę zawłaszczonego przez kościół, który do pilnowania prawomyślności miał w swojej dyspozycji „wymiar sprawiedliwości” – Świętą Inkwizycję. Renesans przyniósł wyzwolenie nauki spod władzy kościoła i na zasadzie przekory stworzył swoją naukę, ale już pozbawioną starożytnych korzeni. Wszystko, co w treści zawierało słowo „Bóg” i „stworzenie” zostało wyrzucone poza nawias nowej, „racjonalnej” nauki. O ile w naukach ścisłych i postępie technicznym każdy błąd oznaczał ludzką tragedię, o tyle w naukach humanistycznych rozpoczęto wielkie poszukiwania prawdy, która nie musiała być okupiona ludzkimi ofiarami. Jak powstał rozumny człowiek? Jaka jest historia ludzkości? Pytania, na które do dziś nie znaleziono odpowiedzi. W nauce o człowieku i historii zwanej starożytną prym zaczęły wieść elity naukowców, które na dzień dzisiejszy stworzyły dwie wielkie, lecz dalekie od prawdy teorie – darwinizm i historię starożytną. Dzisiejsza nauka to kwiat, ale kwiat pozbawiony korzeni stojący w wazonie, w którym od lat nie zmieniono wody.

Zastosowanie darwinizmu do historii starożytnej zaowocowało człowiekiem jaskiniowym, który po kolei musiał wynajdywać wszelkie potrzebne do rozwoju rzeczy. Najpierw uczył się chodzić, mówić, „wynalazł” ogień, koło, narzędzia oraz broń by po kilkuset tysiącach lat rozbić jądro atomu. Najważniejszym bodaj wynalazkiem człowieka jest pismo, które umożliwiło mu stworzenie bazy naukowej. Dziwne jest jednak to, że najstarsze pisma są dla nas nie do odczytania. Co jest tego powodem? Mętne wyjaśnienia nie wnoszą kompletnie nic do wytłumaczenia tego fenomenu. Kolejną zagadką są budowlane osiągnięcia starożytnych, których dzisiejsza wielka technika nie potrafi skopiować nawet w skali mikro. Naukowe teorie o ich budowie wzbudzają śmiech i politowanie dla „wybitnych” twórczych umysłów. Naukę o pochodzeniu człowieka i historię starożytną zmonopolizowali ludzie, którzy wprowadzają w błąd wszystkich na całym świecie. To nowa, współczesna „Święta Inkwizycja”, która za cel postawiła sobie nie dopuszczenie do ujawnienia prawdy. Nie palą już na stosie, ale stosują indoktrynację od najmłodszych lat. Kłamstwo powtarzane przez wiele lat stało się obowiązującą prawdą.

0stone 0ozyrejon 0sacsay 0haamonga 0ishibutai
Druidzi? Egipcjanie? Inkowie? Polinezyjczycy? Japończycy?

Jakie to ludy epoki kamiennej potrafiły obrabiać tak wielkie kamienne bloki? W jaki sposób transportowano budulec na miejsce budowy? W jaki sposób unoszono te ciężary na znaczną niekiedy wysokość? Dlaczego tego rodzaju budowle spotykamy na całym świecie? W jakim celu wznoszono te budowle? Na te pytania współczesna nauka nie daje odpowiedzi. Jako odpowiedź można usłyszeć tylko bajeczki, jak ta głoszona przez Zahi Hawass’a, że piramidy zbudowano tylko po to, by uwiecznić dążenie człowieka do wieczności. Miliony ton kamienia dla „uwiecznienia” tylko jednej myśli?

1abusir 1a 1sayhuite
Jakimi to narzędziami z kamienia osiągnięto taką precyzję obróbki w Egipcie i Ameryce Południowej?

Do czego mogły służyć precyzyjnie wycięte z jednego kawałka kamienne bloki o tak skomplikowanych kształtach? Nauka wie wszystko. Są to ołtarze pogańskich przodków. Można też zauważyć, że wszystkie starożytne ruiny to tylko świątynie, świątynie i tylko świątynie. Nasi przodkowie nie robili nic innego tylko trwonili swe siły i środki na budowy świątyń, ołtarzy i grobowców. Ostatkiem zaś sił płodzili potomstwo czyli nas, z którego wywodzą się elity zarozumialców. Przyjęcie dwóch dogmatów – darwinizmu wraz z liniowym rozwojem postępu technicznego zaowocowało tezami, których nie wolno obalić, a które wyznaczają obowiązkowe wyniki badań:

Człowiek jest tworem ewolucji, która miliony lat kształtowała jego fizyczną postawę i rozum. On sam dopiero po dojściu do rozumu mógł zacząć rozwijać postęp techniczny. Postęp, jak widać stał się faktem, a co z rozumem?
Wszystko, co istnieje na ziemi, a czego nie stworzyła przyroda musi być dziełem człowieka i nie ważny jest przy tym stan jego możliwości technicznych i intelektualnych.
Wszystkie stworzone dzieła nie mogą być starsze niż 8 tysięcy lat, bo na tyle „wyceniono” sobie najstarszą cywilizację starożytnego Egiptu.

Dlatego dzisiejsza historia starożytna to jeden worek, który mieści wszystko co tylko odnaleziono. Wrzucono tam wszystko począwszy do piramid w Giza, przez znaleziska w Glosel aż do glinianych odpustowych gwizdków środkowoamerykańskich Indian. Tworzy się zatem fantazyjne teorie, które z logiką nie mają nic wspólnego. Historyk starożytności zamienił się w adwokata diabła, którego jedynym zadaniem jest udowodnienie, że czarne jest białe.

Weda Narajana – Kto zrezygnuje z pewnego i podąży za niepewnym, straci pewne i niepewnego także nie dosięgnie.

Ewolucja małpiego rozumu

Prof. Brunon Vollmert – Uważam darwinizm za nieszczęśliwą pomyłkę, zawdzięczającą swój bezprzykładny sukces tylko i wyłącznie antropocentrycznemu myśleniu życzeniowemu.

Kiedy i w którym miejscu powstała cywilizacja na Ziemi? Na to pytanie chyba nigdy (przynajmniej moje pokolenie) nie otrzymamy odpowiedzi. Polemika pomiędzy ewolucjonistami a kreacjonistami stoi w martwym punkcie. Ani jedni ani drudzy nie chcą ustąpić. Ani jedni ani drudzy nie mogą znaleźć niezbitego dowodu, który przechyliłby szalę zwycięstwa. Czy dzisiejszy człowiek to już korona ewolucji? Czy wzniesie się jeszcze wyżej, skoro ewolucja jest przecież procesem, który trwa i trwać będzie bez końca? Czy dzisiejszy człowiek jest tylko marną formą przejściową, która kiedyś znów rozpadnie się na atomy, powstaną pierwsze bakterie i cykl rozpocznie się od nowa, aż wyewouluje następny Darwin?

Poszlaki są jednak za kreacjonistami. Coraz więcej uczonych, zwłaszcza genetyków, stwierdza, że na ewolucję od bakterii do człowieka w warunkach ziemskich brakuje kilku miliardów lat. A skoro z braku czasu ewolucja nie mogła się dokonać w naszych, ziemskich warunkach, to wniosek jest jeden – ktoś musiał tej „ewolucji” dopomóc. Ktoś musiał usunąć „brakujące ogniwo”, a w jego miejsce wstawił inne, lepsze, którego dzisiejsza nauka nie umie (lub nie chce) rozpoznać. Jeżeli Biblia i inne przekazy starożytnych mówią prawdę to zasadnicze pytanie musi przybrać formę – kto i kiedy?

Sumerowie twierdzą, że było to kilkaset tysięcy lat temu. Przekazy Egiptu określają to mniej więcej na około 40 tysięcy lat temu. Niektóre ludy Ameryki Północnej powstanie człowieka umiejscawiają na 20-15 tysięcy lat wstecz od naszych czasów. Różnice ogromne, ale i tak odległe w czasie. Ponadto, jak sądzę, większość twierdzeń tego typu opiera się na przekazach pisanych. A co z cywilizacjami, które nie umiały pisać? Czy mamy prawo odebrać im miano cywilizacji? Co w końcu z cywilizacjami, które zniknęły z kart historii w wielkich kataklizmach pozostawiając tylko nikłe ślady lub nie zostawiając ich wcale?

Czytając stare źródła można stwierdzić, że stworzeń człowieka mogło być co najmniej kilka i wszystkie miały miejsce po wielkich kataklizmach, jakie dotykały ludzkość. Oczywiście czytając tylko te, które zachowały się do naszych czasów. Większość przekazów została zniszczona przez „nawiedzony” personel naziemny Nowego Pana lub przez całkowitych ignorantów. Część, być może, ukryta przed światem, zalega półki najbardziej tajnej biblioteki świata w Citta del Vaticano, a te, które są dostępne, są w większości ignorowane już w majestacie nauki. Czy poniższe stwierdzenia pisali ludzie o wybujałej fantazji? Czy to co piszą można zaliczyć do uroczego mijania się z prawdą?

Platon: Najpierw, wzmiankujesz jeden tylko potop ziemski, podczas gdy dawniej było ich wiele. Następnie, nie wiecie, że w waszym kraju żyła najpiękniejsza i najlepsza rasa ludzka, ani że od tych właśnie ludzi pochodzisz ty i całe wasze obecne miasto dzięki temu, że zachowała się mała ilość nasienia: wy nie wiecie tego, ponieważ w ciągu licznych generacji pomarli ci, co przeżyli owe czasy, lecz nie byli w stanie nic zapisać.

Gilgamesz – Ty, mężu z Szurippak, Utanapisztim, synu Ubara-Tutu, wybuduj arkę z drzewa, wybuduj ją na korabiu! Kiń swe bogactwa, pogardź pożytki swymi, zbaw żywot swój – szukaj życia! Z wszystkiego, co żywoistne, z każdego rodzaju – nasienie wprowadź do nawy.

Kodeks Rios – Kiedyś, w dniu Naui Ollin, nastąpi koniec świata. Wszystko, co żyje, ulegnie zniszczeniu na skutek trzęsienia ziemi. Będzie to już czwarte zniszczenie ludzkości. Ale nie wiemy, czy i tym razem ludzkość będzie miała szczęście – po raz piąty – pozostawić nasienie…

Trzy przykłady z krańców świata wskazują na to, że starożytni doskonale wiedzieli o czym pisali. Zdawali sobie sprawę z tego, że najważniejszą częścią Ziemi są istoty na niej żyjące, a przede wszystkim człowiek. Doskonale odróżniali też nasienie od istot żywych.

Pójdźmy dalej. Co zrobić z tak kłopotliwymi znaleziskami?:

•  w warstwie określanej na ok. 450 mln. – ślad obuwia o wyglądzie buta astronauty,
•  w warstwie geologicznej sprzed ok. 200 mln. lat – ślad bosej stopy,
•  ślad wielkiej stopy obok śladu dinozaura w warstwie geologicznej określanej na ok. 100 mln. lat.

Wszystkie te ślady odnaleziono w Ameryce Północnej i wszystkie zostały zakwalifikowane przez naukę jako sprytne fałszerstwa. Współczesna nauka wmawia nam, że pochodzimy od małpy, tylko jakoś nie może wskazać od której. Niezrozumiałe jest przy tym to, że ewolucji spodobał się tylko jeden gatunek z naczelnych, a resztę odrzuciła. Dlaczego, skoro według darwinistów, ewolucja działa wszędzie i jednakowo na wszystko i na wszystkich?

Wniosek nie jest optymistyczny. Ewolucja, jako teoria, wymyka się nauce bo nie jest konsekwentna w stosunku do całości życia na naszej planecie, a przynajmniej małp. Natura nie lubi przypadkowości, a nauka nie umie wytłumaczyć tego fenomenu. No i do tej pory nie może znaleźć tego brakującego ogniwa, które na wieki połączyłoby nas z atrakcyjnym przodkiem żyjącym do dziś w środku afrykańskiej dżungli. Są jeszcze dwie prawdy uznane przez naukę:

•  4-3,8 mld. lat temu – okno czasowe – powstanie pierwszych organizmów na Ziemi,
•  535 mln. lat temu – wielki wybuch biologiczny – nagłe i jednoczesne pojawienie się wielu gatunków roślin i zwierząt,

Czy można je przyjąć za dwa etapy wielkiego tworzenia życia? Najpierw zostaje „zasiane” życie pierwotne mające stworzyć warunki życia dla wyższych form, a przede wszystkim mające rozpocząć „produkcję” tlenu, a dopiero później stworzone są wyższe formy życia, które stanowić mają bazę dla istoty stworzonej na wzór i podobieństwo. Człowiek wkracza na arenę najpóźniej, już po stworzeniu dla niego bazy życiowej. Jeśli wierzyć Sumerom tworzenie człowieka sięga ponad 400 tysięcy lat wstecz i nie było to od razu doskonałe stworzenie. Nauka na podstawie badań DNA i mitochondrialnego DNA twierdzi, że nasz myślący przodek powstał nagle około 290-140 tysięcy lat temu w Afryce.

czlowiek

Widać, że istnieje potężna luka pomiędzy 1,5 mln a 300 tysięcy lat. Tu nauka milczy, bo nie ma żadnych dowodów na ewolucyjne formy przejściowe i prawdopodobnie ich nie znajdzie jeśli wierzyć przekazom starożytnych. Na dzień dzisiejszy darwinizm i jego ewolucja to „czarna dziura” światowej nauki, w której znikają pieniądze podatników i energia uczonych, bo żeby znaleźć dowody trzeba przekopać całą Ziemię i tysiące „prazupek” porazić prądem, nie mając żadnej pewności, że da to jakiś pozytywny rezultat.

Teoria ewolucji nadal jednak ma się dobrze i dzięki reklamie w mediach „darwiniada” trwa dalej. W październiku 2004 prasa obwieściła całemu światu, że na indonezyjskiej wyspie Flores odkryto szczątki małpoludka, którego natychmiast okrzyknięto człowiekiem. Kości odkryto w doborowym towarzystwie karłowatych słoni, waranów i kamiennych narzędzi. On sam był podobno krasnalem o mózgu grejfruta, a skarłowaciał, bo żył odizolowany na wyspie gdzie nie było porządnego wzorca. Jak twierdzą uczeni – „Karlenie w takich warunkach, zwłaszcza na wyspach, to przypadek znany z dotychczasowych obserwacji zwierząt”. No proszę, niby człowiek, a zachował się jak zwierzę? Wiek tego prapigmeja określono na 18 tysięcy lat, nazwano Homo florensiensis i na wszelki wypadek już włączono do panteonu – Homo habilis, Homo erectus, Homo neanderthalensis i Homo sapiens. Biorąc pod uwagę stosunkowo młody wiek znaleziska można spytać – czy to było gwałtowne cofnięcie się ewolucji czy też jej niewinne „wypsnięcie”? Na to pytanie głosiciele małpiej ewolucji, nie dali odpowiedzi.

ETHIOPIA HUMAN EARLIEST ANCESTORS
Czy to dziadek Lucy?

Najbardziej poszukiwanymi elementami małpiej doktryny są tzw. formy pośrednie, czyli coś między prawdziwą małpą a dzisiejszym homo. Co prawda genetycy wręcz twierdzą, że forma pośrednia nie ma prawa istnieć, ale wyznawcom Darwina to nie przeszkadza i uparcie ich poszukują. Do tzw. Lucy, małpy z Etiopi sprzed 3 mln lat, doszedł ostatnio jej „dziadek” sprzed 4 mln lat. Też z Etiopi i mieszkający tylko 60 km od wnuczki. Problem w tym, że z dziadka Lucy pozostało niewiele. Jak z tego kawałka kości wywnioskować czy już chodził na dwóch kończynach czy jeszcze podpierał się ogonem? Bez obawy, dzisiejsi wyznawcy Darwina potrafią wszystko. Już niedługo dowiemy się, że chodził wyprostowany jak carski oficer i na pewno nie wchodził już na drzewo bo nie miał pazurów, a samą gębę się jakoś uśredni między wszystkimi „pitekami”, tak by przypominał daleką wnuczkę. Proponuję nazwać go Karol.

Następne odkrycie. Po czterech latach dyskusji nad fragmentem czaszki z Czadu uczeni doszli do wniosku, że mają do czynienia z prapradziadkiem „Karola”, który żył tamże już przed 7 milionami lat. Oczywiście natychmiast włączono go panteonu człowieczej generacji pod nazwą Sahelanthropus tchadensis, ale „żyje” dla naukowców pod pieszczotliwą nazwą – Toumai. Rekonstrukcji z paru zębów i fragmentu czaszki dokonano rzecz jasna przy pomocy komputera, choć nadal są trudności z rekonstrukcją drogi do Wielkiego Rowu Afrykańskiego gdzie przeprowadzili się potomkowie wodza Toumai. Są też wątpliwości, bo jak wzruszająco piszą entuzjaści – „Toumai miał wysoką, charakterystyczną dla całego naszego drzewa rodowego twarz z delikatnie opadniętymi łukami brwiowymi nadającymi obliczu wyraz zatroskania, z dużymi, okrągłymi oczodołami i szerokim nosem” ale „wygląd twarzy Toumai nie współgrał z wielkością jego mózgu”. Jakiż to program komputerowy potrafi wyczarować z kawałka czaszki wyraz zatroskania? Takich rozczulających momentów czeka nas zapewne jeszcze wiele, gdyż nie znaleziono rozstajnych dróg małpy i człowieka.

W codziennej prasie raz po raz ukazują się sensacyjne artykuły o ustaleniu drzew genealogicznych coraz to innych stworzeń. Naukowcy amerykańscy po wieloletnich badaniach mogą się pochwalić znajomością pochodzenia nietoperza, czyli latającej myszy. Nie tej zwykłej, ale jej kuzynki pracującej w lotnictwie. Tutaj też w grę wchodzą miliony lat, podczas których przodek Darwina, cierpliwie dzień po dniu rzucał zwykłą mysz w powietrze, aż któraś z kolei bojąc się wytrzebienia gatunku rozpoczęła normalne loty. Która z kolei i po ilu latach eksperymentu rozpoczęła nową genetyczną gałąź, naukowcy nie podają. Ważne jest to, że zaczęła latać.

Na tym nie koniec. Okazuje się, że nic już nie jest pewne. W grudniu 2004 r. okazało się, że już nie pochodzimy od małpy ale od… ryjówki, małego zwierza ryjącego pod dinozaurami już około 75 mln lat temu. Do takiego wniosku doszedł prof. Dawid Haussler z Uniwersytetu Kalifornijskiego po zmiksowaniu genów kilku współcześnie żyjących ssaków i wyciągnięciu średniej. Brawo. Co tam jeszcze zostało…?

Czy działanie ewolucji można zaobserwować dzisiaj? Oczywiście, że można. Człowiek od iluś tysięcy lat jakoś nie może wytworzyć mechanizmów obronnych przed takimi chorobami, jak choćby malaria, grypa czy zwykłe przeziębienie. Przez dziesiątki tysięcy lat mając do czynienia z ogniem nie wykształcił ani krzty odporności na oparzenia. Jakoś przez tyle lat nie może się przystosować do oddychania smogiem w wielkich miastach. Małpy mając tak doskonały wzorzec i wspaniałych nauczycieli nie mogą nauczyć się pisać i czytać. Żadnemu rekinowi jeszcze nie przyszło do głowy pospacerować po plaży pełnej ludzi, gdzie pokarm sam wchodzi do paszczy. Ewolucja doskonale działa na papierze, gdzie można do woli szastać milionami i miliardami lat. Nikt i tak nie jest w stanie tego udowodnić i być może o to w tym wszystkim chodzi.

Darwiniści, owi „marksiści natury”, mają też potężnego orędownika w postaci filozofa starożytnej Grecji, choć nie wiem dlaczego nie chcą się na niego powoływać. Dlaczego ci luminarze ewolucji nie uwzględniają w swych opracowaniach tak znamienitego antenata? Może nie znają jego znakomitej sentencji:

Platon – W ten sposób, zarówno w dawnych czasach jak i teraz, wszystkie jestestwa żywe przemieniają się jedne w drugie, przechodząc z jednego gatunku do drugiego w miarę, jak tracą lub nabywają inteligencji względnie głupoty.

Jednak cała prawda o teorii Darwina jest trochę inna niż się powszechnie uznaje. Sam Darwin pisał tylko, że ewolucja posiada selektywną właściwość, polegającą na eliminacji osobników słabiej wyposażonych genetycznie, a przeżywaniu lepiej przystosowanych i w ten sposób dochodzi do utrwalenia biologicznych cech korzystnych dla przetrwania gatunku. Tę część pracy wykorzystał Adolf Hitler głosząc przetrwanie tylko najsilniejszych i najlepszych gatunków, w tym wypadku rasy aryjskiej. Natomiast nadinterpretacji prowadzącej do wniosku, że człowiek jest ewolucyjnym potomkiem małpy wprowadził nie kto inny, jak jeden z ojców komunizmu – Fryderyk Engels i to właśnie komunistom zawdzięczamy tak zawrotną karierę teorii gadającej małpy.

Kosmiczna arka Noego

Dzisiejsza nauka, szczególnie ta badająca najstarsze dzieje Ziemi, oparta jest na wielkim „gdybaniu” i nadużywaniu słówka „prawdopodobnie”. Po przyjęciu głównego aksjomatu, że Układ Słoneczny powstał około 4,5 mld lat temu ustalono, że należy tak balansować wiekiem dowodów, by nie wyskoczyć poza główne ramy czasowe oraz nie przeczyć logice w rodzaju – matka nie może żyć w jakimś kolejnym pokoleniu po swoim synu. Ponadto nie wiadomo, czy brakujący 1 mld lat jest adekwatny do prawdy. Wiek wszechświata określany jest na około 12 mld lat i kompletnie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie ile trwać może ewolucja od bakterii do złożonej formy inteligentnego homo. Odwieczny problem darwinistów czy krowa jest wielorybem, który zapragnął zmiany pastwiska, czy wieloryb jest krową, której znudziło się skubanie trawy, nie może doczekać się definitywnego rozwiązania.

Niektórzy być może pamiętają, jak na lekcji biologii pokazywano planszę, na której pływająca ryba na granicy z lądem zamieniała swój przód na gadzi z rybim ogonem, a już na lądzie paradował okazały gad. Miało to trwać setki milionów lat i tak wyglądała ewolucja. Jak dokładnie to wyglądało nauczyciel nie potrafił wytłumaczyć. Powiedział tylko, że tak było naprawdę i tak proszę to przyjąć. Wynika z tego, że poszczególne części ryby zmieniały kształt w tempie ułamka mikroskali na rok. Jak i kiedy zmuszono pierwszego osobnika, by zaczął oddychać tlenem? Ochotnik czy wypchnięty na siłę? Jak głupia ryba wpadła na pomysł, że potrzebne będą nogi? Czym odżywiała się ta gadoryba przez te kilkaset milionów lat, gdy jeszcze nie chodziła po lądzie, a już nie pływała w wodzie? Kto chronił ten eksperymentalny egzemplarz od strony wody, a kto od strony powietrza?

W dawnych czasach nauka stanowiła rodzaj jednego naczynia w rękach czegoś co zwano filozofią. Dawało to swego rodzaju rękojmię jednolitości poglądów. A dzisiaj? Nowoczesna nauka rozbiła to naczynie na drobne skorupy i każda z nich od tej pory żyje własnym życiem. Każda skorupka otrzymała swoją nazwę i swoich wyznawców w postaci tzw. wyspecjalizowanych uczonych. Stracono zaś ową jednolitość i brak spójności poszczególnych części nauki. Do dziś odbija się czkawką brak sensownego podstawowego założenia, któremu podporządkowano by wszystkie inne badania naukowe. Totalny bałagan, bezładne miotanie się tam i z powrotem, nie przemyślane kierunki badań, głupie doświadczenia i jeszcze głupsze wyniki – taki jest obraz dzisiejszej nauki o Ziemi, człowieku i jego historii. Żaden naukowiec nie jest obiektywny, bo do tego potrzeba wiedzy absolutnej, ale tylko nieliczni mają odwagę przyznać, że jej nie mają.

Nie mogę także zrozumieć swego rodzaju hipokryzji. Większość uczonych, szczególnie na Zachodzie, wierzy w Boga, czemu daje niejednokrotnie wyraz. Lecz wystarczy, że przekroczą próg swoich uczelni i natychmiast o tym zapominają, głosząc wręcz coś odwrotnego. Dlaczego tak jest? Oddzielenie nauki od starożytnej mądrości oraz wprowadzenie na siłę teorii Darwina założyło psychologiczny kaganiec wszystkim bez mała uczonym. Słowo „stworzenie” wykreślono z naukowego słownika i zastąpiono słowem „ewolucja”. Skutki tego posunięcia będą miały takie reperkusje, że pochodzenie człowieka może nigdy nie zostać wyjaśnione. Jedno z głównych założeń, że człowiek jest koroną stworzenia i jest jedyny we wszechświecie musiało zaowocować odrzuceniem hipotezy o obcej ingerencji, a podstawowy dowód – człowiek, chodzi po ziemi i urąga całej nauce.

Jak powstało życie na Ziemi i kiedy doszło do jego powstania? Nauka określiła tzw. „okno czasowe” pomiędzy 4,0-3,8 mld lat temu, w którym powstawać miały pierwsze organizmy na Ziemi. Zwodnicza choć brzmiąca naukowo nazwa. „Okno czasowe” wymyślono! Wymyślono po to, by zmieścić jakoś w historii Ziemi czas na ewolucję, w wyniku której miał powstać człowiek. To, że czasu i tak jest za mało nie ma tu żadnego znaczenia, bo nikt nie jest w stanie tego udowodnić. Odkrycie bakterii kopalnych, których wiek ustalono na 3,1 mld lat też jest problematyczne. Tutaj też nikt nie jest w stanie udowodnić, nawet w przybliżeniu, czy wiek ustalono prawidłowo. Tu działa powyższa zasada mieszczenia się w granicach umownego okresu czasu. Nauka ustaliła dalej, że w okresie Proterozoiku na Ziemi pojawiają się już glonowce, pierścienice i jamochłony. Około 2,5 mld lat ewolucja strawiła na przejściu od bakterii do organizmów złożonych. Jakie to proste i jakie szybkie. 2,5 mld lat i mamy stułbię, następne „drobne” 1,5 mld lat i mamy już człowieka.

Mało tego. 535 mln lat temu, według nauki, na Ziemi następuje „wybuch biologiczny”. Nagle i jednocześnie pojawia się niezliczona ilość gatunków roślin i zwierząt. Pozwolę sobie zapytać z czego? Z tych jamochłonów i pierścienic? Jaka przyczyna spowodowała nagłą wielotorowość ewolucji? Przecież podstawą darwinizmu jest przystosowanie się do określonego środowiska. Czy Ziemia była w stanie stworzyć setki tysięcy środowisk? Czy różnorodność gatunków w obrębie rodzin oznacza, że każde środowisko wytwarzało jeszcze tysiące podśrodowisk? Przecież to jest paranoja.

Jest logiczne, że życie na Ziemi jest nierozerwalnie związane z nią samą i jej losem. Odpowiedź na pytanie kiedy na Ziemi zaistniały warunki do rozwoju życia, musi dać równocześnie odpowiedź na pytanie o jego początki. Z tym też są problemy. Do tej pory nie ma w nauce jednolitej hipotezy tłumaczącej powstanie Układu Słonecznego, nie mówiąc już o samej Ziemi. Zwykłych ludzi karmi się teoriami w rodzaju: „kontynenty liczą miliardy lat”, ale „oceany nie są starsze niż kilkaset milionów lat”. To, za przeproszeniem, skąd nagle wzięło się tyle wody i do tego słonej? Co przez tyle setek milionów lat znajdowało się między kontynentami? Czy życie wyszło z wody dopiero kilkaset milionów lat temu? W imię nauki robi nam się wodę z mózgu.

Moja hipoteza jest prostsza, ale zmuszająca do opuszczenia kręgu nauki i ukłonu w kierunku mądrości starożytnych. Wiadomo z kosmogonii sumeryjskiej, że Ziemia w przeszłości doznała katastrofy kosmicznej oraz, że życie na Ziemi zostało zasiane z kosmosu. O dziwo, można z tego ułożyć sensowną hipotezę. Oczywiście hipotezę także nie do udowodnienia, ale za to ładniejszą, bardziej fascynującą i bardziej zrozumiałą.

•  W zaraniu tworzenia się Układu Słonecznego praZiemia krążyła po orbicie między Marsem i Jowiszem, cała jej powierzchnia pokryta była wodą. Czy posiadała atmosferę? Być może, lecz była to zapewne cienka warstwa tego, co wyparowało z jej powierzchni, o ile w ogóle coś parowało w tak niskiej temperaturze.
•  Około 500 mln lat po uformowaniu się Układu Słonecznego w jego granice wtargnęła obca planeta. Dochodzi do kolizji z nią lub z jej księżycem, w wyniku której praZiemia traci około połowy swej masy, ponad 2/3 skorupy i zostaje zepchnięta na orbitę bliższą Słońcu. Z utraconej części skorupy i wody tworzy się pas planetoid, komety i pomniejsze asteroidy.
•  Część praZiemi, która nie uległa rozbiciu, rozpoczyna wędrówkę w okolice bliższe Słońcu, stabilizując się w końcu na dzisiejszej orbicie.
•  W wyrwę powstałą po uderzeniu spływa pozostała część wody, która w zetknięciu się z gorącym płaszczem planety tworzy niezliczoną ilość pary wodnej. Utrzymywana siłą grawitacji para wodna staje się pierwszą atmosferą Ziemi.
•  Jako ciało niebieskie o znacznej masie zaczyna dążyć do odzyskania kulistego kształtu, co jest bezpośrednim powodem rozerwania pozostałej części skorupy, które już jako prakontynenty rozpoczynają wędrówkę po gorącym, półpłynnym płaszczu Ziemi. Wtedy też zaczyna się formowanie kształtów przyszłych oceanów i wtedy też zapewne dochodzi do kolizji wypiętrzających systemy górskie. Woda krążyła jeszcze w atmosferze w postaci chmur pary wodnej.
•  Po osiągnięciu kulistego kształtu, rozmieszczeniu się prakontynentów na jej powierzchni, stwardnieniu dna oceanów i względnym ustabilizowaniu się skorupy w stanie równowagi obojętnej Ziemia zaczynała przypominać dzisiejszą planetę.
•  Po ochłodzeniu się powierzchni Ziemi i opadnięciu wody z atmosfery, Ziemia była gotowa do „przyjęcia” życia.

A co na to nauka? Nauka nieśmiało przebąkuje, że coś musiało się stać 500 mln lat po powstaniu Układu Słonecznego. Nie mówi wprost o katastrofie kosmicznej, ale o jakimś „wielkim odgazowaniu”, które utworzyło atmosferę Ziemi. Do dziś jednak nie ma jednolitego poglądu na powstanie komet czy pasa planetoid. Nauka nie jest w stanie odpowiedzieć kiedy i dlaczego Mars wszedł w posiadanie tak dziwnych księżyców.

dino

Za to uczeni francuscy przesunęli początek rozpadu prakontynentu na 800 mln lat temu. I chwała im za to, bo bardzo uprawdopodobnili warunki do zaistnienia „wielkiego biologicznego wybuchu” 535 mln lat temu. Czy taki termin może być prawdopodobny? Czy na uformowanie nowego kształtu i ochłodzenie powierzchni nasza planeta potrzebowała bez mała 3 mld lat? Chyba w dalszym ciągu gubimy się w domysłach.

Co mogło spowodować ten „wielki biologiczny wybuch”? Tu w moją hipotezę wkraczają ONI i ich „Kosmiczna arka Noego”. Nie jest niemożliwe i nie można całkowicie wykluczyć, że życie zostało przyniesione z kosmosu. Przemawia za tym ogromna różnorodność form życia, a przede wszystkim nagłe ich pojawienie się. Tu prawdopodobnie pojawia się też pierwsze niedopatrzenie. Z „kosmicznych nasion” wyrastają gigantyczne zwierzęta i rośliny. Zarodki zabrane zapewne z rodzimej planety, lub tworzone w warunkach kosmicznych, gdzie siła ciążenia mogła być większa niż na Ziemi, rodząc się w warunkach mniejszej grawitacji osiągają olbrzymie rozmiary. Czy rozmiary tych potworów zmniejszały się w następnych pokoleniach, czy też 65 mln lat temu mieliśmy do czynienia z pierwszą interwencją Stwórcy? Na to nie jestem w stanie odpowiedzieć, choć wygląda prawdopodobnie. Dla cywilizacji wędrującej przez kosmos, skierowanie w kierunku Ziemi dużego asteroidu było zapewne dziecinną igraszką. Może jednak za masowe wyginięcie dinozaurów także odpowiada „wielki uskok skorupy ziemskiej”? Jak bowiem wytłumaczyć „zagładę”, która według nauki trwała 2 miliony lat?

Można wysnuć z tego jeszcze jeden bardzo ważny wniosek. Wynikało by z tego, że w całym Układzie Słonecznym tylko jedna planeta nadawała się do życia, tylko Ziemia oferowała warunki gwarantujące rozwój i przetrwanie dla form żywych. Być może ostatnie odkrycia w meteorycie z Marsa wskazują tylko na jakiś nieudany kosmiczny eksperyment. Eksperyment, który wykazał, że nawet organizmy pierwotne nie wytrzymały próby przetrwania na tej planecie.

Cywilizacja Bogów

Jak w tym wszystkim umiejscowić Bogów i Ich ingerencję w inteligentne życie na Ziemi? Sądzę, że pierwszym krokiem musi być danie wiary temu, co piszą starożytni, a przede wszystkim zrozumienie tego co piszą. Drugim zaś, wymagającym niemałej odwagi, jest inne spojrzenie na samych Bogów. Postawienie znaku równości między Bogami a przedstawicielami bardzo wysokiej, pozaziemskiej cywilizacji powinno zmienić nasz sposób myślenia. Wszystko zaczyna być klarowne i zrozumiałe. Wiem, że takim stwierdzeniem skazuję siebie na stos, ale żeby zacząć to wszystko rozumieć i tak musimy zmienić nasze podejście do świata i samych Bogów.

Jeśli poddaliśmy w wątpliwość istnienie ewolucji, to musimy przyznać, że zaistnienie na Ziemi wielkiej różnorodności roślin i zwierząt musiało być efektem czyjejś ingerencji. Skoro wtedy na Ziemi nie było człowieka, to wniosek może być tylko jeden. Nazwanie tego Kogoś jest w tym momencie nieistotne, a istotny jest czyn którego dokonał. Kolejnym pytaniem, bodaj najważniejszym jest dlaczego powstał człowiek? Nie kiedy, ale dlaczego i po co. Jedną z odpowiedzi jest odpowiedź Sumerów. Człowiek powstał po to, by wyręczać Bogów w ciężkiej pracy oraz po to, by im służyć. Dość konkretna przyczyna choć coś innego można przeczytać w Sabhaparwie. Tu stwierdza się, że w odległych czasach, z odległego miejsca Bogowie przybyli na Ziemię aby studiować ludzi. Logika podpowiada, że możemy tu mieć do czynienia z inną ekipą, lądującą w czasach, gdy na Ziemi ludzie już istnieli.

Człowiek został stworzony kilkaset tysięcy lat temu i jak twierdzą Sumerowie od razu miał możność mówienia. Wszak zwierzętom i roślinom nazwy nadał Adam w ogrodzie Eden. Przez Bogów został nauczony pisać i przekazana mu została podstawowa wiedza. Po akceptacji Adama, jako pierwszego sprawdzającego się modelu człowieka, postanowiono stworzyć drugie ogniwo niezbędne do prokreacji. Tak powstała kobieta. Genetycznie identyczna z drobnym liftingiem w wiadomych miejscach. Do „produkcji” ludzi nie trzeba już było wykorzystywać „bogiń życia”. Rasa ludzka rozpoczęła własną egzystencję.

Nie obyło się wszakże bez kolejnej wpadki. Nie zdyscyplinowana, czy wręcz zbuntowana grupa boskich przedstawicieli, wbrew zakazom, dokonała gwałtu na ziemskich kobietach, co wydało przerażające owoce.

Biblia – Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach.

Dziś ta grupa jest znana pod nazwą „upadłych aniołów”. Czy znów dał znać o sobie przypadek złączenia kosmicznych genów z ziemskimi? Czy nie jest dziwne, że przekazy starożytnych są w tej materii nad wyraz zgodne? Giganci czy olbrzymy umieszczani są w pierwszym okresie panowania Bogów na Ziemi. Gdy zaczynają zagrażać pozostałej ludzkości, a przede wszystkim Bogom, podjęta zostaje decyzja o ich zniszczeniu. Bóg podejmuje także inną, brzemienną w skutki decyzję. Cała grupa (skażona pierwiastkiem ziemskim) zostaje skazana na wieczny pobyt na Ziemi. Nie zostają przyjęci z powrotem do grona kosmicznej ekspedycji. Biblia wspomina o jakiejś niebiańskiej bitwie. Być może ukarani chcieli siłą wywalczyć sobie utracone prawo, ale zostali pokonani. Pozbawieni możliwości powrotu do swojej cywilizacji, zmuszeni byli założyć pierwszą boską cywilizację na Ziemi. Jednak wtedy, zakładając istnienie miłosierdzia, nie zostają pozbawieni wszystkiego. Zatrzymują przy sobie wytwory najwyższej techniki, zapewne pozostawione im zostają stacje na orbicie Ziemi, środki bliskiego transportu kosmicznego itp. Sami zaś muszą zbudować bazę techniczną na Ziemi. Nie otrzymują tylko jednego. Nie otrzymują środka umożliwiającego im powrót na rodzimą planetę.

Kiedy to mogło się wydarzyć? Nasza nauka twierdzi, że pramatka ludzkości pochodzi z Afryki i było to około 200-300 tys. lat temu. Ile trzeba czasu, by populacja wzrosła na tyle, by liczyć się jako naród? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Ale wtedy populacja ludzi musiała być już dość znaczną, gdyż synowie boży jak piszą starożytni, mieli możliwość przebierania w ziemskich pannach.

Cóż, na tym można by zakończyć dywagację, lecz chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na dwa czynniki, które nie ułatwiały życia na Ziemi. Pierwszy to ciągłe zagrożenie z kosmosu, gdzie praprzyczyną była wielka katastrofa kosmiczna z początków formowania się Układu Słonecznego, a druga to ciągła niestabilność samej skorupy Ziemi spowodowana tą samą praprzyczyną. Oba czynniki zagrażają i dzisiaj, choć przez większość są bagatelizowane. Wbrew temu jak sądzi większość wierzących, bunt aniołów był błogosławieństwem dla rasy ludzkiej. Nikt inny, tylko pierwsza boska, ziemska dynastia, wielokrotnie ratowała ciągłość życia na Ziemi. Miała po temu możliwości, przede wszystkim techniczne. Czy nie jest zastanawiające, że zawsze po wielkich kataklizmach „królestwo ponownie zstępowało z nieba”?

Ziemię równolegle zamieszkiwały dwie cywilizacje. Cywilizacją wiodącą była oczywiście cywilizacja boska, a obok niej żyła cywilizacja jej służących – cywilizacja ludzi. Jak w każdym świecie, tak i w naszym istniały zapewne mezalianse, być może zamierzone, owocujące mieszańcami, których starożytni zwali półbogami lub herosami (półboginiami, boginkami lub heroinami). Zecharia Sitchin zwrócił uwagę na dziwny, według niego, sposób zawierania małżeństw, stosowany jeszcze w tzw. wyższych sferach. Co tu dziwnego? Zachowanie czystości genów było główną zasadą zachowania czystej rasy (trochę nieładnie brzmi). To dlatego Bogowie egipscy czy greccy utrzymywali stosunki ze swoimi siostrami, przy czym obowiązywała zasada, że ojciec mógł być ten sam, ale matka musiała być inna.

Bardzo możliwe, że wyrażenia takie jak „szlachetnie urodzony” czy „błękitna krew” odnosiły się początkowo do ludzi spokrewnionych z „synami bożymi” czy „półbogami” i pozostawały w ścisłym związku z tą elitą. Pierwiastek ten, czy bardziej gen, zaczął zanikać, gdy tą ścisłą czołówkę zaczęli uzupełniać szlachetnie urodzeni „z nadania”, ale o genach najzwyczajniej ludzkich. Być może ten boski gen jeszcze dzisiaj ujawnia się sporadycznie w geniuszach, o których mówi się, że talent otrzymali od Boga, czy też, że posiadają „iskrę bożą”.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na znamienny fakt. We wszystkich „rozkopanych” cywilizacjach nie znaleziono nic, co świadczyłoby o wykorzystywaniu „wysokiej technologii” przez ówczesnych ludzi. Dlaczego? Sądzę, że ludziom nie wolno było jej mieć. To samo ograniczenie dotyczyło także mieszańców (półbogów), z których rekrutowali się królowie ziemscy i kapłani. Najwyższa technologia była zastrzeżona wyłącznie dla Bogów. Człowiek mógł mieć tylko najprostszą broń – oszczep, łuk, miecz, tarczę, rydwan oraz narzędzia do pracy – pług, żarna, wozy itp. Wszystko to człowiek otrzymał (!!!) od Bogów, podobnie jak został nauczony rzemiosła, uprawy roli czy hodowli i tylko takie obrazy można oglądać na wszystkich odnalezionych reliefach starych cywilizacji. O broni jaką posiadali Bogowie odnaleźć możemy jedynie wzmianki w starożytnych przekazach. A te jak myślę, spisywano bez wiedzy Bogów i stąd prymitywny, „nietechniczny” opis naocznego obserwatora.

Bogowie prowadzili wojny między sobą na Ziemi, ale tu zasadniczym mięsem armatnim byli ludzie. Jak pamiętamy z greckiej mitologii Bogowie tylko pomagali w walkach, mogąc przechylać szalę zwycięstwa. Podobnie jak w mitologii hinduskiej. Natomiast walki Bogów między sobą były toczone na firmamencie, w przestrzeni pozaziemskiej, a tam jak wiadomo z przekazów hinduskich, w użyciu była najwyższa technologia, do dziś przez nas nie rozpoznana. Technologia, jaką znamy dziś i jaką posiadamy, powstała wyłącznie w wyniku ewolucji technicznej i stworzona została już przez samych półbogów i ludzi lecz dopiero wtedy, gdy Bogowie opuścili Ziemię.

Podobnie, jak sądzę, było z pełnieniem władzy na Ziemi. Królowie czy kapłani byli mieszańcami genów boskich i ludzkich i tylko ci mogli dostąpić tych zaszczytów. Partnerkami mogły być tylko kobiety z domieszką krwi boskiej. Była to kasta, która obowiązki pełniła dożywotnio i władzę czy kapłaństwo przekazywała z ojca na syna i tylko wewnątrz tej elity. Była to kasta pierwszych „urzędników państwowych” kształcona w dodatku przez Bogów. A kapłani? Prawdopodobnie obowiązywał tam ścisły celibat, ale tylko w odniesieniu do zwykłych „ludzkich” kobiet. Znane są z historii „kapłanki”, czy „klasztory dziewic” i chyba można się domyślać po co istniały.

Czy nie o degradacji umysłów pisze Platon opisując przyczynę najazdu mieszkańców Atlantydy na Europę?

Platon – Gdy jednak zanikł w nich boski pierwiastek dlatego, iż w wielkiej mierze i często zastępował go element śmiertelny i brał w nich górę ludzki charakter, wówczas nie potrafili już dłużej znosić swego obecnego powodzenia i zaczęli zachowywać się haniebnie.

Możliwe jest także to, że już wtedy człowiek nie doznawał „opieki” boskiej i był świadom tego, że został opuszczony przez Bogów. Brak widma nieuchronnej „kary Bożej” owocował samodzielnym podejmowaniem decyzji, nierzadko wbrew ustalonemu przez Bogów porządkowi. Zaczynało obowiązywać „ludzkie” prawo – prawo silniejszego.

Jak ziemia długa i szeroka do tej pory nie znaleziono szczątków, które można by uznać za szczątki innej cywilizacji. Czy świadczy to o tym, że innej niż nasza cywilizacja na Ziemi nie było, czy też nie potrafimy nic odnaleźć? Z jednej strony, przez tyle tysięcy lat nie powinno pozostać po nich nawet śladu, z drugiej zaś czy potrafilibyśmy je zidentyfikować? Wiele miejsca stare przekazy poświęcają wzięciu żywych do nieba lub „umieszczeniu” kogoś na nieboskłonie. Starzy Bogowie odchodzili do nieba, półbogów grecki Zeus umieszczał na niebie. Niebo nad nami roi się od herosów i „boskich” stworów. Dlaczego nie ma gwiazdozbiorów Bogów? Dlatego, że Bogów uosabiały planety.

Czy w niebie istniał boski dom starców i intensywna opieka medyczna? Chyba tak. Przecież Heraklesa Zeus umieścił na niebie dopiero po skażeniu go „bronią chemiczną” centaura Nessosa. Ra udał się do nieba, gdy był już trzęsącym się starcem, któremu z ust ciekła ślina. Czy zmarłych na Ziemi należących do ich cywilizacji także zabierano do nieba? Historycy twierdzą, że umieszczenie półbogów na firmamencie było zwykłą poetycką przenośnią. Naprawdę? Jak wytłumaczyłbyś nierozumnemu dziecku by nie ruszał psiej kupki. Zanim skończył byś wykład o szkodliwości bakterii kałowych dla ludzkiego układu pokarmowego, byłoby już za późno. Krzyknął byś krótko: nie rusz, to be. Tak samo tłumaczyło się mało rozumnemu człowiekowi, bo z resztą, nie była to jego sprawa.

Nurtuje mnie jeszcze jedno. Zdaję sobie absolutnie sprawę z tego, że mówimy o okresie czasu liczącym co najmniej dwie setki tysięcy lat. Dla wieku samej Ziemi to mrugnięcie okiem, ale dla historii rozumnego życia to szmat czasu. Skoro dopuściłem możliwość ingerencji obcych, to czy „desant” Bogów na Ziemię był tylko epizodem, czy też Ziemię odwiedziło kilka pozaziemskich cywilizacji? Tego nie można całkowicie wykluczyć. Skąd bowiem na Ziemi wzięło się tyle ras? Przy czym dlaczego krąg biblijny znał tylko trzy rasy – białą, żółtą i czarną? Dlaczego w Ameryce nie roi się od Mongołów (skoro zasiedlono ją przez cieśninę Beringa) lecz dominującą rasą jest rasa Indian? Czy nagłe pojawianie się na określonym terenie określonych grup ludzkich (określane dziś jako „znikąd” czy „niewiadomego pochodzenia”) nie było planowym „zasiedlaniem” czynionym przez Bogów? Czy kiedykolwiek sprawdzimy czy genotyp Neandertalczyka i człowieka z Cro-Magnon jest identyczny?

Skąd na Ziemi tyle religii, z których każda uważa, że jej Bóg jest jedyny i prawdziwy? Skąd na Ziemi wzięły się trzy podstawowe systemy liczenia – dziesiętny, dwudziestkowy i sześćdziesiętny? Nie liczę oczywiście wielu systemów liczenia od jeden do „mnóstwo wiele”. Skąd wreszcie tyle odmian pisma? Klinowe, hieroglify egipskie, hieroglify Majów, pismo Etrusków czy wreszcie sanskryt, że wymienię nieliczne. Dlaczego uczeni nie potrafią odczytać wielu rodzajów starożytnych inskrypcji? Sądzę, że z prostego powodu – Bogowie dali ludziom pismo, a nie alfabet. Wraz ze śmiercią znawców pisma umierała wiedza zawarta w pisanych przekazach.

Odbiegając, lecz niezbyt daleko, od tematu chciałbym przytoczyć pewien cytat ze starożytnego Sumeru, z epickiego poematu „Enmerkar i władca Aratty”:

Niegdyś nie było węża, nie było skorpiona, nie było hieny, nie było lwa,
nie było dzikiego psa ni wilka, nie było strachu ani przemocy,
Człowiek nie miał rywala.

Czy są to wynurzenia pogryzionego przez hienę albo majaki ukąszonego przez skorpiona, czy też opis dawniejszych, lepszych czasów? Wygląda jak opis greckich warunków „złotego wieku ludzkości”. Czy dopuszczając istnienie kilku boskich cywilizacji, które odnawiały życie na Ziemi po wielkich kataklizmach, można dopuścić także odtwarzanie lub tworzenie nowego żywego inwentarza? Niektóre zwierzęta jakby nie pasują do ziemskiej sielanki. Czy po kataklizmach nie pozostawały gdzieś w zakamarkach Ziemi ocalałe gatunki dawniejszych zwierząt? Twierdzi się przecież, że krokodyl czy latimieria, to relikty epoki dinozaurów. Czy wraz z odbudową życia rozumnego „dokładano” także nowe gatunki zwierząt? Czy drapieżne i jadowite zwierzęta miały regulować ilość ludzkiej populacji, czy też były tylko „ochroną” ściśle boskich terytoriów? Jaki czynnik mógł spowodować, że ludzie i zwierzęta zaczęli pożywiać się mięsem?

Jak długo bogowie rządzili na Ziemi? Chyba dostatecznie długo, by pozostawić po sobie niezatarty ślad. Jak widać nie żyli wiecznie, ale dostatecznie długo by stworzyć takie wrażenie na ludziach. Czy to właśnie ta zazdrość stworzyła naukową „odwieczną tęsknotę ludzi za nieśmiertelnością”? Dla życia boskiego Sumerowie operowali jednostką czasu zwaną „sar”, która liczyła 3600 lat. Panowanie Bogów w Egipcie czy Mezopotamii liczono w dziesiątkach tysięcy lat. W egipskich przekazach można zaś wyczytać o starzejących się bogach, których opis, wypisz wymaluj, pasuje do opisu dzisiejszych starych, schorowanych ludzi. Dziś nie ma już bogów i półbogów. Czy naturalnie wymarli, czy też zbudowali to, co im było najbardziej potrzebne – pojazd, którym wrócili do swej kosmicznej ojczyzny? Kiedy to mogło być? 14-15 tysięcy lat temu? Prawdą jest, że wojujących Atlantów i Greków nikt już nie ostrzegł przed kataklizmem. Jedno jest pewne. Na Ziemi ich nie ma. Nie ma też ich „zabawek”. Czy powrócą jak obiecali, czy tylko obiecali?

Dzisiaj sam człowiek zaczyna kreować się na Boga. Wynalazł już boski piorun i rozpoczął zabawę z genami. Przypomina to zabawę brzdąca z nożyczkami i kontaktem elektrycznym w ścianie. Może nie trafić w dziurki, ale jak trafi to może się poparzyć lub co gorsza może zginąć. Ktoś, kiedyś ujął to bardzo trafnie: „Ludzkość znalazła się w bardzo niebezpiecznych rękach – we własnych”. Ale, czy opuszczeni, mamy inne wyjście?

Gigantyczna sprawa

Czyli rzecz o olbrzymach. Czy faktycznie istnieli w zamierzchłych czasach? Czy starożytni, jak twierdzi dzisiejsza nauka, mieli tak wybujałą fantazję? Namacalnych dowodów nie ma, choć można przeczytać tu i ówdzie, że jeszcze na początku ubiegłego wieku, w chińskich aptekach, można było nabyć kości należące do olbrzymów. Podobno na Jawie znaleziono szczątki olbrzyma, ale te zaginęły w zawierusze II wojny światowej. W Transwalu w Południowej Afryce też ponoć natrafiono na szkielet olbrzyma. Co się z nim stało? Ślady prowadzą też na pustynię syryjską, gdzie podobno w Tadmurze (Palmyra) kalif Walid I odkrył grób i napis „Oto jest grób i katafalk pobożnej Bilkis (królowa Saby po arabsku) małżonki Salomona”. Kiedy na polecenie kalifa otwarto grobowiec, ten przerażony kazał go natychmiast zamknąć i nigdy nie otwierać. Był to podobno grób olbrzymki.

W księdze Henocha, apokryfie nie uznawanym przez oficjalną religię chrześcijańską, znajdujemy takie opisy:

I oto strażnicy Wielkiego Świętego zawołali mnie, Henocha, pisarza i rzekli do mnie: „Henochu, pisarzu sprawiedliwości, idż ogłoś Strażnikom Niebios, którzy opuścili wysokie niebo, wieczną siedzibę, splamili się z niewiastami, tak jak czynią to istoty człowiecze, wzięli je sobie i pogrążyli się w wielkim zepsuciu na ziemi”.


Zbliż się i słuchaj mej mowy. Idź tam i tak przemów do Strażników Niebios, którzy cię przysłali, abyś się za nimi wstawił: „Właściwie to wy powinniście wstawić się za ludźmi, a nie ludzie za wami. Dlaczego opuściliście wysokie i wieczne niebo, dlaczego spaliście z kobietami, dlaczego zbrukaliście się z ziemskimi córkami, wzięliście je sobie za żony i czyniliście jak ludzie i spłodziliście gigantów? Chociaż byliście nieśmiertelni, splamiliście się krwią ziemskich córek, krwią ciała swego spłodziliście dzieci, łaknęliście krwi ludzkiej i spłodziliście krew i ciało, jak czynią ci, którzy są śmiertelni i przemijający.


Udali się do córek ludzkich, spali z nimi, stali się nieczyści i wyjawili im wszystkie grzechy. I kobiety zrodziły gigantów, z powodów których cała ziemia napełniła się krwią i nieprawością.


Poszli do cór rodzaju ludzkiego, spali z nimi, splamili się kobietami. […] Czemuż porzuciliście wysokie i wieczne niebiosa, spaliście z kobietami, splamiliście się córami rodzaju ludzkiego i postępowaliście jak dzieci ziemi i spłodziliście olbrzymy?.

Apokryficzna księga Barucha wspomina nawet o ilości olbrzymów zamieszkujących ziemię:

I sprowadził Bóg potop na Ziemię i zniszczył wszystko życie, a także 4 090 000 gigantów. Woda sięgała piętnaście łokci ponad najwyższe góry.

Istnieją też inne, mniej znane opisy, jak te z Księgi Mojżeszowej:

Widzieliśmy też tam olbrzymów, synów Anaka, z rodu olbrzymów, i wydawaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szrańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach.


Gdyż ów Og, król Aszanu, był ostatnim z rodu olbrzymów; wszak jego grobowiec, grobowiec żelazny znajduje się w Rabbat synów Ammonowych, a ma dziewięć łokci długości, cztery łokcie szerokości według zwykłego łokcia męskiego.

Bogowie zapewne nie byli ułomkami. Zbliżenie z nimi, jak widać z cytatu z tabliczki z Nippur, napawało lękiem ziemskie kobiety. Na glinianej tabliczce wyryto słowa ziemskiej kobiety imieniem Ninlil:

Moja pochwa jest za mała, nie umie spółkować. Moje usta są za małe, nie umieją całować.

Znamiennym jest fakt, że wzmianki o olbrzymach czy gigantach występują niemal na całym świecie. Występują u ludów nawet odizolowanych wielkimi obszarami wód. Czy jest możliwe, żeby taki sam wątek został wymyślony w tylu odrębnych miejscach? Biblia, mitologia grecka, sagi skandynawskie, germańskie, fińskie, ba nawet Polska ma swojego Waligórę i Wyrwidęba. Eskimosi stwierdzają lakonicznie, że naonczas na Ziemi żyły olbrzymy. Przekazy azteckie mówią, że piramidy w Teotihuacan zostały usypane przez olbrzymów. Nie znam przekazów pisanych z Indii czy Egiptu, ale i tu można znaleźć olbrzymie postacie na reliefach i rysunkach starożytnych.

mezop1 mezop2 mezop3 mezop4 mezop5

Starożytna Mezopotamia. Postacie Bogów i królów nadnaturalnej wielkości. Czy to zamierzony efekt, czy tak wyglądali naprawdę? Król Hammurabi otrzymujący kodeks od siedzącego Boga. Królowie siedzący na koniach i „zamiatający” ziemię nogami. Wizyta u Boga i królowie lub kapłani ledwie sięgający mu powyżej kolan. Czy narodowy bohater Sumeru – Gilgamesz zabił kotka czy lwa? Jakiego musiał być wzrostu skoro trzyma lwa na przedstawionej rzeźbie? Dorosły lew ma chyba 2 m długości.

egipt2 egipt1 gigant egipt4 egipt5

Reliefy i rysunki z Egiptu. Faraon modlący się do Słońca, a za nim ludzka postać. Ramzes zabijający wrogów. Czy to ten sam, którego „egiptologiczna” mumia ma tylko 1,70 m wzrostu? Chyba nie. Środkowy fresk chyba nie wymaga komentarza, a osoba trzymająca olbrzyma za nogę na pewno nie jest dzieckiem. Faraon Narmer dwa razy wyższy od zwykłych ludzi, a na ostatnim rysunku poczęstunek faraona wykonywany ze specjalnego podestu.

azja1

Czy kiedyś naprawdę istnieli ludzie tak dużego wzrostu? Nauka już od lat szkolnych wpaja nam, że to królowie, zadufani w sobie, próżni i nonszalanccy kazali rzeźbić i rysować siebie w tak wielkich rozmiarach, by odróżniać się od pospolitej hołoty. Giganci w rodzaju Goliata, to przenośnia mająca wykazać, że nawet największe zło może być zwyciężone przez małe dobro. Olbrzymami z bajek straszono niegrzeczne potomstwo. Niektórzy na takich obrazach widzą dzieci. Jak to dzieci… Przecież dzieci mają zupełnie inną proporcję ciała. A na wojnie też dzieci? Palestyńska intifada w zamierzchłych czasach? Wolnego…

Ostatni relief znajduje się w kambodżańskiej świątyni Angkor. Przedstawia olbrzyma (króla?, demona?), który zabija lub bije dużo mniejszych od niego ludzi. Ludzi należących do tej samej, co on rasy – rasy „długouchych”, rasy, po której już dawno zaginął ślad. Bici są ciekawie skrępowani – bijący trzyma w ręku sznur, który jest przewleczony przez ich uszy. Jak wyglądały ich uszy obejrzysz dalej w rozdziale „Znaki szczególne zaginionych”.

zab
Ząb znaleziony w okolicach Giza

Czy ktoś się zastanawiał, dlaczego starożytni byli tak nieekonomiczni? Dlaczego budowano tak wysokie świątynie i pałace, dlaczego wejścia do nich były wielokrotnie wyższe od wzrostu przeciętnego człowieka? Jak sądzę dlatego, że świątynie budowano dla Bogów, a pałace dla królów – dzieci Bogów. Boski gen wzrostu występował także u ich dzieci. Do dziś mówi się – Bóg jest wielki. Początkowo miano chyba na myśli wzrost, jako że język starożytnych był językiem oszczędnym i jednoznacznym. To dopiero rozwój języka w naszych czasach doprowadził do takiej wieloznaczności jednego określenia. Starożytni określali wzrost olbrzymów na 100-200, a czasem więcej stóp. Przyjmując proporcjonalną siłę przestaje dziwić, że igraszką dla Bogów było postawienie cyklopowych murów, a giganci z łatwością ciskali olbrzymimi głazami.

Ktoś może zapytać: no dobrze, a czemu malowany na wazach greckich, Herakles syn Boga zabijający lwa jest już taki proporcjonalny? Sądzę, że odpowiedź tkwi w czasie. Grecy, jeden z najbardziej inteligentnych, ale już współczesnych, historycznych ludów nie widzieli wokół siebie olbrzymów. Nie mieli autentycznego, żyjącego wzorca, a w rysunkach chcieli oddawać prawdę.

Dlaczego nie znajdujemy grobów gigantów? Sądzę, że wyjaśnienie tej kwestii leży już w sferze bardziej duchowej, w sferze miłości ojcowskiej. Pierwsi ziemscy królowie byli dziećmi Bogów i śmiertelnych kobiet. Bardzo możliwe, że u schyłku życia ojcowie „zabierali ich do nieba”, by ostatnie chwile spędzili już bez ziemskich trosk. Oczywiście mówimy tu tylko i wyłącznie o boskich dzieciach. Czytając Teksty Piramid po odrzuceniu tysiącletnich „zanieczyszczeń” można dojść do wniosku, że czyta się reportaż ze startu pojazdu kosmicznego. Dojście do statku poprzedzone jest przechodzeniem przez różne pomieszczenia, gdzie podróżnik jest sprawdzany przez obsługę naziemną i przygotowywany do lotu. Przeczytać można, że faraon był nawet zatrzymywany przez „gadające drzwi” i dopiero po podaniu hasła przepuszczany dalej. W końcu zajmował miejsce w „oku Horusa” i rozpoczynał swą podróż w kosmos. Olbrzym Ra-meses to przecież syn Boga Ra. Istnieją także przekazy, że do nieba zabierane były też matki boskich dzieci. Takiego zaszczytu w najbliższych nam czasach dostąpił przecież syn Boga Jezus i jego matka Maria. Czy mówiąc o Nich, mówimy o właściwych czasach? Czy nasza, chrześcijańska religia ma „tylko” dwa tysiące lat?

Jak zwolennicy Allaha dowodzą prawdy

Nie tylko chrześcijanie chcą za wszelką cenę dowieść prawdy. Robią to także bracia w Allahu. Mistyfikacji dokonali nie zwolennicy Biblii a zwolennicy Mahometa.

olbrzym olbrzym2
Trzydziestometrowy Adam i mastodont z USA

Jak napisano w artykule „Gigantyczny szkielet ludzki znaleziony w Arabii Saudyjskiej” – „Wcale nie chodzi o potwierdzenie prawd biblijnych, lecz koranicznych. Mahomet twierdził, że Bóg stworzył Adama na swoje podobieństwo – posiadającego 30 metrów wzrostu. Od czasu, gdy Adam postawił swą stopę na ziemi, kolejne pokolenia malały. Cyfrowo sfałszowane zdjęcie ma na celu potwierdzenie, że Mahomet mówił prawdę. Zdaniem Faith Freedom, zgodnie z tradycyjnym nauczaniem islamskim, kłamanie w celu budowania wiary w Allaha jest jak najbardziej etyczne.”. Oszustwo wytropiła Elli z Wiednia. Dzięki Elli.

Shareware czy zwykłe demo ?

Czym jest człowiek w na Ziemi? Koroną stworzenia czy szczytem ewolucji? Władcą Ziemi czy tylko najrozumniejszym wśród małorozumnych? Czy jest tylko małym płomykiem, który może zgasić najlżejszy nawet podmuch. Jakie zdanie na jego temat miały wyższe, boskie sfery, przeczytać można u Ajschylosa:

Prometeusz: Oprócz zaś tego jeszczem dał im ogień. Okeanidy: Dziś jasny ogień mają jednodniowi?

Dlaczego nasze życie jest takie, a nie inne? Czy tak być musi? Tak. Przynajmniej na razie. Postarali się o to Bogowie, nasi stwórcy. Jak wiadomo, pierwsi ludzie (w Biblii nazywani patriarchami) wiek swój liczyli w setkach lat. Widać Stwórca nie obawiał się wtedy konkurencji albo zbyt mocno uwierzył w intelektualną doskonałość swego dzieła. Im dalej tym gorzej … dla nas. Piszą o tym starożytni:

Popol Vuh – Zostali obdarzeni rozumem; spojrzeli i natychmiast wzrok ich sięgnął daleko, zdołali ujrzeć, zdołali poznać wszystko, co istnieje na świecie. Kiedy patrzyli, w jednej chwili widzieli wszystko, co ich otaczało, i oglądali wokół siebie sklepienie niebieskie i okrągłe oblicze ziemi. Widzieli wszystkie rzeczy zakryte, bez potrzeby ruszania się z miejsca; natychmiast widzieli świat i jednakowo dobrze z miejsca, gdzie się znajdowali, widzieli go.


Wówczas Serce Nieba cisnął im oparem w oczy, które zamgliły się jak powierzchnia lustra, gdy na nie chuchnąć. Oczy ich zaćmiły się i mogli widzieć jedynie to, co było blisko, tylko to było dla nich jasne. W taki oto sposób zostały zniszczone mądrość i wszelka wiedza owych czterech ludzi, którzy są źródłem i początkiem [rasy quiche]. Tak zostali stworzeni i utworzeni nasi dziadkowie, nasi ojcowie, za sprawą Serca Nieba, Serca Ziemi.

Opowieść o Adapie – Wydoskonalił jego rozum […] Dał mu mądrość […] Dał mu poznanie; Wiecznego życia mu nie dał.

Księga Rodzaju – Tuż przed potopem, Stwórca widząc, że rodzaj ludzki zaczyna wymykać się spod kontroli

Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat.

Ingerencja producenta we własny produkt spowodowała ograniczenie jego trwałości. Cóż, miał do tego prawo. Szkoda tylko, że jednocześnie zlikwidował instytucję gwarancji.

Nie sposób nie zauważyć, że mowa jest tu o manipulacjach genetycznych. Każdy, kto cokolwiek wie o życiu istot żywych, tylko taką ewentualność weźmie pod uwagę. Nie istnieje inna możliwość zmian właściwości organizmów żywych. Na ten temat pisało, a właściwie przepisywało od Daenikena, bardzo wielu. Istnienie w głębokiej historii dziwacznych istot, chimer, potworów itp. przypisuje się „zabawom” Bogów. Czy naprawdę? Nawet my, ludzie dzisiejsi, uważamy badania genetyczne za rodzaj najniebezpieczniejszej zabawy. Czym więc mogło to być? Może mieliśmy tu do czynienia z przejęciem starego laboratorium przez jakąś nową ekipę, która pozbawiona dokumentacji robiła doświadczenia na znanej zasadzie „jakoś to będzie”. Może „potwory” tworzono jako elementy ochrony ściśle boskich terytoriów?

Dziwi mnie natomiast, że tylu znawców rzeczy, nie zwróciło uwagi na fakt stosowania klonowania. Wydaje się, że oprócz naturalnej prokreacji ocalonych z kataklizmów, w niektórych miejscach miał miejsce akt odtwarzania rodzaju ludzkiego poprzez klonowanie. Przykład z przekazów dawnych ludów Meksyku:

I natychmiast skrzyknęli się bogowie. Rzekli: Kto zamieszka ziemię? […] I wnet udał się Quetzalcoatl do Mictlanu, zbliżył się do Mictlantecuhtli i do Mictlancihuatli, i tak do nich rzekł: Przybywam w poszukiwaniu drogocennych kości, które ty przechowujesz, przychodzę by je zabrać. […] Co z nimi uczynisz Quetzalcoatlu? Odrzekł mu Quetzalcoatl: Bogowie pragną, by ziemia była zamieszkana. […] Ale potem udał sie w głąb, zagarnął drogocenne kości. Z jednej strony znajdowały się kości mężczyzny, z drugiej kości kobiety. […] Tu następuje opis zabierania kości, ale wskutek intrygi kości zostają rozsypane i zmieszane. Quetzalcoatl zbiera je i składa w jedną wiązkę i przynosi je do Tamoanchan […] Wtedy przybyła ta, która zwie Quilaztli, a która jest Cihuacoatl, i zmełła je, i włożyła je do drogocennego naczynia, Quetzalcoatl zrosił je wtedy własną krwią. […] …i rzekli: och bogowie narodzili się macehuales.

Dla wyjaśnienia – „Macehuales – ludzie, członkowie niższej warstwy społecznej”. Sądzę, że to nie wymaga żadnego komentarza. Można tylko zapytać, czy to wtedy narodziła się nowa ludzka rasa – Indianie? Czy był to odosobniony przypadek i tylko na tym terenie? Jaka część dzisiejszej światowej populacji to potomkowie ocalonych, pierwszych ludzi? Widać także z tego zaoceanicznego przykładu, że (tak też twierdzili Sumerowie), człowiek należał do najniższej warstwy ówczesnej cywilizacji. Potwierdza to także istnienie azteckiego Boga o imieniu Titlacauan, co tłumaczy się jako „ten, którego niewolnikami jesteśmy”.

Co z tego wynika? Nic radosnego. Stwórca wprowadził nas w życie na zasadzie produktu shareware. Działa owszem dobrze, ale nie wszystkie funkcje można uruchomić. Gdy po ziemi chadzali Bogowie, wszelkie poprawki i naprawy wykonywali oni sami (słynne przykładowo Epidauros w Grecji). Gdy ich zabrakło zostaliśmy zmuszeni do naprawy samych siebie. Kiedyś zapewne byli od tego specjaliści, istniały chyba instrukcje, ale wiatr historii nie ma chwili spoczynku. Dzisiejsza nauka poszła już na tyle do przodu, że po względnym poznaniu działania poszczególnych mechanizmów niektórzy zaczęli już grzebać w kodzie źródłowym (genotyp), poznali ogólną budowę programu, ale mają problemy z procedurami, a właściwie z ich ogromną ilością. Brak dokładnej znajomości stałych i zmiennych oraz brak dostatecznej wiedzy na temat jakości, ilości i kolejności wprowadzanych danych nie wróży temu dobrze. Dobrze, że jest ponad 3 mld kopii zapasowych. W momencie gdy jesteśmy gotowi do „kupienia” pełnej wersji zabrakło producenta. Jeśli kiedykolwiek w historii znajdzie się jednak hacker, który zrozumie kod źródłowy programu „HOMO” i będzie umiał uruchomić pełną wersję zasłuży na miano nowego Boga.

Na koniec rozmowa Ezdrasza z Bogiem. Zdanie, które mocno utkwiło w mojej pamięci dając wiele do myślenia:

Ezdrasz: Kto będzie szczęśliwszy w chwili powrotu Pana z nieba, żywi czy zmarli?
Pan: żywi będą o wiele szczęśliwsi od zmarłych.

Burzy to wprawdzie moje marzenia o szczęśliwym życiu pozagrobowym, ale zawsze mogę stwierdzić za uczonymi, że starożyni nie mówili prawdy. Nadzieję jednak definitywnie rozwiewają słowa Chrystusa, który mówi: „Bóg jest Bogiem żywych, nie umarłych”. Cóż, Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść.

Cywilizacja sierot

Czy my, mieszkańcy Ziemi, jesteśmy jedną cywilizacją? Dla kogoś z zewnątrz prawdopodobnie tak. Jednak już sami mieszkańcy planety twierdzą, że na Ziemi istnieje co najmniej kilka cywilizacji, co zresztą nie powinno dziwić, bo wyróżnianie cywilizacji zależy od kryteriów ustalanych przez samych ludzi. Jednym z takich kryteriów jest język i pismo. Ale, na dobrą sprawę, czy można twierdzić, że jest to (czy też był) jedyny sposób porozumiewania się? Jak definiuje się cywilizację?

Wikipedia – Cywilizacja – poziom rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, który charakteryzuje się określonym poziomem kultury materialnej, stopniem opanowania środowiska naturalnego, nagromadzeniem instytucji społecznych. Stanowi ona najwyższy poziom organizacji społeczeństw, z którym jednostki identyfikują się.

Kopaliński – Cywilizacja – stan kultury materialnej osiągnięty przez społeczeństwo w danej epoce historycznej; stan rozwoju społecznego przeciwstawny stanowi barbarzyństwa; potocznie – rozwój materialny, techniczny, w odróżnieniu od rozwoju kultury duchowej, moralności, obyczajów.

Już tylko na podstawie tych dwóch definicji możemy wyróżnić wiele cywilizacji zamieszkującej Ziemię. Za pewnik można przyjąć, że nie stanowimy cywilizacji jednolitej. Gdybyśmy taką byli, nie byłoby zapewne takich różnic w kulturze, technice, mentalności czy stosunku do innych, obcych ludzi. Można jednak wyróżnić jeden czynnik, który konsoliduje daną społeczność bez względu na warunki materialne, techniczne czy nawet pismo i język. Jest to wyznawana religia. To łączy każdą społeczność nawet zwaśnioną wewnętrznie. Przyjrzyjmy się światu, a zobaczymy bezwzględną solidarność wyznawców. Z tego też względu dzisiejszy świat, według mnie, dzieli się na cztery wielkie ludzkie cywilizacje: chrześcijańską, muzułmańską, hinduistyczną i judeistyczną. Istnieją też oczywiście inne i jest ich dużo więcej, ale pozostają w liczebnej mniejszości. Istnieje też paracywilizacja wmieszana w pozostałe – są to wyznawcy „niczego”, pospolicie zwani ateistami czy też wyznawcami Billona i Konsumpcji. Oni sami najchętniej nazywają siebie obywatelami świata.

Czy jesteśmy pierwszą i jedyną cywilizacją Ziemian? Stanowczo odpowiadam – nie. Na Ziemi do niedawna istniały co najmniej trzy cywilizacje. Jedna na bardzo wysokim stopniu rozwoju (boska), druga – półbogów, stanowiąca ziemską administrację i łącznik pomiędzy cywilizacją Bogów i ludzi oraz nasza, ludzka. Problem leży w tym, że nasi historycy nie potrafią ich wyróżnić i odróżnić. Najpewniej nie pozwala im na to obecność ducha Darwina, a i podział na epoki do którego dołożono zasadę liniowości postępu, z którego wynika, że człowiek z epoki kamienia, kamiennymi narzędziami tworzył kilkuset tonowe, prostopadłościenne bloki z kamienia i na dodatek żonglował nimi z dziecinną łatwością. Nadszedł już chyba czas, by zweryfikować te założenia, a przede wszystkim wprowadzić do historii logikę jako przedmiot obowiązkowy.

Historia, jak sądzę, popełnia jeszcze jeden kardynalny błąd. Wrzuca wszystko do jednego worka. Strach przed wyrzuceniem poza „towarzystwo wzajemnej adoracji” zabił zdolność logicznego myślenia lub, co gorsze, popchnął do zwyczajnych oszustw i to nie tylko w mowie i piśmie. Pisałem już o tym, lecz jeszcze wspomnę. Założenie, że my jesteśmy pierwsi i jedyni spowodowało, że nie dopuszcza się myśli o istnieniu w przeszłości cywilizacji o wyższym poziomie technicznym niż nasza. Stąd człowiek z epoki kamienia buduje piramidy, a przekazy starożytnych traktuje się jako wytwory nadmiernie wybujałej fantazji.

Kiedy nastał świt naszej dzisiejszej cywilizacji? Nie wiem czy na to pytanie ktokolwiek jest w stanie odpowiedzieć. Można by zapytać co pozostało z dawnych cywilizacji. Tu odpowiadam – tylko my, ludzie. Jesteśmy potomkami tych, co przeżyli ostatni kataklizm na Ziemi. Ponieważ historia nie zna w ostatnich wiekach przypadku katastrofy kosmicznej, a tylko potopy, można stwierdzić, że jesteśmy potomkami ludzi gór, ludzi z wyżyn, ludzi z miejsc, gdzie nie dotarły fale ostatniego potopu, ale też i mogła nie dotrzeć starożytna mądrość.

Z ocalałych pism starożytnych ludów wynika, że po wielkim katakliźmie, w wielu rejonach świata pojawili się Wielcy Nauczyciele. Oni to przekazywali rozległą wiedzę, a przede wszystkim kodeks etyczny i moralny, który nakazami i zakazami tworzył podwaliny nowych społeczności, mających w przyszłości jeśli nie zastąpić ginącą cywilizację, to przynajmniej zostać jej namiastką i kontynuatorką. Problem jest w tym, że Bogowie nie pozostawili nam ani swojej wiedzy ani techniki. Nawet półbogowie posiadali zakres „boskiej” wiedzy ograniczający się tylko do sprawnego administrowania i podstawowych umiejętności (pismo, umiejętność liczenia, podstawy astronomii czy przyrodoznawstwa). Przepaść między bogami i ludźmi można porównać do różnicy pomiędzy elitarnym, najnowocześniej wyposażonym żołnierzem armii USA a papuaskim wojownikiem z dżungli Gwinei.

Odbudowa cywilizacji, po hipotetycznym kataklizmie 12,5 tysiąca lat temu, nie odbywała się w jednym miejscu. Misja ratunkowa prowadzona była na całym świecie, co ma odbicie w najstarszych dokumentach różnych ludów. Niestety są one ignorowane przez naukę, wpychane między bajki, traktowane jako mity lub bredzenie niedouczonych prymitywów. Pytanie tylko, skąd taka ilość fantazji w tak prymitywnych ludziach oraz czym wytłumaczyć ogromne podobieństwo w treści przekazów powstałych w tak odległych od siebie miejscach. Odnoszę wrażenie, że ignorowanie wiadomości zawartych w dokumentach starożytnych jest głównym powodem dzisiejszego mijania się z prawdą historyczną. Ponadto, przyjęcie założenia, że nasza cywilizacja w całości zaczynała od zera prowadzi do nieprawdziwych wniosków. Stąd naciąganie faktów oraz ignorowanie niektórych dowodów i ukrywanie innych. Od zera zaczynała współczesna nauka i technika, bo cóż innego było robić skoro starożytna „mądrość” uległa zniszczeniu. Nasza nauka polega na badaniu. Badamy, czyli nie wiemy co robimy, jak się wyraził pewien uczony amerykański.

Ciekawe spostrzeżenie łączy się z wprowadzaniem ładu i prawa. Najstarsze prawa nie są prawami typu karnego (jak późniejszy kodeks Hammurabiego), ale bardziej zbliżone do kodeksu etycznego. Najbardziej znane to oczywiście 10 przykazań, znane ze starego testamentu, ale udało mi się odnaleźć inny przykład w opowiadaniu Indian Hopi (z publikacji Blumricha – Kaskara i siedem światów), który jak sądzę został „podrasowany” przez współczesnych znawców.

Nikt nie może czerpać korzyści kosztem innego człowieka.
Nikt w pojedynkę, ani wspólnota nie może nikomu nic zabrać siłą.
Wszystkie bogactwa naturalne powinny pozostać własnością państwa lub wspólnoty i nie mogą być uważane za własność osobistą ani przez pojedynczego człowieka ani przez wspólnotę, nie stanowiącą całego społeczeństwa.
Każdy obywatel i każde dziecko jest uprawnione do otrzymania takiego samego wykształcenia, równych możliwości wyrażania swych zdolności i równości wobec prawa.
Każdy wzrost pozycji [społecznej] powinien opierać się na zasługach i osiągnięciach, wyłącznie w służbie [ wspólnoty].
Żaden człowiek nie może uznać za osobistą własność niczego, czego nie zrekompensował w równej wartości.
Żaden człowiek nie może mieć prawa do zmiany środowiska lub spraw osobistych innych ludzi, o ile nie jest o to przez inną osobę proszony. Wspólnota lub rząd może zrobić tak, tylko jeśli można udowodnić zamiary przestępcze, lub gdy naruszone zostały prawa osobiste innych ludzi.
Nikt nie może celowo spowodować śmierci lub zranienia innej osoby, chyba że w obronie życia lub państwa.
Powinna zostać zachowana świętość domu i żadna kobieta nie może zostać siłą poślubiona bez jej zgody.
We wszystkich sprawach dotyczących wspólnego dobra i gdy nie wchodzi w grę naruszenie Prawa Naturalnego wiążąca jest opinia większości, zależna jedynie od Starszych, których decyzja jest ostateczną.

Istnienie podobnego kodeksu etycznego można doszukać się także w starożytnym Egipcie, choć tu poszczególnych nakazów można się domyśleć po spowiedzi przed Ozyrysem idącego „ku nieśmiertelności” faraona.

Nie zgrzeszyłem przeciwko ludziom.
Nie zagrabiłem rzeczy biednym.
Nie zrobiłem tego, czego nie lubią bogowie.
Nie buntowałem sługi przeciwko panu jego.
Nie trułem.
Nie zabijałem.
Nie rozkazywałem mordercy.
Nie wyrządziłem krzywdy nikomu.
Nie spółkowałem z mężczyzną.
Nie uprawiałem samogwałtu w miejscach świętych należących do boga mojego miasta.

Zwrócić należy uwagę na nakaz poszanowania nasienia ludzkiego. Musiało być ważne ono same, jak i cel jego użycia. Wynika z tego, że człowiek i jego prokreacja były dla Bogów jednym z priorytetów. Dlaczego boski kodeks był dawany w porcjach po 10? Czy nie jest to zastanawiające? Jak należy tłumaczyć fakt, że pierwsze nakazy miały charakter typowo etyczny? Sądzę, że samo już przebywanie Bogów na Ziemi lub w jej pobliżu powodowało bojaźń przed karą. Ze strzępków przekazów wiemy, że kara za wykroczenia przeciw prawom boskim była natychmiastowa i czasem straszliwa.

To, że kiedyś na ziemi istniała wysoka cywilizacja można udowodnić nie wprost, zadając kilka oklepanych pytań. Jak człowiek z epoki neolitu wykonał tak wspaniałe budowle i rzeźby? Dlaczego technika starożytnego Egiptu w miarę upływu wieków ulegała degradacji? W jaki sposób pierwotny obrabiał i transportował olbrzymie bloki kamienia na duże odległości? Skąd w starożytnych przekazach hinduskich opisy techniki, która dla nas jest pieśnią dalekiej przyszłości? To tylko kilka z wielu pytań jakie można postawić. Można by jeszcze zapytać – dlaczego tak wiele starożytnych, wielkich budowli nie zostało odbudowanych? Skoro ludzie zbudowali piramidy, Luxor, Marib, Mykeny, Machu Pichu czy Ollantaytambo – dlaczego nie dokonali ich restauracji po zniszczeniu? Odpowiedź może być tylko jedna – ludzie tego nie zbudowali, a ci, którzy mogli to zrobić byli już nieobecni.

Sądzę, że w miarę upływu czasu zniszczeniu ulegały i narzędzia i techniki. Mówimy przecież o tysiącach lat. Nie odnowiono zniszczonej w kataklizmie bazy technologicznej. Być może nie miał kto tego zrobić. Wymierali też nauczyciele, uczniowie nie byli zbyt pojętni. Gdy odeszli ostatni znawcy „starożytnej mądrości”, najniższe instynkty dały o sobie znak niszczycielskimi wojnami. Mordowano całe narody. Niszczono i palono stare, niezrozumiałe rękopisy, spuściznę Pierwszego Rozumu. Zabijano światłych ludzi jako synów złego. Chrześcijanie wymordowali cywilizacje obu Ameryk i puścili z dymem ich spuściznę intelektualną. Ekspansja Islamu obróciła w niwecz nauki Egiptu, Chaldei czy Indii. Świat spowiła epoka ciemności i zabobonu. Światełko zaświeciło dopiero niedawno. Ówczesny świat wszedł na nową drogę, całkiem nową i całkiem inną drogę.

przodek1 przodek2 przodek4 przodek6
Bogowie? Półbogowie? Nauczyciele? Przodkowie?

Czy człowiek mógł sam z siebie i na własne potrzeby stworzyć Bogów? Nie. Wzorzec istniał, choć w bardzo odległej przeszłości. Czczenie Bogów miało, być może, charakter podziękowań za dokonane czyny, a figury były portretami. Było to coś, co nazywamy dzisiaj kultem przodków, a było w zasadzie przywołaniem wspomnień o Wielkich Nieobecnych. Bardziej możliwe jest jednak to, że oddawanie hołdu Bogom było niejako wpisane w zakres obowiązków ich służących – ludzi. Dopiero za naszych czasów dorobiono im atrybuty, zaczęto obwiniać za niepowodzenia, dziękować za powodzenia. Dopiero za naszych czasów poprzydzielano różne funkcje i rejony odpowiedzialności. Ten od piorunów, ten od wody a ten jeszcze od czegoś innego. Z wysokiej katedry ustala się jak było i jak ma być.

Czy słowa indiańskiego poety są przysięgą daną nauczycielom?

Nigdy nie zaginie, nigdy nie zostanie zapomniane to co przyszli zrobić,
co przyszli utrwalić w rysunkach: swoją sławę, swoją historię, swoje wspomnienia …
Na zawsze zachowamy to w pamięci, my, ich synowie …
Będziemy o tym mówić, będziemy to przekazywać, tym, którzy będą jeszcze żyli, tym którzy się narodzą …

Czy słowa egipskiego pisarza nie mówią o wielkich nauczycielach?

Ci mądrzy pisarze z czasów następców bogów,
Ci, którzy zapowiadali przyszłość,
Dąstąpili tego szczęścia, że imiona ich trwają wiecznie,
Choć oni sami odeszli, dobiegłszy kresu życia,
I choć cała ich rodzina popadła w zapomnienie.
Nie zbudowali sobie piramid z brązu ani pomników z żelaza.
Nie zostawili dziedziców-dzieci, które by przy życiu utrzymały ich imiona,
Lecz uczynili dziedzicem księgi i nauki, które stworzyli …

Z tego co napisałem jawi się pewien podział cywilizacji ludzi związany nierozerwalnie z jej pierwotnym przeznaczeniem:

• Królowie

      – kasta „półbogów”, przywódcy bezpośrednio wyznaczani przez Bogów do sprawowania władzy w danej społeczności, jedyni upoważnieni do kontaktów z Bogami, władza administracyjna i wykonawcza na Ziemi.

• Kapłani

      – kasta „półbogów” przeznaczona do bezpośredniej „obsługi” przedstawicieli boskiej cywilizacji, dbająca o przyjmowanie i magazynowanie danin dla Bogów, pilnująca wszelkich rytuałów związanych ze służeniem Bogom.

• Wojownicy

      – ludzie, najbardziej sprawni fizycznie, najlepiej wyszkoleni w rzemiośle wojennym mężczyźni, których zadaniem była tylko i wyłącznie ochrona danej społeczności, posiadali broń tylko do walki wręcz,

• Rzemieślnicy

      – ludzie o umiejętności produkcji prostej broni, narzędzi i przedmiotów codziennego użytku dla ludzi,

• Kupcy

      – ludzie parający się handlem wymiennym wytwarzanymi dobrami między społecznościami, prawdopodobnie też pierwsi szpiedzy,

• Chłopi

    – najliczniejsza grupa ludzi zajmująca się produkcją żywności w celu utrzymania Bogów, półbogów i ludzi.

Kobiety w cywilizacji zajmowały szczególne miejsce i otaczane były szczególną ochroną i czcią z racji bodaj najważniejszej funkcji – rodzenia nowych członków społeczności i tym samym zapewnienia ciągłości rodzaju ludzkiego. Dlatego kobietom nie wolno było brać udziału w wojnach, nie wolno było wykonywać ciężkich prac w polu, nie wolno było być rzemieślnikiem czy kupcem. Wszystkie te funkcje wiązały się z możliwością utraty życia, a tym samym stawiały pod znakiem zapytania przeżycie populacji. To dlatego były jednym z najcenniejszych łupów wojennych.

…jak czynią to ludzie, którzy umierają i ulegają zniszczeniu. Dlatego dałem im żony, żeby siali w nich nasienie i żeby dzięki nim mogły się rodzić dzieci, tak, aby niczego nie brakowało na ziemi. [z księgi Henocha]

Jak już pisałem, półbogom i ludziom nie wolno było posiadać własnej techniki, która w swoim rozwoju mogłaby kiedyś zagrozić Bogom. Najwyższa technologia była zastrzeżona tylko i wyłącznie dla Bogów. Być może pierwszym przejawem „technicznego” nieposłuszeństwa było samowolne wybudowanie wieży Babel, która została natychmiast unicestwiona, a zespół twórców rozpędzony „na cztery wiatry”.

Pamiętamy zapewne z historii, że najstarsze organizacje społeczne skupiały się wokół ośrodków, nazywanych dzisiaj miastami-państwami. Jest to logiczne. Każdy Bóg tworzył ośrodek władzy, z którego zarządzał podległą sobie społecznością. Centrum – dom Boga i pałac królewski – zabezpieczone przed pospólstwem (wzgórza, „cyklopowe mury”, wysokie terasy), wokół centrum świątynie (magazyny danin), pomieszczenia dla kapłanów i wojowników, jeszcze dalej warsztaty i ośrodki handlu. Czy starożytne „teatry” lub „boiska do kultowej gry w piłkę”, położone obok „centrum” lub w bliskiej od niego odległości, nie były miejscami gdzie ogłaszano wszystkim ludziom „wolę Bogów”? Przyjmując tezę dzisiejszych historyków o miejscach prezentacji kultury, budowle tego typu winny znajdować w każdym bogatszym ośrodku”.

Nie było żadnych państw w dzisiejszym znaczeniu, nie było granic. Istniały zapewne jakieś ustalenia między Bogami co do zasięgu terytoriów, a bezprawne wtargnięcia kończyły się konfliktami granicznymi. Być może granice były tak wyraźne, że nie trzeba było ich oznaczać (całe kontynenty, wyspy, łańcuchy górskie). Ludzie mieszkali w czymś, co dziś nazwalibyśmy barakami albo pomieszczeniami socjalnymi. Nie budowali trwałych budynków i dlatego dziś nie można ich odnaleźć. Być może jednym z powodów była niespokojna, nękana wstrząsami Ziemia. Prymitywne, lekkie budownictwo zwiększało szansę przetrwania populacji.

Cała ta organizacja zaczęła upadać po opuszczeniu Ziemi przez Bogów. To co mamy dzisiaj jest typowym wzięciem sprawy w swoje ręce. Ludzie, by przetrwać, musieli rozpocząć rozwijanie własnej nauki i techniki od zera i pierwszymi „wynalazcami” byli zapewne półbogowie – królowie i kapłani. Z upływem wieków, wiedza dana przez Bogów ulegała zniszczeniu i zapomnieniu. Królowie i kapłani, inteligencja cywilizacji, wymierali naturalnie lub „nagle”. Do upadku „mądrości” przyczyniały się również kataklizmy o globalnym zasięgu, których dzisiejsza nauka nie dopuszcza do swoich hipotez. Człowiek został skazany na samego siebie.

Znaki szczególne zaginionych
budda1a

Przenieśmy się w rejon, gdzie według mnie egzystowała cywilizacja nie mająca odpowiednika w innych rejonach świata. Jest to rejon dzisiejszych Indii, częściowo Chin, Japonii, półwyspu malajskiego, wysp Indonezji sięgający aż po wyspę Wielkanocną. Ślady tej cywilizacji można znaleźć nawet na wyspie Tobago (u północno-wschodnich wybrzeży Ameryki Południowej), gdzie znajduje się kilkunastometrowy pomnik Hanumana – hinduskiego króla małp. Jest to rejon obejmujący wyznawców buddyzmu, bodaj najstarszej dziś panującej religii. To rejon cywilizacji „długouchych”. Najważniejsi tej cywilizacji, czy jak kto woli główni Bogowie, mieli imponująco długie uszy.

O wiele ważniejszy dowód można znaleźć w przepięknych świątyniach Angkor, gdzie na wielu reliefach występuje istna eksplozja przedstawicieli tej rasy. Stanowczo twierdzę, że mamy tu do czynienia z odrębną rasą. Na reliefach począwszy od króla i jego dworu, a skończywszy na wojownikach, rzemieślnikach i rolnikach, wszystkich wyróżnia ta charakterystyczna cecha – długie uszy. Czy takim nakładem sił i na takim obszarze ukazywano by fikcyjne postacie? Przypatrzmy się głowie Buddy. Zwisające poza brodę uszy, świadczą według mnie o tym, że to cecha genetyczna, a nie sztuczne upiększanie ciała, jak czynią to dzisiaj niektóre afrykańskie plemiona. Uczeni tłumaczą to noszeniem od małego ciężkiej biżuterii.

Co głosi nauka? Otóż głosi, że Budda, historyczna postać, filozof i twórca religii urodzony około 560 r. ne. wszedł w stan nirwany w wieku 80 lat, z którego już nie wyszedł, ale pozostawił po sobie trwającą do dziś i jedną z największych religię. Inaczej przedstawia się sprawa ludu zwanego Khmerami, zamieszkującego tereny dzisiejszej Kambodży, którego uważa się za twórcę kompleksów Angkor. Według nauki, władca, tyran i gnębiciel własnego ludu w XII wieku naszej ery nakazał zbudować sobie okazałe pałace na 750 tysięcy ludzi, by tylko dogodzić własnej chuci. Po upływie jakiś 100-200 lat „wymęczony” naród znika bezpowrotnie z kart historii.

angkor

Panowie akademicy, pozwólcie, że zadam kilka pytań. Naród zdolny do budowy takich dużych kompleksów budowlanych i kilkudziesięciometrowych rzeźb nie mógł być ani mały ani prymitywny. Jest również niemożliwe, by nie prowadził handlu przynajmniej z najbliższymi sąsiadami. Płaskorzeźby wskazują również na to, że prowadził wojny i chyba nie sam z sobą (postacie przeciwników wyglądają zupełnie inaczej), natomiast łodzie na reliefach świadczą o tym, że i żegluga nie była mu obca, przynajmniej ta śródlądowa. Jak wobec tego wytłumaczyć, że sąsiedzi np. Chiny, nie wspominają w swych kronikach o cywilizacji „długouchych”? Chińska cywilizacja posiadająca ciągłość kilku tysięcy lat, musiała być przecież świadkiem i narodzin i śmierci tej cywilizacji (działającej także na ich terenie). Czy przekazy chińskie wspominają „długouchych”? Nie.

kamasutra

Wszyscy zapewne wiedzą co oznacza słowo „kamasutra”. Od dawna wmawia się nam, że sztuka kochania, znana pod tą nazwą, pochodzi z dzisiejszych Indii. Terytorium się zgadza, lecz to nie Hindusi są jej twórcami. Cały ten podręcznik został wyrzeźbiony w kamieniu w „świątyni kamasutry” w Khajuraho. Rzecz w tym, że wszystkie przedstawione w kamieniu postacie należą do cywilizacji „długouchych”.

Najstarsze, niekiedy ogromne, kamienne rzeźby od Japonii po południową i wschodnią Azję przedstawiają postacie cywilizacji „długouchych”. Podobnie jak płaskorzeźby w Angkor i w wykuwanych (lub wycinanych) świątyniach Indii. Śmiem twierdzić, że ta właśnie cywilizacja stworzyła najstarsze kamienne pomniki i budowle na tych terenach. Mówienie o twórcach żyjących w czasach współczesnych jest wielkim nieporozumieniem. Współcześni raczyli je tylko odziedziczyć po wielkich, zaginionych przodkach.

Cywilizację „długouchych” spotykamy także tysiące kilometrów dalej, na Pacyfiku. Wyspa Wielkanocna jest usiana posągami z wielkimi uszami. Trudno orzec, czy jest to ta sama cywilizacja, gdyż mieszkańcy wyspy byli chyba zwolennikami kubizmu. Ciekawą rzeczą jest jednak to, że ostatni przedstawiciele tej cywilizacji istnieli jeszcze w czasach historycznych. Rysunki kobiety i mężczyzny pochodzą z roku 1774. Ostatnia ich garstka została wymordowana w bratobójczej wojnie.

Absolutny kres znających jeszcze historię wyspy mieszkańców i jej pisma „rongo-rongo” położyły polowania na ludzi w XIX wieku. Dwa razy uczynili to Amerykanie, a ostatni raz w roku 1862 Peruwiańczycy, porywając około 1000 ludzi sprawiając pozostałym masakrę. Czy tak duża odległość, dzieląca wyspę Wielkanocną od azjatyckiego lądu neguje tożsamość tych dwóch ośrodków cywilizacyjnych, czy też winna skłonić do twierdzenia, że nieobca im była także żegluga oceaniczna? A może kiedyś istniał pomost lądowy, który dziś ukrywają fale Pacyfiku?

uszy1 uszy2 uszy3 uszy4 uszy5

Istnieje jeszcze trzecie źródło mówiące o „długouchych”. Jest to legenda znad jeziora Titicaca, mówiąca, że w zamierzchłej przeszłości, kiedy nie było jeszcze ludzi, na wyspie na środku jeziora wylądował srebrny statek, z którego wysiadła kobieta o wydłużonej twarzy i z długimi uszami. U rąk miała po cztery palce spięte błoną. Nazywała się Orejona. Tyle legenda, ale w sztuce dawnych Inków można spotkać wyroby ze złota i srebra przedstawiające postacie ludzkie (tylko mężczyzn) z długimi uszami.

Czy można z tego wyciągnąć wniosek, że cywilizacja „długouchych” obejmowała cały basen Oceanu Spokojnego? Postacie z długimi uszami spotykamy na wyspie Wielkanocnej oraz na wschodnim i zachodnim wybrzeżu Pacyfiku. Cywilizacja ta jest także obecna na północno-wschodnich obrzeżach oceanu Indyjskiego. Kilkunastometrowy posąg Hanumana (indyjski król małp) jest także obecny na wysepce Tobago u północno-wschodnich wybrzeży Ameryki Południowej. Dlaczego cywilizację o takim znaku szczególnym historycy skazują na niebyt? Nonszalancja, brak zmysłu obserwacji czy chęć nie sprawiania sobie kłopotów?

Czy przedstawione zdjęcie murzynki z Kenii, może świadczyć, że cywilizacja „długouchych” istnieje nadal. Niczego to nie dowodzi. Uszy „wyciągnięto” sztucznie pod wpływem ciężaru i jest to raczej ciekawostka niż dowód. To nie jest cecha genetyczna. Na reliefie z Angkor wszyscy wojownicy posiadają długie uszy, ale żaden z nich nie ma ciężkich ozdób w uszach.

kamienie

Czy drugą z tych cywilizacji była cywilizacja „długogłowych”? Tę, a właściwie czaszki, dla odmiany spotykamy w Egipcie i w Ameryce Południowej. Czy kształt czaszki jest autentyczny czy faktycznie specjalnie je deformowano, by upodobnić się do Bogów? Czy, jeszcze inna możliwość, są to czaszki „mieszańców”? Na to pytanie mogą dać odpowiedź tylko badania genetyczne, ale nie dzisiejszej genetyki, tylko tej za … dzieści lat.

glowa1 glowa2 ptah glowa5 baniak
Czy nakrycia głowy i fryzury (lub peruki) miały ukryć kształt czaszki ?

Czy twierdzenie nauki, że ludzie specjalnie deformowali czaszki niemowlętom i małym dzieciom nadając im „boski” wygląd, nie jest upraszczaniem sprawy? W Egipcie roi się od dowodów w postaci rzeźb i płaskorzeźb, które ukazują prawdopodobnie prawdziwy obraz tamtej cywilizacji. Czy te płaskorzeźby to następny fantastyczny komiks?

Nikt do tej pory nie powiązał specyficznych nakryć głowy z ich zawartością. Nie zwracano uwagi na fakt, że tak noszone nakrycie na ludzkiej głowie nie miałoby szans na utrzymanie się w takiej pozycji. Owszem, człowiek może nosić takie nakrycie głowy pod warunkiem, że mocno przywiąże je pod brodą, a takiego rozwiązania nigdzie nie zauważyłem. Są jednak wyjątki. Na niektórych reliefach czy rysunkach widać, że „broda” Boga ma połączenie z nakryciem głowy i chyba jest to połączenie „sztywne”. Widać to w posążku Boga Ptaha czy na posągu Ramzesa Wielkiego znalezionego w Memfis.

nefer1 nefer2 farao2 farao3 farao1

Wszyscy bez wyjątku są zachwyceni „łabędzią”, długą szyję Nefretete. Czy ktoś zwrócił uwagę, że szyja jest nienaturalnie wysunięta do przodu? Tego rodzaju ukształtowanie tej części ciała widać nie tylko u królowej. Sądzę, że taka budowa, to konieczność dla ułożenia środka ciężkości czaszki wzdłuż kręgosłupa dla utrzymania równowagi.

Czy słynna maska Tuthankamona zawierała autentyczną czaszkę zmarłego? Czy przypadkiem w pośmiertną trumnę nie „wślizgnął” się nuworysz ludzkiej cywilizacji? Czy można jeszcze mieć pewność, że w sarkofagu leżał właściwy nieboszczyk? W tej materii nauka ma pole do popisu. O ile „długouchych” ciężko będzie zidentyfikować ze względu na rozpad tkanek miękkich, o tyle szczątki kostne cywilizacji „długogłowych” winny się zachować. Problem tylko w raczkującej genetyce i ortodoksyjnych historykach.

kamienie
agust2 agust3 agust5

W północnej części Ameryki Południowej istnieje dziś państwo o nazwie Kolumbia. Na jego terenie, nad brzegami oceanu Spokojnego leży wioska San Agustin.

To, że kiedyś była pod wpływami „budowniczych z Peru” świadczą ulice i wysokie kamienne podmurówki domów łudząco przypominające te z Cusco. Także miejsce, nazwane przez archeologów, „wzgórzem obmycia nóg” przypomina „zabawy w kamieniu” z Qenko. Wieś słynna jest wszakże z czego innego – z kamiennych rzeźb istot człekopodobnych z charakterystycznym uzębieniem Drakuli.

bharvi

Znalazłem także rzeźbę bóstwa o nazwie Bharvi po drugiej stronie kuli ziemskiej, w Indiach. Stomatolog znalazł by na pewno podobieństwo w uzębieniu. Czy mogło dojść do bardziej niż bliższego kontaktu między rasami Bogów? Czy to jest zamierzony owoc współpracy obu cywilizacji? Czy może jest to ta sama rasa? Trzeba też wiedzieć, że my pod pojęciem demona wyobrażamy sobie potwora lub inne monstrum, podczas gdy w Indiach demona od Boga różni tylko charakter. Fizyczna postać podobna lecz charakter zły i złośliwy. Należy jeszcze wspomnieć, że postacie z tak charakterystycznymi kłami spotkać jeszcze można w rzeźbach i rysunkach w Chavin de Huantar.

kamienie

Bardzo dziwne postacie można spotkać w sztuce Ameryki Środkowej – w El Baul i Toninie. W samym El Baul jest więcej rzeźb przedstawiających zwierzęce dziwolągi. Na zdjęciach widzimy postacie przypominające ludzi. Po lewej stronie stronie rzeźba z El Baul przedstawiająca istotę w hełmie przypominającym trochę stare hełmy nurków, ale wyraźnie widać, że pod hełmem kryje się zupełnie inna twarz, bardziej przypominająca ludzką. Wychodzące z „paszczy” coś w rodzaju strumienia ognia interpretowane jest jako oddech, mowa lub krzyk. Z tyłu hełmu widać wyraźnie rurę skierowaną do tyłu, która być może jest częścią filtra doprowadzającego powietrze do hełmu.

1elbaul 1elbaul1 1tonina 1tonina1

Po prawej stronie już zupełnie inna istota, choć głowa przypomina tę z El Baul nie wygląda na hełm. Twarz podobna do szczura z filmów rysunkowych, ale cała postać przypomina istotę człekopodobną.

Czy wzorem mogła być postać w dziwnym hełmie? Są bardzo do siebie podobne. Nie wiem, która z rzeźb stanowi pierwowzór i dlatego trudno jest powiedzieć, czy istniała cywilizacja istot o głowie szczura, czy też głowa szczura z Tonina jest późnym echem opowiadań o istotach w dziwnych hełmach przypominających głowę zwierzęcia. Sądzę jednak, że łatwiej jest wymyśleć głowę szczura na podstawie widoku hełmu niż wykoncypować, że głowa szczura jest hełmem kryjącym inny wizerunek twarzy. Ucho szczura znajduje się dokładnie w miejscu, gdzie w hełmie znajduje się połączenie rury z hełmem przykryte okrągłą tarczą. Czy są to przedstawiciele następnego rodzaju cywilizacji? Tu nie podejmuję się wyciągnięcia jakichkolwiek wniosków. Jest na to zbyt mało dowodów, choć zastanawia używanie urządzeń do oczyszczania czy uzdatniania powietrza. A może jest to specjalne urządzenie powodujące, że „ogień wychodził z ust”?

Ofiary – pomysł ludzi czy Bogów
ofiara2

Zatrzymajmy się na chwilę przy krwawych obrzędach składania ofiar z ludzi przez Indian środkowo i południowo amerykańskich. Oficjalnym wytłumaczeniem tych obrzędów jest barbarzyństwo tamtych cywilizacji, niższy stopień rozwoju czy wręcz wypaczenie wiary. Wydaje mi się, że sprawa została maksymalnie uproszczona przez naukowców. Dziwi także fakt usprawiedliwiania niejako konkwisty, bo przecież wyrżnięcie w pień dziesiątków tysięcy Indian tłumaczy się ówczesną koniecznością wprowadzania nowej wiary. Też barbarzyństwo, ale nasze, a więc lepsze i usprawiedliwione.

Moja hipoteza jest zapewne fantastyczna, ale nie pozbawiona logiki. Musimy jednak uwzględnić w niej cywilizację Bogów, jak też zaistnienie wielkiego kataklizmu zwanego „wielkim uskokiem…”. Zakładam także, że mówimy o czasie tuż po wielkim kataklizmie, bo tylko ten mógł zostać zapamiętamy przez pokolenia żyjące współcześnie na tych terenach. Sytuacja po wielkim kataklizmie była daleka od dobrej. Ziemia uprawna została skażona przez morskie wody gigantycznego tsunami i nie dawała wysokich plonów. Występowała tu maksymalna zależność między wielkością populacji a wysokością zbiorów. Małe zbiory i duża populacja ludzi równała się powszechnemu głodowi, a ta zagrażała przede wszystkim małej liczebnie grupie inteligencji – królom i kapłanom (łącznikom pomiędzy Bogiem a ludźmi).

Tu na arenę wkracza Bóg, który w swoiście pojęty sposób dokonuje redukcji populacji tak, by reszta mogła przetrwać na określonej ilości pożywienia. Nie jest to niemożliwe, bowiem ludzie dla Bogów byli tylko niższą rasą (macehuales) stworzoną do określonej pracy. Nie było mowy o żadnym stosunku uczuciowym do ludzi. Dla Bogów była to masa mająca wytwarzać określone dobra, a zachowanie populacji w dobrej kondycji fizycznej zależało przecież od wyżywienia. Na podstawie przekazów starożytnych wiemy też, że wśród samych Bogów Ameryki starły się dwie koncepcje. Jedna „miłosierna” reprezentowana przez Quetzalcoatla i druga „drastyczna” Boga Huitzilopochtli. Jak wiemy zwyciężył Huitzilopochtli i jego koncepcja składania ofiar z ludzi. Oczywiście nie mam żadnych dowodów, by to potwierdzić gdyż wiadomo, że prawie wszystkie źródła pisane zostały zniszczone przez konkwistę, ale pewne przesłanki zdają się potwierdzać moją teorię.

• 

      Redukcji populacji dokonywano nie poprzez pojedyncze ofiary, a przez eliminację tysięcy istnień i to w bardzo krótkim czasie.

• 

      Krwawe ofiary osiągały swe maksimum w latach „chudych” i tłumaczono je ofiarami dla Boga deszczu, by zakończyć okres posuchy.

• 

    Każdorazowo liczbę ofiar ustalał Huitzilopochtli, decydując o rozpoczęciu wojny i wzięciu do niewoli określonej liczby jeńców z przeznaczeniem ich na krwawe ofiary.
ofiara

Bóg mając pod opieką ludność całego rejonu, a więc kilka lub kilkanaście plemion mógł pozwolić sobie na swego rodzaju „miłosierdzie”. Na ofiary byli przeznaczani jeńcy wojenni, a więc ludzie nie z tego samego plemienia, co w pewnym sensie nie wzbudzało podejrzeń co do prawdziwych intencji Boga. Pozwalało też uniknąć problemów religijnych w obrębie jednego plemienia, a tym samym zamieszek na tle religijnym (jak to, Huitzilopochtli który jest naszym opiekunem każe zabijać naszych współbraci?).

Kapłani wypełniali rozkazy Boga mając (lub nie) pojęcie o prawdziwych jego intencjach, które w jego zamyśle były uzasadnione bezwzględną ekonomią. Cała hipoteza nie mieści się w naszych zasadach humanitarnych, ale jak mi się zdaje takie kanony były obce cywilizacji Bogów (oczywiście tylko w relacji Bóg-człowiek). Sądzę, że tak może wyglądać geneza krwawego rytuału, którego świadkami byli pierwsi konkwistadorzy, nie rozumiejąc ich pierwotnej przyczyny.

Czy jest to niedorzeczność? Spójrzmy na działalność człowieka w naszej rodzimej Puszczy Białowieskiej, ostoi żubra. Ograniczona powierzchnia rezerwatu wystarcza do hodowli, a więc do wyżywienia, określonej liczby tych zwierząt. Co robi człowiek? Sztucznie ogranicza liczebność żubra i to w dwojaki sposób – albo zezwala na odstrzał określonej liczby zwierząt (ofiara), albo część odsprzedaje lub podarowuje dla hodowli na innym terenie (przesiedlenie). Człowiek ma taki sam stosunek do żubra, jaki do ludzi mieli Bogowie (być może tylko niektórzy).

Ślady dawnej cywilizacji

Znane mi miejsca, w których odnaleziono budowle jakoś nie pasujące do „ręki” budowniczych epoki kamiennej, naniosłem na mapę świata. Po zaznaczeniu strefy (skośna, w kolorze jasnoszarym), w której znajduje się większość z nich, można zauważyć przekrzywienie nie pasujące do naszego podziału geograficznego. Człowiek najchętniej zamieszkuje strefy zwrotnika, podzwrotnikowe i umiarkowane. Czy strefy klimatyczne przebiegały kiedyś inaczej? Czy skośne ułożenie pasa może potwierdzać, że mogło dojść do przesunięcia skorupy ziemskiej podczas „wielkiego uskoku…”?

cywilizacje1
1 • Meksyk, Jukatan
2 • San Augustin
3 • Cusco i Tiahuanaco
4 • Wyspa Wielkanocna
5 • menhiry, dolmeny, kromlechy
6 • Gadir, Liksos
  7 • starożytna Hellada
8 • Mezopotamia
9 • Egipt, Meroe
10 • Marib
11 • Mohendżo Daro, Harappa
12 • India
13 • Japonia
14 • Chiny
15 • Khmerowie (świątynie Angkhor)
16 • Borobudur
17 • Wyspy Tonga (triliton)

Miejsc takich jest zapewne więcej, ale zaznaczyłem te najbardziej znane i oczywiście te, które znam. Przyglądając się wielkim budowlom starożytnych nie sposób nie zauważyć różnic w ich wyglądzie. Ale według jakich kryteriów dokonać klasyfikacji? Czy kryteria będą w stanie pomóc w ustaleniu, choćby w przybliżeniu, ich twórców? Czy jest możliwość ustalenia czasu ich powstania? Obawiam się, że nie. Nauka jest bardzo uboga w narzędzia pomiarowe, a już w ogóle nie potrafi określić czasu obróbki kamienia. Okrzyknięta rewelacyjną metoda określania wieku za pomocą izotopu węgla w tym przypadku jest całkowicie nieprzydatna. Badać za jej pomocą można tylko szczątki organiczne i do tego z niezbyt odległego czasu, a i do dzisiaj nie rozwiązano kwestii, czy ilość izotopu węgla w atmosferze jest wielkością stałą. Sama metoda zawodzi już w stosunku do szczątków o wieku powyżej 5 tysięcy lat. Ponadto niektórzy badacze historii zbyt nonszalancko podchodzą do znalezisk, nie zwracając uwagi na kontekst i najzwyklejszą logikę. Nie miejmy złudzeń. Jak w każdym środowisku, znajdą się tacy, co nie lubią komplikować sobie życia.

Wróćmy jednak do tematu. Ogromny okres czasu, nieznajomość ilości twórców, niemożność określenia tendencji rozwoju oraz kompletna nieznajomość stosowanej technologii w żadnym wypadku nie pozwala na ustalenie jakiegokolwiek kryterium oceny tego rodzaju zabytków. Tego nie rozwiąże żaden archeolog. Tu może pomóc tylko drobiazgowe śledztwo prowadzone przy pomocy najnowocześniej wyposażonych kryminologów. Ja mogę tylko opisać swoje spostrzeżenia i domysły.

• • •  Pan zstąpił na ziemię na słupie ognia…, Aniołowie zstąpili z nieba…, Ojcze nasz, któryś jest w niebie… Każdy z nas zna te cytaty. Załóżmy, że opisują prawdę. Wynika z tego, że Bogowie mieszkali w niebie i nie mieli domu na ziemi, a jeśli już, to coś w rodzaju garsoniery. Nikt dobrowolnie nie wyrzeknie się wygód, szczególnie jeśli się do nich przywyknie. Mając do wyboru spokojny apartament w Niebie i Ziemię nękaną ciągłymi wstrząsami, zapewne wybrałbym to pierwsze. Skoro odbywali podróże pomiędzy Niebem a Ziemią, winni także posiadać na Ziemi jakieś zaplecze obsługujące ich boskie pojazdy. Magazyny paliwa, warsztaty itp. Czy coś takiego można znaleźć na Ziemi? Przy odrobinie woli chyba tak. Znamy przecież bardzo starożytne budowle nie przypominające wyglądem pięknych apartamentów czy wyniosłych świątyń, a i w naszych już warunkach potrafimy dostrzec różnice między Wawelem a Hutą Katowice. Weźmy na przykład budowle Sacsayhuaman, Machu Picchu czy Ollantaytambo. Potężne mury, brak zdobień, położone zwykle na wzniesieniach (czasem sztucznych), zabezpieczone potężnymi terasami przed osunięciem. Bardziej przypominają budowle typu przemysłowego niż pałace. No i to wrażenie zabezpieczenia ich przed czymś lub kimś. Być może w nich przechowywano lub produkowano niebezpieczne środki, które należało zabezpieczyć przed nieświadomymi, a ciekawskimi ludźmi.

ollantayambo
Kamienna ściana w Ollantaytambo (Peru)

Czy w Cusco odnaleziono choćby namiastkę jakiś ozdobnych pomieszczeń? Doskonałe mury, mury i tylko mury oraz niezliczona ilość trapezoidalnych nisz. W ogóle te nisze są zastanawiające. Nigdzie nie znaleziono podobnych poza Ameryką Południową. Do czego służyły? Czy faktycznie do ustawiania w nich figurek Bogów? W Tiahuanaco istnieją rozbite potężne, kamienne bloki o bardzo skomplikowanych kształtach, precyzyjnych wycięciach, nacięciach czy otworach niemożliwych do uzyskania za pomocą prymitywnych narzędzi. Czy to też była świątynia? Sama nazwa Akapana w miejscowym języku oznacza miejsce, gdzie giną ludzie. Jak to? W świątyni? Możliwe, że ginęli, ale byli to nieostrożni lub zbyt ciekawi, niepomni na ostrzeżenia. Czy Stonehenge wygląda na świątynię? Do czego mogły służyć tzw. dolmeny, uznawane przez uczonych za grobowce, choć nigdy w nich nie znaleziono żadnego grobu?

Czy wrażenia „przemysłowego” nie sprawiają budowle Ozyrejonu, świątyni Sfinksa czy Chefrena w Egipcie? Nawet piramidy nie wyglądają na świątynie czy grobowce. Niektóre sarkofagi mogące pomieścić całe rodziny wraz z wyposażeniem na ostatnią podróż – czy były trumnami? Skąd pewność, że napisy na nich umieszczono w czasie ich budowy, a nie dużo później? Skąd pewność czy dzisiejsze dywagacje na temat przeznaczenia tych obiektów odnoszą się do właściwych czasów? To, że czasem znajdujemy w nich mumie liczące kilka tysięcy lat oznacza tylko to, że zostały wykorzystane w tym okresie przez naszą, ludzką już cywilizację. Określanie czasu stworzenia budowli na podstawie zwłok uważam za wielkie nieporozumienie. Skąd pewność, że słynna mumia Tuthankhamona nie została „ubrana” w dużo starsze wyroby? Kto jest w stanie stwierdzić, kiedy jego złote popiersie zostało wytworzone? I w końcu dlaczego twarz złotego popiersia nie jest twarzą nieboszczyka? Panowie egiptolodzy, więcej pokory. Wszystko zganiacie na złodziei albo na gniew ludu. Wasi złodzieje leżą w złotych trumnach. To nuworysze naszej cywilizacji przywłaszczyli sobie i budynki i sprzęty i kto wie czy nie imiona, bo nie trzeba było mozolnie wydrapywać nowych, a tylko usunąć nie pasujące (uczeni nazywają to karą usunięcia w niebyt). Porównajcie sobie piękno i precyzję starych rytów i niechlujstwo najmłodszych…

petra
Petra. Czy to wykuł arabski koczownik?

• • •  Przenieśmy się w inny rodzaj starożytnych dzieł budowlanych. Świątynie wykuwane (a może wycinane?) w litej skale. Perły precyzji i artystycznego smaku. W Egipcie – Abu Simbel, dalej – Petra i niezliczona ich ilość w dzisiejszych Indiach. Znane są i dużo mniej efektowne jak grobowiec Midasa w Europie czy Aramu Muru w Ameryce Południowej. Czy i te dzieła sztuki wykonał prymityw z epoki kamienia? Na to historia nie mogła już pójść. Zbyt skomplikowane do wykonania i dlatego Petrę przypisano… Nabatejczykom. Dziwi wszak jedno. Skąd taka technika u arabskich koczowników i to w I wieku pne? Dlaczego nic takiego nie wykonali gdzie indziej? Dlaczego tylko w tym jednym miejscu? Dlaczego po wybudowaniu Petry rozpłynęli się bez śladu? Powrócili do koczowniczego życia?

Oglądając te „kamienne torty” nie mogę zrozumieć jak przy pomocy narzędzi podrzędnego zakładu kamieniarskiego można wykonać takie cuda. Jak skale o najwyższej twardości, której nawet zarysowanie stalowym nożem sprawia ogromne trudności, można nadać tak wymyślne kształty. Kto lub co mogło nadać skale tak idealną gładkość. Może jest, jak twierdzą uczeni, że to gładzące dłonie niezliczonych pielgrzymów i wyznawców przez tysiące lat… Tylko jak oni chadzali po dachach, szczytach, iglicach? Nie mogę zrozumieć jak kilku tysięcy rzeźbiarzy mogło zapamiętać całość projektu, jak organizowano pracę, by nie wchodzić sobie w drogę, ile lat trwało wycięcie takiej jednej świątyni? A są ich dziesiątki. Uczeni twierdzą, że słynne kopuły kambodżańskich świątyń ustawiały słonie. Ciągnęły i pchały po kilkukilometrowej, wąskiej, pochyłej rampie z piasku i ziemi, bloki z kamienia ważące nierzadko po kilkadziesiąt ton na wysokość kilkudziesięciu metrów, tam ustawiały z dokładnością milimetra i z lekkością baletnicy schodziły po następne. Jak schodził słoń ciągnący tego uczeni jeszcze nie wymyślili. Wszystko mogę przełknąć, ale słonia chodzącego po górach z wdzięcznością kozicy jakoś nie mogę.

yerebatan
Podziemna cysterna w Yerebatan (Turcja)

• • •  Co to jest cysterna na wodę? Oczywiście, że wiadomo! Beczka na czterech kołach z silnikiem i szoferem. Bingo, Ale nie o tych cysternach chcę pisać. Chcę pokazać starożytne cysterny na wodę w Aleksandrii? Nie jedną czy dwie. Naliczono ich już ponad dwadzieścia. Nie są to studnie, są to olbrzymie zbiorniki wyglądające jak pałace, podziemne pałace. Kto je wykonał? Oczywiście oficjalnie firma „Made in Macedonia” dyrektora Aleksandra. Problem jest jednak w tym, że musiały zostać wykonane przed zbudowaniem miasta jako część planu całej podziemnej infrastruktury. Trudno bowiem umieścić już pod zabudową miejską pomieszczenia o wysokości kilkunastu metrów o powierzchni kilkuset metrów.

Odnoszę wrażenie, że Macedończycy budując Aleksandrię nie mieli zielonego pojęcia na czym stawiają swoje miasto. Przecież nie mogli o tym zapomnieć zaraz po wybudowaniu, skoro dopiero dzisiejsza archeologia odkryła je na nowo i to przez przypadek po zapadnięciu się kilku domów. Co ciekawsze, prawie identyczne budowle możemy odnaleźć na terenie dzisiejszej zachodniej Turcji. Czy i tam budowali Grecy? Czy kiedyś znajdzie się dociekliwy archeolog i zbada dokładniej fundamenty, czy przypadkiem nie są dużo starsze od tego co na nich stoi? Bo być może faktycznie zbudowali to Grecy, tylko którzy? Czy to były naprawdę cysterny? Nikt nie bierze pod uwagę teorii „wielkiego uskoku…”, który spowodował obniżenie nie tylko dna Atlantyku, ale też Azji Mniejszej czy Afryki. Być może te dzisiejsze „cysterny” stały kiedyś na powierzchni ziemi i były tym na co wyglądają – pałacami. Po obniżeniu się poziomu powierzchni zalały je wody gruntowe i dlatego po znalezieniu w nich wody uznano je za cysterny wodne. Jaki był sens budować pałace dla wodnego robactwa?

• • •  Będąc przy podziemiach wspomnieć należy o całych podziemnych miastach. Najbardziej znane są te z ziemi tureckiej, np. Derinkuyu. A przecież nie tylko tam istnieją. Są na całym świecie. Większości zapewne jeszcze nie odnaleziono. Na niektóre nałożono tajemnicę, jak na te z Ameryki Południowej odkryte przez dr Moricza i pokazane swego czasu Daenikenowi. Czy na Ziemi był okres czasu, w którym takie budowle były niezbędne dla przetrwania? Perska Awesta mówi o czasach mrozu, które można było przetrwać tylko pod ziemią. Podobne przekazy istnieją wśród Indian Ameryki Północnej (Hopi).

derinkuyu
Podziemne miasto w Derinkuyu (Turcja)

Czy egipska Dolina Królów nie jest tego przykładem? Mam nawet na ten temat swoją hipotezę. Być może niektóre z piramid, czy innych budowli starożytnego Egiptu, faktycznie było grobowcami królów czy wielkich kapłanów. Kataklizm z przed 12,5 tysiąca lat spowodował ich częściowe lub całkowite zniszczenie. Wówczas to być może, podjęto decyzję o przeniesieniu szczątków znamienitych przodków do niezniszczonego podziemnego miasta w Dolinie Królów. Wówczas też być może, dokonano przeróbek i ozdobień tych pomieszczeń. Dla tych, dla których nie starczyło miejsca lub mniej znaczyli w historii państwa, pośpiesznie znajdowano naturalne groty i tworzono grobowce zbiorowe, gdzie przenoszono same mumie. Być może to właśnie ta „przeprowadzka” jest dziś postrzegana przez uczonych jako dawna wielka „grabież” grobowców przez mających ich strzec – samych kapłanów. Być może to zaowocowało naukowym „wynalazkiem” cenotafów, czyli grobów bez głównego bohatera.

Oglądając zdjęcia z wielu miejsc świata ukazujące ruiny budowli zastanawiam się co było powodem takiego ich zniszczenia. Na pewno nie dokonał tego człowiek ani czas. Dlaczego prawie we wszystkich miejscach panuje taki nieopisany bałagan? Porozrzucane i porozbijane bloki o masie dziesiątek ton, powywracane i rozbite kolumny i posągi kilkunastometrowej wysokości jakby były z gipsu, a przecież wykonane nierzadko z najtwardszych kamieni. Prawie wszystkie budowle pozbawione są płyt stropowych. Tłumaczenie tego przez niektórych gniewem ludu czy zemstą wrogów wydaje się nieprawdziwe. Owszem mamy tu do czynienia z gniewem, ale z gniewem natury. Tego mogło dokonać tylko potężne trzęsienie ziemi. Ale dlaczego dotknęło aż tylu miejsc? Czy mamy tu do czynienia z wieloma pojedynczymi katastrofami czy z jednym potężnym kataklizmem? Nikt dotychczas nie przeprowadził tego typu badań, bo i po co, skoro nauka nie dopuszcza „wielkiego uskoku…”. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, że pewne miejsca nie są zaliczane do niebezpiecznych sejsmicznie. Andy, Indie owszem, ale Europa? Grecja – rzadkość, Bretania i Anglia – w ogóle. To co poprzewracało menhiry? Co tak uszkodziło kromlech Stonehenge? Co zniszczyło Delfy czy Mykeny? Gniew ludu? Nieubłagany czas? Chyba przesada.

Dlaczego przeważająca część ruin znajduje się pod warstwą ziemi? Współczesna archeologia piramidy w Teotihuacan mozolnie odkopała spod warstwy ziemi. Dlaczego zostało zasypane? Jako anegdotę można przyjąć wyjaśnienia niektórych luminarzy nauki. Oficjalna teoria głosi, że starożytne miasta rejonu Meksyku i Jukatanu zostały opuszczone nagle i prawdopodobnie z przyczyny głodu. W Teotihuacan było podobnie, ale na dodatek ten wygłodzony, ledwo trzymający się na nogach naród zmuszono do zasypania całego kompleksu by uniemożliwić jego wykorzystanie przez innych. Blednie przy tym nawet fantazja starożytnych. A wystarczyło wziąć parę kubełków tej ziemi, przesiać i sprawdzić, czy przypadkiem nie zawierają śladów zadziałania morskiego tsunami. Tego jednak nie było w założeniu.

Pytanie czy Ziemią władała jedna czy kilka cywilizacji Bogów? Czy jesteśmy w stanie określić jakieś kryterium, na podstawie którego można by dokonać jakiegoś sensownego podziału? Ludzką miarą jest sztuka i architektura, a w zasadzie jej inność czy odrębność spowodowana tradycjami kulturowymi, a także zastosowanymi materiałami i technologiami. Dziś ludzkość skupiona jest przede wszystkim w miastach, z których nieliczne osiągają przerażające rozmiary. Czy kompleksy, takie jak Giza, Tiahuanaco, Machu Pichu, Ollantaytambo, Mykeny, Tiryns, że tylko wymienię kilka, można nazwać miastami? Najstarsza (?) Giza to zapewne kompleks trzech piramid, Sfinks i parę świątyń. Tiahuanaco, to tylko trzy obiekty – Kalassaya, Puma Punku i Akapana. Machu Picchu to obszar cirka 300 na 200 m. Ollantaytambo jest niewiele większy, do tego z jednej strony okolony wysokim murem. O Cusco prawie nic nie można powiedzieć, gdyż Hiszpanie zniekształcili je dokładnie burząc i przebudowując na swoją modłę. Kompleks obok Cusco, Sacsayhuaman zajmuje obszar około 500 na 300-400 m. Wszystkie posiadają jedną, wspólną cechę – są małe w zajmowanym obszarze. Czy to faktycznie były miasta? A jeśli były to miasta, to gdzie ich nekropolie?

Kompleksy peruwiańskie jeśli nie są obwarowane cyklopowymi murami, to są budowane w trudno dostępnych miejscach. Czy dlatego, by utrudnić do nich dostęp ludziom, czy dlatego by uchronić ich przed trudnym do zdefiniowania niebezpieczeństwem? Już z tego powodu trudno nazwać je miejscami kultu. Czym były? O tym wiedzą tylko ci, co je zbudowali. Wielkość i surowość stylu bardziej predestynuje je do ośrodków przemysłowych niż na miejsca kultu.

Czy można zauważyć coś ciekawego, oglądając zdjęcia ruin z Ameryki Środkowej? Należy zwrócić uwagę na fakt, że brak tam, z nielicznymi wyjątkami, budowli z olbrzymich, pojedynczych kamiennych bloków? Budowle też potężne, ale… wypełnienie murów, podpór i stropów stanowią nieobrobione, małe otoczaki zespojone „czymś” (nic o tym nie znalazłem), a dopiero zewnętrzną okładzinę stanowią ładnie obrobione, zdobione duże kamienne płyty. Podobny styl budowy odnaleźć można także w Europie, północnej Afryce czy Bliskim Wschodzie.

Z tego światowego galimatiasu można jednak wyróżnić obszary, które zdają się świadczyć o przynależności do jednego kręgu kulturowego. Meksyk i Jukatan, San Agustin, krąg Cusco, królestwo kromlechów i menhirów w Europie, krąg najstarszej Grecji, Azja Mniejsza, Mezopotamia i Mohendżo-Daro, Egipt oraz Meroe i Marib, Południowo-wschodnia część Azji, a to jeszcze nie wszystko. Czy świadczy to o różnych epokach (czas) czy odrębności sztuki (cywilizacja)?

cywilizacje
Czy tak mógł wyglądać podział świata między Bogów 25 tysięcy lat temu?

Mapka wyżej, to oczywiście moja fantazja, jak i to co piszę dalej. Czas…? Być może po potopie około 37 tysięcy lat temu, o którym jak sądzę wspomina Biblia, Sumerowie i Egipt. Schyłek rządów Kronosa i Ptaha. Ziemia zniszczona kataklizmem, gdzie niegdzie z tlącym się jeszcze życiem. Nowi Bogowie obejmują świat we władanie i dokonują nowego podziału świata między siebie. To wtedy Posejdon obejmuje we władanie morza, Atena Europę, Ptah jeszcze podnosi Egipt z upadku. Wtedy być może w Azji zjawia się Indra. Bogowie sami zaczynają wznosić swoje stolice. Posejdon na Atlantydzie (ponoć później wraz z Apollinem wznosi mury Troi), Atena – Akropol na wzgórzu Ateńskim, Hefajstos buduje w Egipcie, być może Memphis. Wielkie budowle i posągi Azji wznosi jakiś „długouchy” Bóg.

Można jednak zauważyć pewne cechy odróżniające okręgi od innych, chociaż niektóre technologie wydają się być wspólne (ogromne wymiary elementów, precyzja w dopasowaniu, mury antysejsmiczne, terasy zabezpieczające przed osunięciami). Posejdon nie zwraca uwagi na artyzm wykonania, budowle ogromne, solidne ale toporne. Być może pozostałości to Sacsayhuaman, Machu Picchu czy Liksus i Gadeira. Krąg ateńsko-egipski bardziej zdobny, wszystkie jednak ustępują finezyjnemu budownictwu w Azji. Czy to był jeden krąg cywilizacji Bogów czy kilka, nie wiem, mówimy wszak o dziesiątkach tysiącleci. Wkradają się pomiędzy nie budowle wycinane w litej skale w Indiach, w Petrze czy Abu-Simbel. Powstaje krąg budujących z małych cegieł na terenie Mezopotamii czy Indusu.

Ile tysiącleci cywilizacja Bogów przebywa na Ziemi? Wymiera czy odlatuje. Czy odwiedzają nas następni? Skąd wzięli się ci z długimi zębami? Kto 16 tysięcy lat temu buduje twierdzę Akakor? Kto ostrzega plemię Ogha-Mogulala o nadchodzącym katakliźmie? Dlaczego nie zostają ostrzeżone wojska Atlantydy czy Grecji? Czy ostatnie dynastie półbogów i kasty kapłańskiej schodzą z tego świata przed 7 tysiącami lat? Czy to właśnie wtedy cywilizacja ludzi rozpoczyna kroczyć własną drogą? Pytania, pytania, pytania…

Podsumujmy …

Czy kiedykolwiek Ziemia była odwiedzana przez przybyszów z kosmosu nie sposób ustalić. Ślady, o których pisałem na początku są ignorowane przez naukę i sprowadzane do sprytnego fałszerstwa, natomiast pisane przekazy starożytnych zaliczono do radosnej twórczości, fantazji i majaków. Od małego wmawia nam się, że nasz przodek był nierozgarniętym, małpowatym debilem zamieszkującym jaskinie, zajętym tylko zdobywaniem jedzenia i przypadkiem wymyślającym coś nowego raz na kilka tysięcy lat.

Taka indoktrynacja sprawiła, że dziś światowa nauka posiada kilkumilionową armię fundamentalistów gotową umrzeć za Darwina, byle tylko nie dopuścić do głosu inaczej myślących. To zaś, że najstarsza historia ludzkości nie zgadza się z większością faktów nie ma dla nich znaczenia. Te fakty się usuwa, ukrywa, niszczy lub fałszuje i w ten sposób pozbywa problemu. Najstarsza historia człowieka jest niespójna i wymyśla się coraz bardziej dziwaczne historie, byle tylko ją uprawdopodobnić. Wszystko to stwarza wrażenie dziejowego spisku małej, ale silnej grupy historyków, mającego na celu nie dopuszczenie zwykłych ludzi do poznania prawdy. Czy nie lepiej zbudować nową hipotezę bazującą na przekazach starożytnych i spróbować ją zweryfikować?

Przygoda życia rozumnego zaczyna się, jak przekazują starożytne teksty, ponad 400 tys. lat temu. Jakaś grupa Obcych rozpoczyna eksplorację naszej planety. W celu zrzucenia ciężkiej pracy na inne barki postanawiają stworzyć rozumnego robotnika. Tak, według Sumerów, dochodzi do stworzenia pierwszego człowieka. W drugiej kolejności stworzona zostaje kobieta, by zapewnić ciągłą reprodukcję siły roboczej. Stwórcy absolutnie nie zamierzali stworzyć sobie konkurenta, dlatego tworzą człowieka niedoskonałego. Przede wszystkim blokują gen długiego życia i pozbawiają go innych „boskich” właściwości, których my nawet się nie domyślamy.

W pewnym momencie dochodzi do aktu mającego kapitalne znaczenie dla przyszłości ludzi. Grupa Obcych zaczyna współżyć z ziemskimi niewiastami, zapoczątkowując nową rasę mieszańców, zwaną półbogami. Co więcej, ta grupa Obcych zostaje odrzucona przez resztę „boskiej” społeczności, jako skażona pierwiastkiem ziemskim i otrzymuje zakaz opuszczania Ziemi i kontaktowania się z pozostałymi. Nie obyło się chyba bez walki. Stare przekazy wspominają o jakiejś walce między Bogami w przestrzeni kosmicznej. Z konieczności grupa ta tworzy pierwszą boską dynastię na Ziemi. Odlatując, Obcy pozostawiają skazanym technikę kosmiczną bez możliwości podróżowania w głębinach kosmosu. Ta właśnie grupa, pozbawiona możliwości powrotu do swej kosmicznej ojczyzny, rozpoczyna organizację społeczności na naszej planecie stając się pierwszymi Bogami.

Zastanawiający jest także fakt, dlaczego w akcie mezaliansu uczestniczą Bogowie tylko płci męskiej. Wygodnictwo Bogów czy gorzka świadomość Bogiń kłopotów związanych z ciążą i porodem? A może boginie, dorównujące wzrostem bogom, nie odczuwały żadnej przyjemności, gdy w okolicy łona plątał się jakiś ludzki, męski kurdupel?

      Bogowie dokonują podziału terytorium ówczesnego świata pomiędzy siebie. Z rasy półbogów wyznacza się bezpośrednich władców (królów) danej społeczności oraz kastę kapłanów, której zadaniem było „obsługiwanie” Bogów. Ustanowione zostają prawa i powinności. Z rasy ludzi dokonuje się selekcji wojowników, rzemieślników i kupców, pozostałych zaś czyni się łowcami, pasterzami i chłopami, na barki których zrzucono odpowiedzialność za produkcję żywności dla wszystkich. Główną rolą kobiet było rodzenie dzieci i ich wychowanie. Półbogowie i ludzie muszą oddawać cześć Bogom, utrzymywać ich i spełniać ich żądania. Bogowie, używając swojej techniki, budują na Ziemi ośrodki władzy (domy Boga), pałace królewskie i główne świątynie okalając je potężnymi murami. W bezpośredniej bliskości organizują koszary, warsztaty, miejsca handlu itp. Półbogom i kapłanom przekazana zostaje podstawowa wiedza, pismo i prosta broń (miecze, włócznie, tarcze, rydwany) oraz podstawowa technika. Ludzie od Bogów otrzymują najprostszą broń do obrony własnej, proste narzędzia i proste środki transportu. Jeszcze raz podkreślam – wysoka technika była zastrzeżona wyłącznie dla Bogów.

Życie na Ziemi kilkakrotnie zostało zagrożone wielkimi kataklizmami o skali ogólnoświatowej. Potop sumeryjski (biblijny?) około 37 tysięcy lat temu był prawdopodobnie przyczyną zniszczeń na niewyobrażalną skalę. Ale istniejąca jeszcze cywilizacja Bogów zdołała odbudować cywilizację ludzi (królestwo ponownie zeszło z nieba). Drugi, podobny kataklizm wydarzył się około 12,5 tysiąca lat temu. Czy wtedy interweniowali Bogowie? Nie wiem, czy jeszcze byli obecni. Prawdopodobnie byli, choć chyba już nieliczni. Po nich schodzi ze sceny rasa półbogów pozostawiając ludziom wiedzę i znajomość pisma (nie mylić z alfabetem, który dopiero później wymyślili sami ludzie). Ludzie zostali pozostawieni samym sobie, chociaż jeśli uwierzyć Sumerom, ostatnia wizyta Bogów miała miejsce około 3760 r. pne. Od tego czasu człowiek rozpoczyna swoją już przygodę z nauką i techniką, jednak w ciągu tysiącleci naturalne kataklizmy i wojny powodują, że wiedza starożytna zostaje zniszczona i zapomniana. Rozpoczyna się błądzenie po omacku, które w niektórych dziedzinach wiedzy trwa po dzień dzisiejszy.

Czy moja hipoteza jest prawdziwa? Nie wiem. Nie mam możliwości jej sprawdzenia poprzez badania czy wykopaliska, ale nie sądzę że jest niemożliwa. Niektóre twierdzenia poświadczają przekazy starożytnych, niektóre logika. Pozostawiam to subiektywnemu osądowi.